Grzegorzewski aktorem

o aktorskich epizodach Jerzego Grzegorzewskiego

W 1980 roku Jerzy Grzegorzewski zdecydował się na jednorazowy występ aktorski. Zagrał Jana Matejkę, malującego Bitwę pod Grunwaldem w serialu telewizyjnym Andrzeja Wajdy Z biegiem lat, z biegiem dni... W pełnej charakteryzacji, lekko przygarbiony, energicznie nakładał farby na kopię obrazu autorstwa Zdzisława Pabisiaka, ryzykując podobno trwałe jej uszkodzenie. Ta czterominutowa, niema sekwencja ma szczególne znaczenie dla całego serialu. Przypuszczalnie dla samego Grzegorzewskiego stała się również czymś więcej niż tylko środowiskowym żartem

Serial Z biegiem lat, z biegiem dni... jest adaptacją siedmiogodzinnego widowiska o tym samym tytule, które Wajda wyreżyserował w Starym Teatrze w Krakowie w 1978 roku. Przygotowany przez Joannę Olczak-Ronikier scenariusz przedstawia historię życia Anieli Dulskiej (Anna Polony) i jej rodziny. Postać głównej bohaterki została zręcznie wpleciona w fabuły utworów nie tylko Gabrieli Zapolskiej, ale także Michała Bałuckiego, Jana Augusta Kisielewskiego i wielu innych autorów drugiej połowy XIX i początku XX wieku. Tak pomyślany scenariusz nabierał cech palimpsestu czy centonu, czyli gatunków, które wykorzystywał Grzegorzewski w swoich autorskich scenariuszach. Zarówno spektakl, jak i serial stanowiły przewrotny hołd złożony Krakowowi oraz jego artystycznej bohemie – tej z przełomu wieków i tej współczesnej, skupionej między innymi wokół Starego Teatru.

W wersji telewizyjnej w odcinku czwartym przy kawiarnianym pianinie zasiada Stanisław Radwan, a w odcinku pierwszym pojawia się właśnie Grzegorzewski, który był wówczas jednym z reżyserów współpracujących z tą sceną. W 1977 roku zrealizował na niej Wesele Stanisława Wyspiańskiego, uznawane za najważniejszą inscenizację sztuki od czasu ekranizacji Andrzeja Wajdy. Wymowa Z biegiem lat, z biegiem dni... wydaje się zresztą w pewnym stopniu zdeterminowana przez myśli zawarte w dramacie z 1901 roku.

Pierwszy odcinek serialu stanowi transkrypcję komedii Bałuckiego Dom otwarty. Krakowska rodzina Chomińskich postanawia urządzić „wieczorek tańcujący”, który okazuje się finansową katastrofą i towarzyską kompromitacją. Podejrzane indywidua, zaproszone w charakterze „młodzieży” przez wodzireja Fikalskiego (Jerzy Stuhr), nad ranem opuszczają kolejny bal, by udać się do Sukiennic i pozować mistrzowi Matejce w strojach księcia Witolda, wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena oraz żmudzkiego wojownika zadającego mu śmiertelny cios włócznią świętego Maurycego. Kontrast między powszedniością i pogodnym humorem poprzednich scen a patosem tej sekwencji jest niezwykle silny. Właśnie od tego momentu mieszczański kołtun, duchowa mizeria i kabotyńska poza ujawniają się jako wiodące tematy serialu, podważając zarysowany na początku mit Galicji szczęśliwej. Wydaje się, że Grzegorzewski, wcielając się w Matejkę, odegrał postać bardzo sobie bliską. W kontekście całego serialu jawił się jako ironiczny dekonstruktor, a jednocześnie celebrant narodowych mitów i międzyludzkich form.

Występ w Z biegiem lat, z biegiem dni... stał się więc dla Grzegorzewskiego elementem wizerunku artysty – swobodnie operującego maskami reżysera, malarza czy rzemieślniczego mistrza. O przywiązaniu do tego epizodu biografii twórczej może również świadczyć fakt, że po latach zdecydował się na powtórzenie utrwalonego na ekranie gestu. W 2005 roku w dokonanej dla Teatru Telewizji adaptacji Duszyczki Tadeusza Różewicza z Teatru Narodowego pojawił się w kilkusekundowym ujęciu w pozie przypominającej tę z serialu Wajdy. Tym razem prywatnie – jako reżyser przedstawienia – zdawał się szkicować na murze aktorki upozowane w niemal akademicką grupę. Kamera powtórzyła przy tym przeciwujęcie, charakterystyczne dla sekwencji ze Z biegiem lat, z biegiem dni... Tym razem występ stanowił swoisty artystyczny podpis, a zarazem przypieczętowanie wizerunku Grzegorzewskiego jako reżysera-malarza.

W geście tym można również doszukiwać się nawiązania do postawy Tadeusza Kantora. Warto pamiętać, że twórca Teatru Śmierci z pewną przekorą przyznawał się do fascynacji teatralnym, pełnym wyrazistych gestów malarstwem Matejki. Gdy jednak Kantor czynił się podmiotem i medium swoich spektakli, Grzegorzewski prawie zawsze pozostawał niewidoczny, choć jednocześnie wyczuwalny. Autorski, nieraz bardzo osobisty charakter jego przedstawień oraz emocjonalny do nich stosunek nie pozwalały zapomnieć o jego – jak sam to określił w dokumencie Jerzego Kaliny – „skrywanej obecności”, być może nie mniej intensywnej niż obecność Kantora. Jako niewidzialna „osoba dramatu” okazywał się aktorem permanentnym, z czego niewątpliwie zdawał sobie sprawę. W 1977 roku w  rozmowie z Krystyną Nastulanką przyznał: „Czasem mi się wydaje, że poprzez reżyserowanie szukam tylko przestrzeni dla mojego aktorstwa”.

Wojciech Świdziński
Teatr
30 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia