Halka z krwi i kości

"Halka" - reż. Paweł Passini - Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu

Na "Halkę" do Teatru Wielkiego w Poznaniu powróciłem po prawie dwóch latach od daty premiery i wszystkie najlepsze wspomnienia ożyły. Tegoroczne wznowienie opery Moniuszki, to przede wszystkim wielki i spektakularny sukces Magdaleny Nowackiej w roli tytułowej oraz Grzegorza Wierusa za pulpitem dyrygenckim.

"Halka" Stanisława Moniuszki w reżyserii Pawła Passiniego wywróciła tradycyjny sposób myślenia o inscenizowaniu dzieł narodowych. Reżyser zamienił kontusz i parzenicę na uniwersalny język teatru. Na premierze skandalu nie było, choć część publiczności kręciła nosem. Polska publiczność operowa wciąż pozostaje bardzo konserwatywna, nie jest w tym jednak odosobniona. Wystarczy spojrzeć, jakie tytuły i w jakiej formie wystawia się na jednej z najwspanialszych scen operowych, mianowicie w nowojorskiej Metropolitan Opera. Krótko mówiąc, konserwą wieje znad oceanu. Nieco inaczej sprawy mają się w krajach Europy Zachodniej. Spektakle operowe coraz częściej stają się tam platformą wymiany myśli, od kilkunastu lat z żelazną konsekwencją idą tą drogą Mariusz Trelińskich, Christof Loy czy Barrie Kosky. Tym samym tropem poszedł Passini, dzięki czemu powstał jeden z ciekawszych spektakli operowych ostatnich lat w Polsce.

Na "Halkę" do Teatru Wielkiego w Poznaniu powróciłem po prawie dwóch latach od daty premiery i wszystkie najlepsze wspomnienia ożyły.

Dziś znajduję ten spektakl jeszcze bardziej ciekawszym. Z dwóch powodów. Pierwszym jest wizja Pawła Passiniego, drugim zaś - znakomici realizatorzy. Tegoroczne wznowienie "Halki" to przede wszystkim wielki i spektakularny sukces Magdaleny Nowackiej w roli tytułowej, oraz Grzegorza Wierusa za pulpitem dyrygenckim. W swoim życiu słyszałem do tej pory bodajże siedem różnych odtwórczyń roli nieszczęsnej samobójczyni. Jednak to, czego dokonała Nowacka jest bezkonkurencyjne. Jej Halka jest bardzo liryczna, ale nie pozbawiona dramatyzmu, krwista i chwytająca za serce publiczność. Jeśli mężczyzną w operze wilgotnieją oczy, coś musi być na rzeczy. Magdalena Nowacka od pewnego czasu, wyrasta na czołową solistkę poznańskiej sceny operowej. Artystka jest obdarzona głosem o niezwykle zmysłowej i ciepłej barwie. Operuje przy tym świetną techniką, stąd każdy najdrobniejszy melizmat zostaje podany w sposób wyrazisty. Nowacka jest śpiewaczką inteligentną i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że trzymanie wysokich dźwięków, to tylko jeden z wielu elementów budujących dobrą interpretację. Dlatego też artysta tak udanie potrafi bawić się najrozmaitszymi środkami artykulacyjnymi i dynamicznymi, przez co budzi podziw i szacunek.

Warto podkreślić, że Halka Nowackiej jest na wskroś przemyślana, co więcej, odnoszę wrażenie, że to rola głęboko przeżyta, przez co tak bardzo autentyczna. Jedno jest pewne - śpiewaczka dołączyła do grona poznańskich Halek, które bez cienia przesady uznaje się za wspaniałe primadonny.

Drugi, wielki bohater piątkowej i niedzielnej "Halki" to Grzegorz Wierus. Dyrygent, który czuje operową materię bezbłędnie. Nie jest spętany kreską taktową, daje wybrzmieć śpiewakowi, doskonale rozumie funkcje rubata, wygrywa dzięki swojej muzykalności i wrażliwości na głos. Z ogromnym szacunkiem przyglądałem się, jak spieszył z pomocą Piotrowi Friebe (Jontek), dostosowując tempo do indywidualnych możliwości tenora. Samego Piotra Friebe także należy pochwalić, artysta nie jest w szczytowej formie, jednak szczęśliwie nie brakuje mu pokory i nie idzie na konfronatacje z partyturą.

Wracając do Grzegorza Wierusa - ten młody dyrygent posiada znakomitą intuicję, która pozwoliła mu spojrzeć na moniuszkowskie dzieło z pewnym dystansem. Dzięki temu otrzymaliśmy fantastyczną grę orkiestry, pełną kolorów, świetnego frazowania, a nade wszystko stopienia z głosami wokalnymi. Brawo!

Z grona solistów należy wyróżnić także fantastycznego Bartłomieja Musiudę, który od samego początku śpiewa w poznańskim spektaklu rolę Janusza. Przypadek Misiudy jest dość osobliwy, ten artysta nie potrafi grać na scenie, on po prostu przeżywa swoich bohaterów. Janusz w jego interpretacji nie jest cyniczny i zły. Jest zagubionym chłopakiem, który wcale nie gardzi Halką, po prostu zwyczajnie stchórzył. Idealnie do tej partii pasuje jasny i ciepły baryton artysty. Misiuda zwraca jeszcze na siebie uwagę świetnym partnerowaniem, co jest umiejętnością bezcenną!

Satysfakcji ze spektaklu dopełnia chór Teatru Wielkiego. To naprawdę fantastyczny zespół, w moim przekonaniu - najlepszy chór operowy w Polsce. Sporo wzruszenia dostarczają chórzyści, śpiewając "Ojcze z niebios". Ileż w tym finezji i dbałości o najdrobniejsze niuanse brzmieniowe.

Niedzielną "Halka" z pewnością zapamiętam jako jedną z najlepszych produkcji Teatru Wielkiego.

Adam Olaf Gibowski
www.kulturaupodstaw.pl
29 marca 2017

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia