Helena Trojańska wywieziona na taczce

"Odprawa Posłów Greckich" - reż. Szymon Kaczmarek - Teatr C. K. Norwida w Jeleniej Górze

Pomysł na uwspółcześnienie "Odpraw posłów greckich", odrodzeniowego dzieła Jana Kochanowskiego, stał się dla widza intrygujący tu i teraz. Szymon Kaczmarek, reżyser najnowszej premiery jeleniogórskiego Teatru im. Cypriana Kamila Norwida, postanowił udowodnić, że pierwsza tragedia napisana w języku polskim nie starzeje się i doskonale pasuje do naszej rzeczywistości.

To kolejna realizacja młodego reżysera Szymona Kaczmarka z cyklu interpretacji polskiej klasyki. W jego wydaniu "Kordian" wg Juliusza Słowackiego (w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie) czy "Granica" wg Zofii Nałkowskiej (Teatrze Polskim w Poznaniu) były zachętą do ponownego przyjrzenia się narodowym lekturom obowiązkowym. Podobnie jest z "Odprawą posłów greckich", najstarszym polskim dramatem politycznym.

Za sprawą składającej się z kilku ledwie elementów scenografii Kai Migdałek publiczność gromadzi się w nieco surrealistycznej przestrzeni. Na scenie podczas trwania akcji znajduje się Chorus z panien trojańskich, czyli punkowy girlsband w składzie: Anna Ludwicka-Mania - śpiew, Elżbieta Kosecka - kontrabas oraz Magdalena Kępińska - perkusja. Ten chórek trojańskich kobiet idzie w ostre, feministyczne granie i komentuje sytuację na scenie, między innymi w sławnych słowach: - By rozum był przy młodości: Nigdy takiej obfitości, pereł morze i ziemia złota nie urodzi, żeby tego nie mieli tym dostawać młodzi.

"Odprawa" jest wyraźnym sprzeciwem wobec wojen, które zawsze niosą ze sobą cierpienie i śmierć niewinnych. Antenor (w tej roli Jacek Paruszyński), od początku sprzeciwia się konfliktowi zbrojnemu. Chce odesłać Helenę (Marta Kędziora) i cieszyć się pokojem. A jego postawa nie wynika ze strachu, lecz z troski o losy narodu. Także greccy posłowie - Ulisses (Iwona Lach) i Menelaos (Bogusław Siwko) - nie chcą krwawego starcia. I przychodzą, by zażegnać konflikt pokojowo. Jednak odmowa wydania Heleny zmusza ich do podjęcia walki.

Ciało Heleny zostaje przez chórek trojańskich kobiet wywiezione na taczce, jak śmieci lub zbędne resztki. Zły władca - król trojański Pryjamus (Piotr Konieczyński) okazuje się zbyt słaby. I chociaż wie, jak powinien postąpić, co jest dobre dla kraju, a jednak pozwala, by zadecydowała nie zawsze uczciwa większość. Zgodnie z mitologicznym pierwowzorem, pojawia się tu też wizja Kasandry (Julia Łukowiak). Przepowiednia przedstawia przyszłe zdarzenia, a także podkreśla antywojenną wymowę. Kasandra jako natchniona wieszczka przestrzega przed okrucieństwami wojny, wskazuje na to, że obie strony poniosą duże straty, śmierć zbierze bogate żniwo.

Powstał spektakl, który w większym stopniu czuje się niż rozumie. Szymon Kaczmarek, również za sprawą wspaniałych, oddanych aktorów Teatru im. Norwida, daje celny portret naszych czasów. Niesamowitą kreację aktorską stworzyła Julia Łukowiak w monologu Kasandry. Bardzo dobrze wypada Piotr Konieczyński (jako Pryjamus), który najpiękniej z dojrzała siłą mówi ów trudny tekst, każde słowo i każdy wers brzmi czysto, z zachowaniem pełnej i jasnej myśli poetyckiej. Wyróżnia się też Robert Mania, który potrafił stworzyć wyrazistą postać Posła Parysów. Grający Menelaosa Bogusław Siwko świetnie obrazuje postać zdradzonego męża. Marta Kędziora nadała Helenie rysy wręcz dramatycznej heroiny. Z kolei debiutujący na scenie młodziutki Radosław Dróżdż, obsadzony jako Aleksander, którego i Parysem zowią, wniósł do spektaklu świeżość, operując zróżnicowanymi odcieniami dynamicznymi.

Ostatnia premiera Teatru im. Norwida oferuje widzom przedstawienie aktualne w swoim przesłaniu. Bo też dawno nie mieliśmy okazji zanurzyć się we frazach najczystszej polszczyzny, przekazywanej przez mistrzów mowy polskiej. Przesłanie Kochanowski doskonale zapisał w dramacie. Interpretując trojański mit, nie opierał się na wartkiej akcji, lecz jedynie słownymi aluzjami odwołał się do przeszłości, by wskazać współczesne błędy. Odwoływał się do moralności, piętnował nieprzyzwoitość, przekupstwo, dbanie o interes własny, a nie publiczny. Przestrzegał przed populizmem i krótkowzrocznością.

To, że Szymon Kaczmarek chciał odczytać Kochanowskiego współcześnie jest zrozumiałe i w dużej mierze jemu się to udało. Dramaturg Żelisław Żelisławski i Grażyna Matyszkiewicz (praca nad słowem) nie zmienili języka sztuki. I dzięki spójnej koncepcji dramaturgicznej utwór Kochanowskiego okazuje się być ciągle aktualny. Trzeba jednak zadać sobie trud wsłuchania się w polskie archaizmy i odwołania do mitycznych zdarzeń. Bo przecież rzeczywistość polityczna zawsze wymaga starannego wsłuchiwania się w nią. Politykom trzeba patrzeć na ręce, odkrywać ich intencje - to zresztą jedno z przesłań przedstawienia.

Manu
www.jelonka.com
31 marca 2017
Portrety
Szymon Kaczmarek

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia