Hamlet o północy

"Hamlet 24:00" - reż. Piotr Kondrat - Teatr Szaniawskiego w Wałbrzychu

... i to w listopadową noc. Wśród ruin zamku krzyżackiego w Toruniu. W świetle zniczy i pochodni, w silnych podmuchach jesiennego wiatru i przejmującego chłodu. Misterium, podczas którego przywoływane są duchy bohaterów szekspirowskiego dramatu.

Rozterki i duchy przeszłości

Piotr Kondrat w monodramie „Hamlet:24.00" –„położył nacisk na te kwestie, które najlepiej oddają stan duchowy Hamleta. W poprzednim monodramie „Dwanaście scen z Hamletem" artysta niejako zapraszał do wspólnej rozmowy z duńskim księciem, tutaj postanowił umożliwić widzom wejście w głąb jego osobowości. Co za tym idzie – spotkać się z dręczącymi go rozterkami i duchami przeszłości" – napisał Szymon Spichalski w książce „Szekspir? Jaki Szekspir! Monodramy Piotra Kondrata". - Warto tu dodać, że autor poświęca temu spektaklowi jeden z rozdziałów, przeprowadzając w nim bardzo interesującą jego interpretację.
Spektakl ten wystawiany był w wielu różnych sceneriach. Podczas Toruńskich Spotkań teatrów Jednego Aktora w Toruniu, w listopadzie w roku 2006, aktor wybrał dla niego scenerię ruin zamku krzyżackiego.

Dusze zmarłych odwiedzają żywych

Zaprezentowanie spektaklu w takim czasie i w takim miejscu to nie przypadek. Listopad jest czasem, w którym zaciera się granica pomiędzy światem ludzkim a pozaziemskim. A podczas Zaduszek, jak wierzono na wsi, dusze zmarłych odwiedzają żywych. I dlatego pozostawiano na noc uchylone drzwi i furtki. Wierzono też, że dusze zmarłych w mglistej zimnej przestrzeni błąkają się wokół kościołów, cmentarzy, opuszczonych miejsc. I dla tych wędrujących dusz rozpalano ogniska, by nie zabłądziły. Ogień ten potrzebny był tak samo dla żywych jak i zmarłych. Pierwszych chronił przed złem, drugich oczyszczał i ogrzewał. Dzisiaj zapalamy go tylko na grobach.

Czas traci swą moc, a śmierć luzuje szczęki

- Płonące znicze na grobach, zwłaszcza wtedy, gdy na cmentarzu panuje mrok, już od wczesnego dzieciństwa wprowadzają mnie w stan zachwytu i uspokojenia. W tej ciszy słyszę jak opada cały zgiełk codzienności, wycisza się niepokój, pojawia się żal za tym, co utracone – mówi Piotr Kondrat. – Pierwszego listopada czas traci swą moc, a śmierć luzuje szczęki. Najpiękniej jest o północy, kiedy rozgrzane ogniem znicze zaczynają pękać i wybuchać. Jeden po drugim. Coraz więcej i więcej. To szept zmarłych przechodzi w krzyk.
- Każdy kto jest albo będzie w takiej sytuacji, kiedy kogoś traci i obojętnie czy wierzy czy nie wierzy w istnienie duchów – kontynuuje aktor – ma kontakt ze zmarłą osoba. Poprzez ogień zniczy, które zapala na grobie. Ale warto wiedzieć, że rozmowa z duchami daje nam więcej niż z żywymi, bo oni też są żywi.

Miejsca rozmów z duchami

Listopad to czas rozmów ze zmarłymi. Poprzez obrzędy, do których należą też dziady szczegółowo opisane przez Mickiewicza. Piotr Kondrat wybrał jednak inny kanał kontaktu z nimi. A osiąga go poprzez ogień i wiatr, poprzez muzykę w swoim spektaklu - misterium, jakim jest „Hamlet:24.00". To jedyny w Polsce dialog prowadzony w ciemnościach i na otwartej przestrzeni.
- Taką scenerią są cmentarze, jak ten żydowski w Wałbrzychu, z ogromnymi starymi drzewami, które podczas spektaklu wiatr porywisty chylił ku ziemi, niebo przecinały białe jak stal błyskawice, a grzmoty zagłuszały moje słowa – wspomina aktor. – W Krakowie przywoływałem duchy w Sali Inkwizycji i w Willi Decjusza, w Bydgoszczy na magicznej Wyspie Młyńskiej, w Książu w ruinach zamku. Miejscami, w których rozmawiałem z duchami były też zapadające się wojenne forty w łotewskiej Lipawie nad brzegiem Bałtyku czy ruiny nad rzeką Dźwiną na Łotwie albo stare łotewskie cmentarzyska. Zawsze staram się grać „Hamleta:24.00" w takich miejscach, gdzie jest szansa na spotkanie z nimi, ale i również na obcowanie z czterema żywiołami, jakimi są ogień, powietrze, woda i ziemia.

Wiatr, ciemność i ogień

- Tak naprawdę podczas tego spektaklu rozmów z duchami ważną rolę odgrywa listopadowa przyroda. Podczas tego misterium poprzez żywioły rozmawiam z duchami osób zabitych w „Hamlecie" Williama Szekspira. Kiedy zadaję im pytania, nie wiem, jaka padnie odpowiedź. Kiedyś grałem przed cmentarzem w Wałbrzychu i wiatr był tak silny, że przygważdżał mnie do ziemi, co potraktowałem jako odpowiedź dusz – kontynuuje Piotr Kondrat. Bo wiatr łopoczący w spektaklu sztandarami, rozwiewający włosy jest jak ich wędrówka, jak znak od zmarłych, kiedy wskazują kierunki światła. Siła wiatru decyduje o tym, w jaki sposób duch mi odpowie przez ogień. Rozwiewane, szarpane i rzucane w ciemność nocy płomienie otaczające widzów i mnie mają wymiar symboliczny. To ogień jest dla mnie duchem, jest okazją do spotkania się świata ziemskiego z pozaziemskim.

W Toruniu aktor rozmawiał z duchami wśród ruin. Stare mury, na których zawisły powiewające sztandary, setki rozstawionych na murach płonących zniczy i zatknięte pochodnie wyznaczały wyjątkową atmosferę tego monodramu. Nagle pojawia się Piotr Kondrat, któremu w tym misterium bliżej do świata zmarłych niż żywych, staje na murze z pochodnią i przywołuje imiona tych, którzy zginęli w Hamlecie.

Przywoływanie hamletowskich dusz

- Chcę usłyszeć od nich o przebaczaniu i o miłości, spodziewam się niechęci z ich strony, bo przecież zakłócam ich spokój, kto wie, może nawet mnie zaatakują. Czekając na ducha ojca Hamleta spodziewam się strachu i obrony przed tym spotkaniem – kontynuuje aktor. – Wywołuję z tamtego świata Ofelię, by sprawdzić, jak mocno duchy potrafią kochać. Następnie Rosenkranza i Guildersterna, żeby przekonać się, czy po śmierci nadal mają poczucie humoru, a samego Poloniusza spróbuję jeszcze raz sprowokować.

- Najważniejszy jest duch ojca, bo jest najgroźniejszy i znajduje się w centrum całego misterium. W jednym z przedstawień, w scenie rozmowy z nim, języki ognia podpaliły mnie. Potraktowałem to jako znak z tamtej strony. Nie wywołuję go po to, żeby po raz kolejny upomniał się o śmierć Klaudiusza, który go wysłał na tamten świat. Nie, bo to teatralne misterium jest też i po to, żeby nie tylko duch zbrodniarza, ale by i jego ofiara, czyli duch ojca wyznał swój grzech. Dlaczego tak cierpi po śmierci, dlaczego zza grobu dalej nakręca tę spiralę zła, posługując się swoim synem...

Lewitujące czaszki

- Ale oprócz duchów w tym teatralnym misterium pojawiają się także czaszki tych aktorów, którzy kiedyś na scenie grali Hamleta. Jedna z nich symbolizuje Włodzimierza Wysockiego z Moskwy, druga Oskara Wernera z Wiednia. Obaj bardzo silnie zamieszali w sercach widzów. Są także i czaszki trzech aktorów z wędrownego teatru żydowskiego grających Hamleta we Wrocławiu i w wielu miastach Dolnego Śląska – mówi aktor. - Rozmawiam z ich duchami właśnie poprzez te czaszki. I chociaż są związane z konkretnymi ludźmi, chcę, żeby w moim spektaklu były niezależne, żeby tworzyły klimat teatru śmierci, a swym działaniem prowokowały duchy. Dlatego w scenach z czaszkami wykorzystuję tricki iluzjonistyczne, podczas których lewitują samodzielnie po czarnej pelerynie i swym przemieszczaniem się budzą grozę. Są znakiem krótkotrwałości i ulotności życia a zarazem nieśmiertelności.
Atmosferę tę podnosi także i przejmująca muzyka. Są piosenki śpiewane ochrypłym głosem przez Wysokiego – „Moja cygańska", „Ratujcie nasze dusze", czy „Konie niesforne". Jest i Lacrimosa z Requiem oraz fragmenty Mszy koronacyjnej Wolfganga Amadeusza Mozarta. Całość spina jak klamra „Kołysanka Rosemary" Krzysztofa Komedy.

Teatr powinien wyważać drzwi zamknięte na tajemnice świata

- Wierzę w istnienie duchów, w to, że nasza dusza żyje po śmierci. Także w pamięci ludzi, którzy znali ją za życia. Żyje, to znaczy również, że dalej zmaga się z życiem, bo nie wszystko w naszym doczesnym świecie udaje się tak, jakbyśmy tego chcieli. Dlatego my żyjący musimy borykać się z błędami, grzechami zmarłych chociażby po to, żeby ich nie powtarzać. To pierwszy aspekt życia dusz, tak bardzo oczywisty – tłumaczy Piotr Kondrat.

I mówi dalej. - Teatr powinien być najbardziej przyjazny i gościnny dla dusz i duchów, dla tego, co jest nieuchwytne, nieracjonalne, zwykle niewidzialne, a jednak mogące się objawić. Teatr powinien otwierać oczy i serca, powinien wyważać drzwi zamknięte na tajemnice świata, na obecność pozazmysłową, której szukamy także w obrzędach religijnych. Może to właśnie on ma tę przewagę, że daje ludziom żywym w tych poszukiwaniach wolność?

I jeszcze jedno, warto zacytować emocje, z jakimi po obejrzeniu spektaklu podzieliła się z czytelnikami na łamach miesięcznika „Akant", Anita Nowak. – Nigdy nie pomyślałabym, że w takim skupieniu w listopadowy wieczór będę oglądać przedstawienie plenerowe. Wszakże w nawet najchłodniejsze noce czerwcowe zdarzało mi się z nich ukradkiem wycofywać. W tym jednak przypadku siła oddziaływania Szekspira i Kondrata były zbyt wielkie, bym mogła czuć zimno" – napisała.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Toruń
31 października 2019
Portrety
Piotr Kondrat

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia

"Odlot" - reż. Anna Au...
Anna Augustynowicz
Tytułowy Odlot nie jest jednak tylko ...