"Hair" w Gliwickim Teatrze Muzycznym

"Hair" - reż: Wojciech Kościelniak - Gliwicki Teatr Muzyczny

Gliwicka inscenizacja musicalu "Hair", w reżyserii Wojciecha Kościelniaka ma dwa znakomite momenty: początek i finał. Pomiędzy nimi rozciąga się prawie trzygodzinne widowisko utkane z różnych elementów, wstawek kabaretowych nie wyłączając.

Nowa premiera opiera się na pomyśle sprawdzonym niedawno w "High School Musical", czyli na spontaniczności i energii młodych wykonawców. I ta spontaniczność ze sceny emanuje. Rzecz w tym, że to dwa kompletnie różne utwory i jedyne, co je łączy, to brak rozbudowanej warstwy dialogowej. W "HSM" fabuła była jednak "konferansjerką", łączącą kolejne numery muzyczne, a musical sprowadzał się do pokazania, że młodzi potrafią tańczyć i śpiewać, dosłownie o niczym. W "Hair" jest inaczej - tutaj muzyka, a szczególnie teksty piosenek są siłą niosącą ideę buntu, na której zbudowana jest historia hippisowskiej komuny. 

Nie da się uciec od faktu, nawet po 40 latach od prapremiery, że ten musical wprowadził na stateczne sceny muzyczne nowe pokolenie. Pokolenie, które nie bawiło się w dyskusje przy stole i dobieranie eleganckich słówek, tylko w ostrych, rockowych rytmach wyśpiewywało (!) swoje prawo do niezależności i indywidualnego stylu życia. Tymczasem w gliwickiej inscenizacji dużo więcej niż połowa tekstu songów, w tłumaczeniu Jacka Mikołajczyka, w ogóle do publiczności nie dociera! Fatalne nagłośnienie sprawia, że muzyka przykrywa słowa, a ze sceny leje się tylko kakofonia dźwięków. Służby techniczne teatru muszą coś z tym zrobić, bo to nie pierwszy przypadek, gdy złe miksowanie niweczy wysiłek aktorów.

Choć w przypadku "Hair" z nimi też jest kłopot. Solo i zbiorowo bardzo dobrze tańczą, co przy jednoczesnym śpiewaniu łatwym zadaniem nie jest. Robota choreografów: Beaty Owczarek i Janusza Skubaczkow-skiego nie poszła na marne, a przygotowanie wokalne Ewy Zug jak zwykle zasługuje na uznanie. Musical to jednak nie tylko taniec i śpiew, ale też aktorstwo. Tu braki aż proszą o to, by je choć trochę zminimalizować, bo sam "spontan" nie zrównoważy kiepskiej dykcji i szkolnego recytowania tych kilkunastu zdań mówionych bez podkładu muzycznego. Nawet niewprawne ucho rejestruje, że Oksana Pryjmak (Sheila) czy Wioletta Białk (Margaret) to aktorki, które wiedzą co - i po co! - śpiewają i mówią. Ich postacie, choć nie pierwszoplanowe, są świetne. Andrzej Skorupa jako Cloude jest przekonujący w partiach wokalnych, głos ma pięknie szkolony, ale gdy ma powiedzieć kilka słów, gubi cały dramatyzm swojej postaci, recytując tekst bez emocji. Nie ma charyzmy naturalnego lidera także Berger w wykonaniu Łukasza Szczepanika.


Ktoś, kto zetknie się z "Hair" po raz pierwszy przez gliwickie przedstawienie może mieć kłopot z odpowiedzią na pytanie: "ale o co tym hippisom właściwie chodziło". I to będzie słuszne pytanie, bo hippisom pokazanym przez Kościelniaka o nic nie chodzi.

Postacie, które 40 lat temu wymyślili autorzy libretta: Gerome Ragni i Jamek Rado, to była młodzież zbuntowana do szpiku kości, wściekła, protestująca przeciw wojnie w Wietnamie, tak samo mocno jak przeciw kolejnej sofie w salonikach rodziców. Ale też młodzież totalnie zagubiona, głucha na ostrzeżenia przed zgubnym wpływem narkotyków i seksu bez zabezpieczeń. Bohaterowie "Hair" mają poplątane życiorysy i robiąc rewolucję obyczajową, nie myślą o jej skutkach. Karmią się prowokacją i brakiem pokory, zachwyca ich przerażenie dorosłych, którym pokazują goły tyłek (nagość aktorów wpisana jest w tradycję i libretto "Hair"). Sporo hippisowskich ideałów nie przetrwało zresztą próby czasu, ale wiele uczyniło Amerykę krajem bardziej tolerancyjnym dla odmienności.

W inscenizacji Kościelniaka bohaterowie "Hair" to żadni buntownicy, to raczej grupa znudzonych licealistów, organizujących dyskotekę, przerywaną zażywaniem dragów. To wrażenie pogłębia farsowa sekwencja narkotycznych wizji w drugiej części przedstawienia, rozbijająca i tak niespójną konwencję całości. 

Co pozostaje? Genialna muzyka Galta MacDermota, wykonywana na żywo pod kierownictwem Piotra Dziubka.

Kolejne spektakle "Hair" od wtorku do piątku (25-28.05.) o godz. 18.30.

Henryka Wach-Malicka
Dziennik Zachodni
24 maja 2010

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia