Historia którą się długo pamięta

"Nieskończona historia" - reż. Maria Żynel - AT w Warszawie, Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku

Spektakle studentów Akademii Teatralnej są coraz lepsze. Czasem aż żal, że już teraz nie grają w profesjonalnych teatrach. A mogliby.

Spektakl "Nieskończona historia" ("Nieskończona historia. Oratorium na 30 postaci, chór, orkiestrę i sukę Azę") Artura Pałygi to dyplom studentów IV roku Akademii Teatralnej Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Rzecz wyreżyserowała Maria Żynel.

Studentów, którzy grają w tym spektaklu, mogliśmy już oglądać w "Piosenkach Taty Kazika" i w "Błękitnym ekspresie". "Nieskończona historia" przypomina misternie tkaną sieć, w której każde oczko jest ważne. Na scenie kilkanaście postaci. Każda inna od poprzedniej. Każda wyjątkowa, krwista i ukazująca w nieco krzywym zwierciadle to, jak wyglądamy my sami. Są też przedmioty, które dla każdego znaczą co innego i w końcu zdarzenia, które zazębiają się ze sobą. Ważną rolę w spektaklu odgrywa tez dom, który gości wszystkich bohaterów. I którego ściany pamiętają i znają więcej historii niż niejeden z nas. To właśnie w domu słychać codzienną symfonię skomponowaną z westchnień, kroków, szurania, stukania, szumu radia, modlitw,szeptów i niespodziewanych kłótni..

Studenci na scenie tworzą prawdziwe postacie. Miło się na nich patrzy, a gry mogliby niektórym z nich pozazdrościć profesjonalni aktorzy. "Nieskończoną historię" naprawdę warto zobaczyć.

"Nieskończona historia" to też opowieść o śmierci. A tą ciężko jest pokazać na scenie, żeby nie popaść w skrajności. Studentom pod wodzą Marii Żynel się udało. Ich śmierć jest poetycka, ale też mocna. Daje i odbiera. Wymaga uwagi, jest dosyć zaborcza. Ale też sprawiedliwa. Wie, kogo i kiedy obdarzyć swoimi względami. Czasem się jej nie spodziewamy, innym razem - wyczekujemy. Potrafi być powolna lub

niespodziewana. Daje jednak spokój ducha. Tym, których już nie ma. Bo ci, którzy pozostają, muszą się z nią zmierzyć.

Mozaikę postaci, rzeczy, zdarzeń i myśli na scenie tworzą: Hanna Daniszewska, Julianna Dorosz, Paulina Moś, Małgorzata Patryn, Helena Radzikowska, Patrycja Rojecka, Emilia Sulej, Katarzyna Szczodrowska, Michał Karwowski (III rok), Paweł Rutkowski, Wojciech Schabowski (gościnnie), Mateusz Trzmiel, Eliasz Waszczuk, Piotr Wiktorko. To właśnie tej czternastce udaje się wykreować świat, który wciąga, nie nuży (o co często ciężko podczas 2,5-godzinnego spektaklu) i który na długo pozostaje w pamięci widza (pozostaje też, co ciekawe, i w sercu).

Jeśli można kogoś specjalnie wyróżnić, na pochwały zasługuje Mateusz Trzmiel w roli Andrzeja, sanitariusza i kierowcy karetki. Jego nazwisko (i tak już charakterystyczne) warto zapamiętać, bo będzie o nim głośno. Kiedy się patrzy na grę chłopaka, wydaje się, że już jest kompletny. Nie ma w nim maniery (często spotykanej u nowicjuszy bądź już ogranych aktorów), a na scenie jest wyjątkowo czujny i uważny. Dobrze wypada też Hanna Daniszewska, grająca postać kluczową w całym spektaklu, czyli Wiktorię Dworniczek.

Spektakl można zobaczyć od 10 do 13 grudnia o godz. 19 i 14 i 15 grudnia o godz. 18 w Teatrze Szkolnym przy ul. Sienkiewicza 14.

Urszula Krutul
Gazeta Współczesna
10 grudnia 2013

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia