Honor diabła

"Generał" - reż: Aleksandra Popławska, Marek Kalita - Teatr IMKA w Warszawie

Zeszłoroczne wydarzenia z kolejnej rocznicy 13 grudnia pokazują trwanie konfliktu, którego symbolem stał się Jaruzelski. Chcemy tego czy nie, ale jego postać stała się znakiem pozostałości upadłego przed dwudziestu laty systemu, którego szczątki nadal mają wpływ na życie polityczne i mentalność Polaków. Trwanie starych elit w szokujący sposób pokazał Wojciech Tomczyk w rewelacyjnej ,,Norymberdze". Minione lata nadgryzły jednak dawne stosunki. Przedstawiciele PRL-u powoli odchodzą, choć funkcjonowanie pewnych układów utrzymuje się nadal. Znamienne, że człowiek, którego dzisiaj tak usilnie ciągnie się przed sąd, był pierwszym prezydentem wolnej III RP. Współczesna polska historia utkana jest z takich ambiwalencji i dysonansów, dlatego trzeba zdawać sobie sprawę z ich charakteru.

A przecież sprowadzanie postaci Jaruzelskiego tylko do głównego inicjatora stanu wojennego jest uproszczeniem. Wszak z jego postacią wiążą się całe lata 80., okres permanentnego rozkładu, ale i indywidualnych wyborów wielu Polaków. Zbrodniczości systemu komunistycznego nie ma co usprawiedliwiać, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, czy istniało w 1981 roku faktyczne zagrożenie radziecką inwazją. Teatr polski podchodzi do tego tematu ostrożnie. ,,Wroniec” według Dukaja w Kamienicy był czysto subiektywną, jednostronną wizją z dzieciństwa. Poza tym w sztukach ucieka się bezpośrednio od tego tematu, który miga w tle. Wspomniana ,,Norymberga” tyczyła się raczej brzemienia całego PRL-u. Nie ma co wspominać o Scenie Faktu, skupiającej płytkie i szkolne wariacje na temat procesów przed niesprawiedliwym sądem. Jestem zdania, że stanu wojennego nie należy rozpatrywać wyłącznie jako osobnej część historii Polski Ludowej, bo jest zwyczajnie jego (sprawczą? wynikową?) częścią. Warto uczynić go głównym przedmiotem zainteresowania, ale tylko jeśli będzie pokazany w pełnym kontekście swojego bagażu historycznego i moralnego.

Dramat Jarosława Jakubowskiego skupia się na postaci Jaruzelskiego właśnie jako na osobie o konkretnym doświadczeniu, człowieku, o którym krążą zarówno dobre, jak złe opinie. Oczywiście te drugie są w przewadze. Można zarzucić pisarzowi, że za bardzo próbuje wybielić generała, na co wskazuje choćby nieudany epilog, ułożony z wpisów z blogu Jakubowskiego. Średnio udane dzieło bydgoskiego poety Aleksandra Popławska z Markiem Kalitą skrócili, wyrzucając prawie cały trzeci akt, w tym usuwając Postać w czerni czy scenę z nieudaną próbą samobójczą Generała. Udało im się za to perfekcyjnie odczytać i rozwinąć to, co w tym dramacie jest jedną z najsilniejszych stron – tytułowego bohatera.

Dom emerytowanego żołnierza to zaledwie kilka mebli – kanapa, stół, gramofon z odtwarzaczem kaset. Na ścianach zawieszone są olbrzymie tkaniny o czerwonej, piekielnej wręcz barwie. To miejsce odosobnienia, dwór, w którym odcienie kolorów, zniekształcane przez światło niejednokrotnie przypominają królewsko-boską purpurę. Ten zabieg jest bardzo interesującym sposobem zwrócenia uwagi na demonizowanie głównej postaci, z jednej strony słuszne (ciężar win), z drugiej… No właśnie. Marek Kalita w roli Generała to jedna z najlepszych kreacji tego aktora, a już na pewno najwyrazistsza w sezonie 2010/2011. Bohater zostaje wyposażony w wyważone, dokładnie dobrane cechy. Jest w nim żołnierska dyscyplina, opanowanie, ale przy tym spięte wypowiadanie słów, nadawanie każdemu wyrazowi wagi. Rozpoczęte zdanie nagle się kończy ściszeniem lub podniesieniem głosu na ostatnich sylabach. Na twarzy Generała bezustannie widać powagę, przetykaną nerwowymi tikami. Kalita zachował nawet mlaskanie, jakby Jaruzelski zapominał przełykać ślinę przed każdym wypowiedzeniem się. Seksualność bohatera jest zimna, chłodna, przypomina sycenie swojego egoizmu każdym fizycznym, bezpośrednim lub pośrednim kontaktem z kobietą. Prócz tego smutne oznaki starości – zrzędzenie, nieufność, osuwanie się w swój świat. Tym bardziej zaskakuje trzeźwe, analityczne spojrzenie, będące pewnie skutkiem wieloletnich obserwacji świata dookoła. I – obowiązkowo – czarne okulary.

Generałowa (Małgorzata Maślanka) jest dojrzałą, ale wciąż seksowną kobietą, która doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich atrybutów. Cierpliwa, usługuje rzucającemu ciągłe polecenia mężowi, nawet jeśli ten mówi jej przykre rzeczy. Rozbiera się na jego rozkaz i daje dotykać. Dlaczego trwa nadal przy starym, odsuniętym od świata mężczyźnie? Szczera wierność, interesowność? Bo nawet gdyby chciała odejść, nie może? Dlaczego? Odpowiedź twórcy dają nie tak oczywistą, rozszerzając potencjał dramatu Jakubowskiego.

Z chwilą wejścia starych przyjaciół Generała – Czesława (Janusz Chabior) i Floriana (Robert Wabich) – rozpoczyna się pranie brudów. Wspólna rozmowa przy stole zamienia się w ciągłe przypominanie tego, co ,,było”, popijane czystą wódą. Dalsze działania przypominają podrygi upadłych bogów, przebrzmiałych Martinów von Essenbecków. Czesław wchodzi na trybunę, na której przemawiał już wcześniej Generał i kilkakrotnie powtarza słowa: ,,Ale żeśmy ich ćwiczyli / tańczyli polonezy mazurki kujawiaki / trybuny falowały drżały ze strachu”. Byliśmy zwycięzcami, byliśmy żołnierzami. Florian nagle wstaje i zaczyna tańczyć do ,,Daj mi tę noc” zespołu Bolter. Władza była takim samym odbiorcą ówczesnego życia kulturalnego, jak uciśnieni obywatele, tylko że jej życie przypominało beztroskę, jaką prezentuje Wabich. Podobnie wszyscy trzej reagują na ,,Nie pytaj o Polskę” Republiki. Czy można im odmówić patriotyzmu? Co prawda na pewno byli świadomi błędów i wypaczeń systemu, któremu służyli i współtworzyli, ale czy mogli wybrać inną drogę? Pewnie mogli, ale ich dorosłość i chęć robienia kariery przypadła na okres, gdy alternatywnej drogi na szczyt nie było. Jak mieli inaczej postępować, skoro złożyli już przysięgę Ludowemu Wojsku Polskiemu? Dobrze skonstruowane elementy tej realizacji dają okazję do takich właśnie asocjacji.

Jest jeszcze Sekretarz (Krzysztof Ogłoza). Jest zapatrzony w Generała, jednak podobnie, jak w przypadku Generałowej, nie można jasno odczytać jego intencji. W chwili objęcia przez Jaruzelskiego funkcji I sekretarza mógł mieć co najwyżej kilka lat. Skąd ta fascynacja? Może być ten bohater młodym bojownikiem lewicy,  wierzącym, że służy nadal jakiejś sprawie. Albo karierowiczem, który poznając sekrety Generała zarobi krocie na napisaniu jego biografii. Epizodyczną bohaterką jest Córka (Agnieszka Podsiadlik), której domniemane wyparcie się ojca zostało potraktowane zbyt ogólnie, nie próbując dać jej stosownych argumentów.

Nie przypadkiem w tle często słychać ,,Centralę” Brygady Kryzys. Powtarzane uporczywie ,,Czekamy, czekamy” może być głosem tych, którzy chcą jak najszybciej ujrzeć Generała na szafocie, ludzi mających nadzieję na rozstrzygnięcie sprawy Jaruzelskiego raz na zawsze. Tylko że to niemożliwe. Pozbawienie sztuki całościowej klamry pomaga Popławskiej i Kalicie stworzyć duszny klimat osaczenia. Postacie co jakiś czas wydają dziwne syki – to demony? Tylko na ile jest to ich ontologiczna właściwość, a na ile odruch obronny? Bohaterowie zdają się być uwięzieni w otaczającej ich czerwieni (wymowna symbolika), z którą zawsze już będą kojarzeni. W pewnym momencie wszyscy zakładają ciemne okulary. Oto oni – naznaczeni, raz na zawsze wpisani jako zdrajcy. Generał w przedstawieniu IMKI  jest synonimem całego pokolenia, któremu po latach odebrano racje moralne swojego postępowania. To nie tylko rewelacyjny obraz tytułowego bohatera, ale przede wszystkim opowieść o bezlitosnej Historii, która nie jest jakąś bezosobową, metafizyczną siłą, ale walcem złożonym z mechanizmów konkretnych ludzkich działań – wyparcia, napiętnowania. Brak jednostronności czyni postacie żywymi, zaś poruszany problem naprawdę palącym i wartym uwagi.

Ostatnia scena pokazuje Generała siedzącego samotnie koło sprzętu grającego. W pewnym momencie puszcza z taśmy swoje nagrane wcześniej rozważania o możliwości przystąpienia do Solidarności i jej buntu. Wsłuchuje się w nie, przewija do przodu, czy do tyłu, jakby zastanawiając się, czy mógł coś zmienić. Rozpatrywanie przeszłości pod kątem straconych możliwości jest jałowe, nie chodzi nawet o to, czy Jaruzelski faktycznie takie możliwości rozpatrywał, bo najpewniej nie. Kluczowy jest problem narzucania i wypierania winy, tak charakterystyczny choćby dla Smarzowskiego, którego ,,Dom zły” jest jednym z najciekawszych rozliczeń z PRL-em. Pozbawiony brutalności filmu spektakl jest głosem równie mocnym i dojrzałym.

Szymon Spichalski
Teatr dla Was
2 lutego 2012

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...