I było variete na scenie Opery Nova!

"Księżniczka Czardasza" - reż. Wojciech Adamczyk - Opera Nova w Bydgoszczy

Premierowym przedstawieniem "Księżniczki czardasza" zespół Opery Nova rozpoczął XXI Bydgoski Festiwal Operowy. Rozpoczął z rozmachem!

Kiedy zabrzmiały pierwsze takty muzyki Emmericha Kalmana, pomyślałam, że to doskonały podkład Filmowy i jakby na zamówienie, nim rozpoczął się pierwszy akt operetki "Księżniczka czardasza" zobaczyliśmy sceny z czarno-białego filmu: Warszawa z lat 20. Ale czemu tu się dziwić, skoro reżyserem tego premierowego przedstawienia, które w sobotni wieczór zainaugurowało XXI edycję BFO jest Wojciech Adamczyk, reżyser filmowy, spod którego ręki tak sprawnie wychodzą kolejne odcinki serialu "Ranczo".

Na bydgoskiej scenie nie było jednak Wilkowyj, ale feeria barw niesamowitych kostiumów autorstwa Marii Balcerek. Takich strojów na bydgoskich deskach operowych chyba jeszcze nie było. A wszystko na tle pięknej scenografii Marceliny Początek-Kunikowskiej. Ale to nie szata "zrobiła" tę operetkę.

Bydgoscy artyści byli początkowo jakby skrępowani tą lekko podkasaną formą - w oryginale przecież historia dzieje się w XIX-wiecznym Wiedniu - my zostaliśmy zaproszeni do warszawskiego "Parnasu" w latach 20. XX wieku - ale w miarę rozwoju akcji - grali z coraz większą swadą. Widać (i słychać!) było, że kreacja sprawiała im przyjemność.

Gwiazdami byli bohaterowie drugiego planu. Pyszny hrabia Toni w wykonaniu Jakuba Zarębskiego, groteskowy Stanisław Janina wykreowany przez Ryszarda Smędę, czy jakby żywcem przeniesiony z "Wesela" Wojtka Smarzowskiego notariusz Stanisława Barona.

Soliści dzielnie stawali z przodu sceny i szkoda trochę, że nie pozwolili sobie na pełne aktorskie wygranie swoich postaci. Zabrakło drobnych gestów, minek, by dobrze zaśpiewane partie zyskały blask.

Tego ognia brakowało też początkowo bydgoskiej orkiestrze pod batutą Piotra Wajraka. Czardasz to przecież zawrotne tempo, tymczasem nasi muzycy jakby obawiali się dać ponieść temu szaleństwu. Za to w finale zagrali brawurowo! Być może to ciężar premierowego wykonania trochę zdeprymował. Wierzę, że każde z kolejnych wykonań "Księżniczki czardasza" (oby jak najdłużej pozostała na afiszu, bo tę operetkę w wykonaniu naszych artystów koniecznie trzeba zobaczyć!) będzie coraz bardziej paprykowe, węgierskie.

Od kilku sezonów klasą samą dla siebie są nasz chór i balet. W sobotni wieczór nie zawiedli. Długonogie girlsy niczym z Moulin Rouge z pewnością usatysfakcjonowały wzrok panów, tak jak popisy męskiej części baletu - pań.

Akt trzeci operetki zamyka ponownie czarno-biały film. Oto trawnik przed pałacem w Ostromecku, bohaterowie operetki jako dzieci: - To w co się będziemy bawić? - Tylko nie w wojnę. I napis "Koniec". Znać rękę reżysera.

Polecam wieczór w tym variete!

Alicja Polewska
Gazeta Pomorska
29 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia