Hańba szansą na lepsze życie

"Hańba" - reż. Marcin Wierzchowski - Teatr Ludowy w Krakowie

Zhańbienie, bez względu na rozmiar winy, prowadzi do tych samych konsekwencji. Ostracyzm społeczny, odtrącenie, samotność – to tylko jedne z niewielu rezultatów infamii. Z tego powodu większość ludzi unika hańby jak ognia, dostosowując się do ustalonych reguł. A jak już przydarzy im się coś nieodpowiedniego, to szybko przepraszają, wydając oświadczenia pełne skruchy, choć faktycznie jej nie czują. Jednak, nie każdy, wskutek przymusu, chce za swoje niemoralne postępowanie przepraszać.

Taką osobą jest David Lurie – główny bohater „Hańby" – książki J. M. Coetzee'ego, wystawianej na deskach Teatru Ludowego. Piotr Pilitowski w bardzo przekonujący sposób przedstawił portret 52-letniego badacza literatury, który nie żałuje swoich czynów, bez względu na to, jak bardzo byłyby nieetyczne. Jest pewny siebie i bierze od życia to, co się mu należy. Pomimo że otoczenie uważa, że popełnił błąd, romansując ze studentką Melanie, a nawet – że jest przez to zhańbiony, to Lurie nie dostrzega swojej winy. Hańbę, którą na niego nałożyło środowisko, postrzega raczej w kategoriach estetycznych (jakby nosił zhańbioną szatę) niż etycznych.

Momentem przełomowym w jego życiu są odwiedziny u córki Lucy, a w szczególności wydarzenie, gdy przeżywa ona to samo cierpienie, co studentka Melanie, którą zmusił do romansu. Piotr Pilitowski świetnie zagrał bezradność ojca, który musi poradzić sobie z faktem, że jego córka została zgwałcona, a on nie mógł temu zapobiec. Co więcej, nie może z nikim podzielić się tą historią, ponieważ Lucy zabroniła mu rozmów na ten temat. Lurie musi więc nosić tę hańbę sam. Wskutek przeżywanego cierpienia dojrzewa do pewnych wniosków. W rozpaczy Lucy dostrzega rozpacz Melanie.

Intelektualny bywalec salonów, niedbający o uczucia innych, nagle przeżywa traumatyczne oczyszczenie. Razem z Davidem Luriem uczestniczymy w podróży przez jego wyzwolenie. Jesteśmy świadkami jego bólu, rozpaczy, bezradności i upadku. Lurie jest bezwstydnie pokonany. Obudził się w nim krzyk świadomości – płomień, którego nie mógł już ugasić.

Fantastyczną sceną, opisującą moment samoświadomości Luriego, jest scena tuż po napadzie na dom jego córki. We śnie główny bohater widzi swoich rodziców, uśmiechających się w ramach obrazu i zwierzęco kochających się poza nimi, córkę Lucy, ponownie przeżywającą moment zgwałcenia oraz studentkę Melanie, zmuszoną przez niego do romansu. W tej scenie Marianna Zydek autentycznie przedstawiła cierpienie młodej kobiety, odczuwającej ból podczas stosunków z profesorem, do którego nie czuje miłości. Widać w niej cierpienie, kiedy po raz kolejny doświadcza gwałtu z jego strony. Lurie powoli zaczyna rozumieć, że postępował źle, że podążał za tymi samymi zwierzęcymi instynktami, co rodzice w jego śnie, że był zwierzęciem ubranym w ludzką skórę.

Lurie sięgając dna, zaczął spotykać się z prostymi ludźmi takimi jak Beth (zajmującą się opuszczonymi zwierzętami) czy Petrus (pracownik Lucy), na których wcześniej popatrzyłby z pogardą. Na szczególną uwagę w tym miejscu zasługuje gra aktorska Jana Nosala w roli Petrusa, który nadał tej postaci zabawny charakter. Dzięki żartom Petrusa, jego sposobie mówienia, dramat dziejący się na oczach widzów nabiera oddechu. Podobną funkcję pełnią też niektóre rozmowy Lucy z ojcem, będące przekomarzaniami rodzica i dziecka. Nadają one lekkości całej historii.

Istotną częścią przedstawienia są również scenografia i kostiumy aktorów. Dramat dzieje się w kilku miejscach, czasem jednocześnie. Idealne wykorzystanie przestrzeni sprawia, że widz automatycznie dopasowuje się do klimatu historii. Miejsce, w którym przebywa Lurie może być zarówno gabinetem, jego mieszkaniem, jak i pokojem u Lucy. Nie ma w tym żadnej sprzeczności. Podobnie z klatkami dla psów, adaptowanymi na lecznicę bądź tymczasowe więzienie Luriego podczas napadu.

Kostiumy wykorzystane podczas spektaklu oddają wewnętrzne stany bohaterów. Lucy – wycofana indywidualistka nosi luźne ubrania, ukrywające atrybuty jej kobiecości. Beth chodzi w jasnych kolorach; są to często ubrania w kwiaty, podkreślające jej niewinność i dziecinność. Strój jest też istotnym elementem przeżyć Luriego. Na początku historii nosi on skrojone koszule i dopasowane spodnie, odzwierciedlające jego status społeczny. Natomiast pod koniec przedstawienia ubiera się w wyciągnięty sweter. Wygląd nie ma już dla niego takiego znaczenia, skoro jego głównym zajęciem jest pomoc w klinice dla zwierząt.

Widz jest świadkiem głębokiej przemiany Luriego. Hańba, którą przeżył i przeanalizował, pozwoliła mu popatrzeć na świat z innej perspektywy. Cierpienie go uszlachetniło. W rezultacie, wszystkie ideały, w które wierzył, przestały mieć sens. Dlatego książki - symbol wiedzy i wyższości Luriego nad innymi - spadają z półek. Główny bohater jest obnażony. Znamienna jest rozmowa Luriego z ojcem Melanie, podczas której George Isaacs, widząc zmianę zachowania byłego już profesora, pyta: „Więc tak upadają mocarze?", na co Lurie odpowiada: „Może czasem warto upaść". Nie jest zatem najważniejsza transformacja na pokaz, dokonana wskutek przymusu otoczenia, ale przemiana prawdziwa, płynąca z prawdziwej, wewnętrznej potrzeby zmiany.

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
26 czerwca 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia