Grzechot czcionek

"Hamlet we wsi Głucha Dolna" - reżyseria. Tomasz Obara - Teatr Ludowy w Krakowie

Chcecie poczuć atmosferę argentyńskich klubów i kabaretów z lat 30? Wybierzcie się do warszawskiego Laboratorium Dramatu na "Tango laboratorium", czyli recital Marty Górnickiej. To nie jedyne przeżycia, jakich dostarczy Wam ten spektakl.

Mata Bukarica nie zmartwychwstanie. Inni realni przewodniczący socjalistycznych spółdzielni pracy z innych, namacalnie zapadłych dziur świata - owszem. Pan da znak - podniosą się, pójdą w ciszy, usłyszą wyroki. Oni - tak. Ale nie Mata, zwany Bukarą. Mata pozostanie tym, kim jest - i tu, gdzie jest. Bohaterem sztuki Ivo Breana "Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna". 38 lat temu napisanym przewodniczącym spółdzielni i sekretarzem organizacji partyjnej w napisanej dziurze gdzieś w nieistniejącej Jugosławii. Kopcem liter.

Opowieści skazane na świat za oknem - doraźne, karmiące się chwilą, trzymające palec na pulsie dnia, trochę interwencyjne, trochę publicystyczne, trochę kabaretowe - trwają tylko tyle, ile trwa widok za oknem. W latach 70. "Przedstawienie..." Breana było sztuczką legendarną. Portretowało, oczywiście, - szalenie boleśnie i, ach!, jakże celnie portretowało bydlęcą mentalność socjalistycznego aktywu i całej reszty półanalfabetycznej społeczności dziury zwanej Głuchą Dolną. Słowem - jaja były jak melony!

Ci, co wtedy sztuczkę Breana czytali bądź w teatrze oglądali, przed śmiercią ze śmiechu - ponoć tylko cudem uchodzili. Rechot trząsł nimi jak norkami, bo wprawdzie Jugosławia to nie PRL, ale Głucha Dolna - powszechna przecież!... A dziś? Siedzę w Teatrze Ludowym na "Przedstawieniu..." przez Tomasza Obarę wyreżyserowanym, kontempluję głupawe wice, przyjmuję płaski banał o prowincjonalnych matołkach, co w imię świętej aktualności socjalistycznej arcydzieło Szekspira chamską ćwierćmyślą swą poprawiają, by je rychło w świetlicy towarzyszom pokazać ku pokrzepieniu widoku za oknem - i słyszę grzechotanie kości, które nie zmartwychwstaną. Z czego tu się śmiać? Z aktualności, kapiącej ze sceny? Niby z jakiej?

Że socjalizm dawno nad Wisłą zdechł - a socjalistyczne matołectwo zostało? Że owszem, salony nasze na nowoczesną modłę odpucowane - lecz we łbach dalej kolebią się nędzne świetlice, identyczne z tą iście gierkowską, co ją na scenie scenograf Andrzej Witkowski detalicznie odtworzył? Czy że socjalizm, czy kapitalizm - ludzie zawsze jednacy i, całkiem jak Bukara, kradną gdzie popadnie, a do kryminału wsadzają niewinnych? Takie trywialności na kanwie "Przedstawienia..." Obary dziergać mam? Dajcie spokój! A może podnieść wszystko o jedno nędzne piętro i pociągnąć myśl szyderczą, że Bukara naprawdę wieczny, bo jego zasadniczy gest - tępawą ćwierćmyślą poprawianie Szekspira ku chwale aktualności - odrodził się oto w identycznych reżyserskich gestach Klaty, Zadary, Kleczewskiej i sterty innych? Też mi się nie chce. Więc?

Może aktorów pochwalić? Ściślej mówiąc - wymienić. Co? Chętnie, ale jakoś nie potrafię. Zlewają mi się w coś na podobieństwo, bo ja wiem? , fotek z folderów krajoznawczych, zachęcających do zwiedzania skansenów, które ocaliły smak wszystkich Głuchych Dolnych tamtego świata. Nie sposób nikogo wyróżnić, ale i nie znajdziesz nikogo godnego "pały". Są równi. Od początku do końca - w średnich, letnich temperaturach aktorstwa charakterystycznego. Nijacy, oczywiści, skazani na stary banał... Jedynie oni?

Gdyby szło tylko o to, że "Przedstawienie..." martwe dziś jest, bo socjalizm zdechł i losy planktonu w Głuchej Dolnej można od biedy reanimować na Kubie bądź w Wenezueli - nie byłoby tak smutno. Rzecz w tym, iż aby móc zmartwychwstać, wcześniej trzeba umrzeć, a by umrzeć - najpierw trzeba żyć. Otóż, opowieść Breana w istocie od urodzenia była rześka - mogilnie. I tylko cud epoki pełnej euforii ludzi kolektywnie gardzących ustrojem, przy pomocy argumentu zgody między sztuką a widokiem zza okna nadał opowiastce - i setkom innych, równie trupich banialuk literackich - intensywnie iluzoryczny pozór żywotności dojmująco aktualnej. Jak nagłe ciemności odcięły Obarę od banału tego? Czytając "Przedstawienie..." - jak mógł nie usłyszeć trupiego chrzęstu dzieła, co od urodzenia nie miało szans na zmartwychwstanie? Dla mnie - niepojęte.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
6 kwietnia 2009
Teatry
Teatr Ludowy

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia