Hajlowanie do śmiechu, czyli farsa

"O co biega?" - reż. Tomasz Podsiadły - Centrum Kutury w Gdyni

W odstępie czterech dni Centrum Kultury w Gdyni premierowało kolejny spektakl pokazany w ramach Sceny Letniej w Orłowie. Po "Śpiewającej lokomotywie" przyszedł czas na komedię omyłek, czyli angielską farsę w polskim wydaniu. Były gwiazdy i celebryci, czyli nazwiska, była dobra pogoda i pełna widownia. Odbiór premierowej publiczności jak zawsze - bezcenny. Podobało się prawie wszystko, choć liczba księży na scenie znacznie przekroczyła dopuszczalne normy.

Nie można mieć wątpliwości, że w kraju nad Wisłą śmiech jest potrzebny, jak zbawienne oczyszczenie. Tak nieprzyzwoitych sytuacji politycznych oraz społeczno-towarzyskich nie było nigdy tak wiele jak ostatnio, a kolejne wybory przed nami. Mało kto wyraża już zdziwienie różnymi skandalicznymi wydarzeniami z udziałem polityków, celebrytów, duchowieństwa. A w tej sztuce śmiechu jest dużo, a skandaliki napędzają całą akcję. Dzieje się sporo jak na jeden wieczór. Żona pastora, Penelopa, niczym mitologiczna żona Odyseusza, jest wierna Lionelowi, choć... lubi zaszaleć z innym. Ten inny, żołnierz armii brytyjskiej, kocha swój kraj, ale łatwo porzuca obowiązki, aby pójść do... teatru. Panna Skillon, parafianka, stara panna i dziwaczka, nie umie powstrzymać swych chuci, gdy w pobliżu jest alkohol i wielebny. Biskup Laxu, poza tym, że nosi się z wysoka i lubi wypić, zabawić chciałby się i z dziewczynką, i z chłopczykiem. Służąca Ida jest bardzo pomocna i szczerze... głupiutka. Wielebnego Arthura mogłoby nie być, bo nic nie wnosi, a niemiecki, zbiegły jeniec, rozśmiesza tylko wtedy, gdy... hajluje, wypuszczając rewolwer. Oczywiście jest również szafa z "trupem". Mamy zatem postaci gotowe zabałaganić każdy ustalony porządek, a jak dodać do tego, że prawie każda z nich przebiera się za... pastora, to mamy niezły bigos.

Sztuka Philipa Kinga jest najbardziej rozpoznawalnym dziełem tego autora, powstała w 1944 roku. Można byłoby ją uznać zatem za przestarzałą, ale chyba tak do końca nie jest. Tomasz Podsiadły umiał wydobyć z niej smaczki, choć w wielu momentach powinien zaingerować, aby słaby tekst nie spowalniał tempa, podobnie jak tytułowe rozbieganie ("See how they run"). Generalnie cały zespół prezentuje wysoki poziom zaangażowania scenicznego, widać starania pojedynczych aktorów i determinację w scenach zbiorowych. Na wyróżnienie zasługują jednak przede wszystkim dwie panie: Ewa Błachnio jako żona pastora Toopa i Natalia Siwiec w roli służącej. Pierwsza z nich prezentowała dobry poziom komediowych umiejętności, sprawnie radziła sobie z najbardziej skomlikowanymi, "pojechanymi" sytuacjami, wykazała się dużą swobodą interpretacyjną. Widać, że kabaretowe doświadczenie (w kabarecie "Limo") przynosi dobre żniwo, bo też wiele scen nadawałoby się do literackiego kabaretu. Co jednak warto dodać - w najlepszych kabaretach tekst wnosi dodatkowe sensy, czego w tej farsie akurat całkowicie zabrakło.

Była Miss Euro 2012 jako amatorka poradziła sobie niemal "pysznie". Bez widocznego stresu, swobodnie poruszała się po scenie, w konwencji głupiutkiej pomocy domowej mieszcząc się znakomicie. Może jedynie niewyrobiony scenicznie głos nie sprawdzał się podczas wietrznego przedstawienia na plaży w Orłowie, ale to jedyne, z grubsza biorąc, zastrzeżenia do debiutującej na scenie modelki. Do kobiecego duetu zasługujących na wyróżnienia dołączyłabym jeszcze Agnieszkę Szewczyk, autorkę prostej, estetycznej scenografii, choć w warunkach porywistego wiatru drzwi otwierały się same, obojętne na sytuację sceniczną.

Farsa, jak zawsze, wzbudza ambiwalentne uczucia. Z jednej strony daje powody do niczym nieskrępowanego śmiechu, z drugiej strony mija się z intelektualną głębią. Co zatem wybrać? Śmiejmy się, póki jeszcze można to robić (w nawiązaniu do jesiennych wyborów).

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
19 sierpnia 2015

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia