Hamlet u progu adolescencji

"Hamlet" - reż: Maciej Sobociński -Teatr Bagatela w Krakowie

Chociaż Marcin Sobociński, mimo stosunkowo młodego wieku (ur. 1975), ma już za sobą sporo wyreżyserowanych spektakli, w starciu z mistrzem mistrzów - Szekspirem - wypada niedojrzale. Niedojrzale z wszystkimi plusami i minusami szczególnego czasu dorastania.

W najnowszej premierze Teatru Bagatela pojawia się wiele interesujących, ale niestety nierozwiniętych i niespójnych wątków interpretacyjnych. Widz, oczekujący klasycznego, ugrzecznionego scenicznego wyłożenia tekstu, może czuć się epatowany nadmierną seksualnością i brutalnością postaci. Jednak widz znający chociażby te najbardziej sztandarowe współczesne interpretacje „Hamleta” może poczuć wtórność i znużenie. Mam tu na myśli chociażby brak cnotliwości Ofelii, miotającej się pomiędzy posłuszeństwem dla wykorzystującego ją ojca, miłością do Hamleta i pożądaniem do własnego brata (scena chybionego pocałunku). Podobnie oczywisty zdaje się być wybór orientacji seksualnej Rozenkrantza i Guildensterna - homoseksualizm przyjaciół Hamleta (do których, według matki, ma być bardzo podobny) sugeruje problem z tożsamością. 

Na uwagę zasługują próby znalezienia przez reżysera uniwersalnego spoiwa spektaklu. Do takich należy prosty, ale efektowny w wymowie zabieg założenia aktorkom grającym postaci kobiece (Gertruda- Dorota Segda i Ofelia - bardzo dobra w scenie szaleństwa Magdalena Grązikowska) butów na niebotycznie wysokim obcasie. Aktorki zsuwają je w chwilach, kiedy ich postać zdejmuje maskę, ma szansę na powiedzenia prawdy, zachowanie w zgodzie z samą sobą. Nieco słabiej wypada pierwsza, bardzo długa scena, podczas której wszystkie postaci, niczym w kukiełkowym teatrzyku, zmieniają konfiguracje krążąc dookoła kwadratowej sceny. Ten zabieg przywodzi na myśl metaforę dworu jako świata - teatru, w którym, zgodnie z Schopenhauerowską wizją, ludzie to sterowane z góry marionetki. Jednak trudno znaleźć kontynuację tego tropu w dalszej części przedstawienia, a mechaniczny i przewidywalny ruch nuży bardzo szybko. 

Sobociński, poprzez wprowadzenie elementów humorystycznych, związanych z osobami Rozenkrantza i Guildensterna (prostych, ale całkiem efektowych), buduje sceniczną rzeczywistość, opierając ją na kontraście. Monologom Hamleta towarzyszy przejmująca muzyka i nienaturalna, ponadludzka (co ilustruje pomysł reżysera jakoby duch ojca wszedł  
w syna niczym dybuk) cielesność. Wojciech Leonowicz w tytułowej roli daje z siebie wszystko, co nie zmienia faktu, że Hamlet przypominający Tolkienowskiego Golluma bardziej śmieszy niż przeraża. Podczas oglądania niektórych scen odnoszę wrażenie, że przesadny ton serio zmienia się w niezamierzoną groteskę, co szkodzi całości przedstawienia.

„Hamlet” w Bagateli to zalążek na bardzo dobre przedstawienie. Póki co, za dużo w nim gwałtowności, krzyku, przerysowania, które mogłyby ustąpić pogłębieniu relacji między postaciami i wyważeniu rozpoczętych wątków. Przedstawienie, dzięki jego dynamizmowi  
i efektowności ogląda się dobrze, niestety nie pozostaje na długo w świadomości widza. Nieustanna krzątanina aktorów nie służy refleksji, a pojedyncze, interesujące zresztą, wątki wymagają oszlifowania.

Katarzyna Pawlicka
Dziennik Teatralny
14 października 2010

Książka tygodnia

Straszny Dwór, czyli sarmackie korzenie Niepodległej
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jacek Kowalski

Trailer tygodnia