Hamlet współczesny

"Hamlet" - reż. Maciej Englert - Teatr Współczesny w Warszawie

Pełnowymiarowa wersja szekspirowskiej sztuki z intrygującą obsadą aktorską, z sukcesem bawi i wzrusza do łez. Nieco zmodernizowany „Hamlet" budzi mieszane uczucia, lecz gwarantuje sporą dawkę emocji.

Korzystając z przekładu Józefa Paszkowskiego, reżyser zaserwował widzom unowocześnioną i nieco nonszalancką wersję sztuki. Motywem przewodnim spektaklu jest wątek niewyjaśnionej śmierci króla Danii. W miesiąc po odejściu ojca Hamleta, królowa wychodzi za mąż za brata zmarłego męża. Główny bohater głęboko cierpi, gdyż uważa, że okres żałoby trwał za krótko, a rodzina zbyt szybko zapominała o tragedii. Jednakże duch zmarłego monarchy nie daje o sobie zapomnieć i pragnąc zemsty wzbudza w Hamlecie chęć odwetu za nikczemny czyn brata, przez którego został podstępnie otruty.

Na początku spektakl jest momentami nużący, jednak z rozwojem akcji dynamizm gry aktorskiej nie pozwala ani na chwilę oderwać wzroku od przedstawienia. Obsadzenie Borysa Szyca w roli Hamleta z początku wydaje się ryzykownym posunięciem, lecz z każdą minutą trwania przedstawienia okazuje się doskonałym wyborem. Artysta kojarzony dosyć jednostronnie raczej z telewizją niż z teatrem, nadaje dynamizmu i wnosi nieco energii w postać głównego bohatera. Aktor zadziwia wyrazistością emocji i zaskakującą spójnością z postacią - łamie patos klasycznego Hamleta, uwspółcześniając go w najbardziej możliwy sposób. Również rozbudowane wątki epizodyczne zdają się być trafnym zabiegiem, między innymi poprzez błyskotliwe dialogi Krzysztofa Kowalewskiego (wcielającego się w postać jednego z grabarzy) wprowadzają elementy groteski i humoru. Podobnie osoba Poloniusza, w którą wcielił się Sławomir Orzechowski, zyskuje trochę przerysowany, ale komiczny wydźwięk, przez co - podobnie jak tytułowy bohater - wielokrotnie rozbawia publiczność.

Trochę „płasko" przedstawiono natomiast wątek miłosny, w którym zabrakło wyrazistości postaci Ofelii oraz skromne dialogi - mają charakter raczej epizodyczny, a szkoda bo w jednej ze scen miłosnych Szyc trafnie oddaje dzisiejsze pokolenie niezdecydowanych singli – zbuntowanych i osamotnionych, bez poczucia głębszego sensu życia. Podobnie suchy styl gry prezentuje Katarzyna Dąbrowska, próbująca wcielić się w postać matki Hamleta. Jej postać była niestety odarta z jakichkolwiek emocji, wręcz „drewniana" (poza momentem krzyku rozpaczy w jednej scenie), bardziej przypomina żywy rekwizyt niż jedną z bohaterek spektaklu, co niestety budzi rozczarowanie, gdyż spodziewałam się więcej po jej grze aktorskiej.

Sumując, spektakl nie oszałamia, ale intryguje i momentami wzrusza. Przedstawienie nobilituje zaskakująca kreacja Borysa Szyca, który niewątpliwie podołał odważnemu wyzwaniu. Należy również docenić popisowe role Orzechowskiego i Kowalewskiego, czego niestety nie można powiedzieć o pozostałych kreacjach bohaterów przedstawienia. Spektakl „wciąga" i robi wrażenie na widzach, część widowni nawet nagrodziła aktorów owacjami na stająco – jednak obawiam się, że były to owacje dla wybranych artystów. Z pewnością warto indywidualnie skonfrontować się z adaptacją Englerta.

 

Magdalena Godlewska
Dziennik Teatralny Warszawa
10 grudnia 2013

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia