I Mela, i Dulska czyli 50 lat na scenie

Jubileusz Alicji Kobielskiej

W najbliższą niedzielę, 21 października, po specjalnym pokazie spektaklu "Wujaszek Wania" Prezydent Krakowa, prof. Jacek Majchrowski wręczy obchodzącej 50-lecie pracy artystycznej Alicji Kobielskiej odznaczenie Honoris Gratia. Rzecz się odbędzie na Scenie na ul. Sarego 7, ok. godz. 18.15. Szanowną Jubilatkę można podziwiać na deskach Teatru Bagatela w spektaklach "Tango", "Okno na parlament" oraz "Wujaszek Wania".

Już kiedy stałyśmy ubrane w płaszcze, po wyłączeniu dyktafonu pani Alicja opowiedziała mi taką oto historię: Rozpoczynałam spektakl „Kram z piosenkami”. Stałam przy desce do prasowania i miałam śpiewać pierwszą piosenkę. Podnosi się główna kurtyna, podnosi się druga kurtyna, która stanowiła już element scenografii i to jest ten moment, kiedy powinnam zacząć śpiewać. Patrzę przed siebie z przerażeniem, bo w orkiestronie nie ma orkiestry. Patrzę dalej, na nabitą do ostatniego człowieka widownię i nie wiem, co robić? Zaczynam więc – mimo wszystko – nucić, ale wiem, że w pewnym momencie takty muzyki granej przez orkiestrę, której przecież nie ma, mają być sygnałem do wejścia dla mojego partnera – Tadeusza Kwinty. Markuję zatem, jak mogę, tę całą sytuację, jednocześnie wycofując się w stronę kulis. Kiedy zniknęłam ze sceny, wpadłam na dyrektora Górkiewicza i mówię: ja już nie wejdę. A on na to spokojnie: wejdziesz. Jak mam wejść? – Normalnie. No i weszłam. W międzyczasie powolutku i po cichutku muzycy zajęli swoje miejsca, więc spektakl już mógł przebiegać bez zakłóceń. Ale stres, który wówczas przeżyłam, a było przecież ponad czterdzieści lat temu, pamiętam doskonale.

Energii i chęci do pracy pani Alicji Kobielskiej można pozazdrościć. W październiku 2012 roku obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej.

Drobna, niewysoka blondynka o dużych, elektryzujących oczach zadebiutowała 21 października 1962 roku na deskach krakowskiego Teatru Rozmaitości w „Portrecie” autorstwa J.P. Gawlika, reżyserowanym przez zmarłego niedawno Jerzego Jarockiego.

Eteryczna, młoda dziewczyna w Rozmaitościach była obsadzana w rolach młodziutkich dziewcząt, a czasami chłopców (młody Zygmunt August w „Farfurce Królowej Bony”). Z jednej strony młodziutkiej Alicji to pochlebiało, z drugiej zaś chciała grać bardziej dorosłe role. Pamiętam, kiedy w 1969 roku grałam z ogromną przecież przyjemnością Melę w „Moralności Pani Dulskiej”, to mimo wszystko już wtedy chciałam być na tyle dojrzałą, by grać Dulską. To może jest zabawne i mniej się mieści w schematycznym postrzeganiu aktorki, ale ja zawsze chciałam grać kobiety, nie dziewczyny. Może dlatego łatwo mi było się godzić z upływem czasu?

Po czterech latach spędzonych przy ul. Karmelickiej Alicja Kobielska przeniosła się do Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Poszłam tam za Mieczysławem Górkiewiczem. Komponował zespół i zaproponował mi angaż. Chętnie zgodziłam się na zmianę teatru, bo widziałam, że młody ambitny zespół pod kierownictwem Mieczysława Górkiewicza był dla mnie wyzwaniem, no i może szansą, żeby grać już te bardziej „dorosłe” role. Tam pierwszy raz zagrałam w „Kramie z piosenkami” Schillera w reż. Barbary Fijewskiej. Mówię o tym, bo ten spektakl był realizowany we wszystkich teatrach, w których grałam. Grałam i w Katowicach, i w Krakowie na deskach Bagateli.

Po roku w Bielsku, przeniosłam się do Teatru Śląskiego w Katowicach, którego dyrektorem został Mieczysław Górkiewicz. Zaprosił tam do współpracy wielu znakomitych reżyserów takich jak: Lidia Zamkow („Zmartwychwstanie”, „Troilus i Kresyda”), Jerzy Kreczmar („Nie – Boska komedia” i „Legion”), Józef Szajna („Szkarłatny proch”, „Śmierć na gruszy”, „Rzecz listopadowa”).

Teatr Śląski dysponował trzema scenami. Tam występowałam, przez siedem lat grając między innymi Basię w „Krakowiakach i góralach” w reżyserii Jerzego Rakowieckiego. To było niezwykłe przedstawienie. Wymaganie wokalne, jakie stawiała Halina Kalinowska, która była kierownikiem muzycznym, nie różniły się od tych, które mają przed sobą zawodowi śpiewacy. Brawurowa choreografia Eugeniusza Papińskiego sprawiła, że próby były intensywne i wyczerpujące, ale w ich efekcie powstało niezwykłe, barwne i piękne przedstawienie, do którego scenografię i kostiumy zaprojektowała Krystyna Horecka.

W Katowicach Alicja Kobielska zagrała między innymi: Agnieszkę w „Szkole żon” w reż. M. Górkiewicza, Klarę w „Ślubach panieńskich” w reż. J. Machulskiego, Marię w „Wieczorze Trzech Króli” w reż. W. Skarucha. Katowice to było dla mnie pięć lat dyrekcji Górkiewicza i dwa lata dyrekcji Ignacego Gogolewskiego. W sumie 20 tytułów.

Ale pani Alicja – rodowita krakowianka z Olszy – tęskniła za Krakowem… a poza tym, dyrekcję Teatru – już wówczas na powrót nazwanego Bagatelą – objął Mieczysław Górkiewicz, który był zarówno doskonałym reżyserem, jak i świetnym dyrektorem. Jak tu nie iść znowu za znowu za Górkiewiczem, zwłaszcza że przygotowywał „Balladynę” Słowackiego? Tę „Balladynę” Górkiewicz nosił w sobie co najmniej osiem lat. W najrozmaitszych sytuacjach służbowych i towarzyskich opowiadał nam o niej. Miał ją przepracowaną w głowie i czekał tylko odpowiedniego momentu, by podjąć się jej realizacji. Ponieważ kilka lat wcześniej w Starym Teatrze reżyserował spektakl, do którego scenografię robił Tadeusz Kantor, zaprosił go do współpracy i przy „Balladynie”. Mnie zaproponował rolę Skierki. Skierka – strach na wróble z koromysłem na ramionach, był ślepy. Ślepota to był mój pomysł, który przypadł do gustu i Kantorowi, i Górkiewiczowi. Ta „Balladyna” to był niepowtarzalny spektakl z niezwykłą muzyką Andrzeja Zaryckiego.

W damskiej garderobie Teatru Bagatela, do której pobiera się klucz numer 19, pani Alicja Kobielska przy lustrze z prawej strony pomieszczenia ma swoje miejsce od 39 lat. Przy tym lustrze malowała się do około 55 ról, które zagrała w Bagateli, bo w ogóle zagrała ich (łącznie z występami gościnnymi w innych teatrach) 79.

Tutaj nakładała charakteryzację, by upodobnić się do pani Dulskiej, którą po mistrzowsku zagrała w 1992 roku na jubileusz 30-lecia pracy artystycznej. Spektakl reżyserował Jan Güntner. No i wreszcie się doczekałam na tę Dulską, co o niej tak w kulisach marzyłam, jak miałam dwadzieścia kilka lat! A dwa lata wcześniej mogłam też już i zagrać Marylę Cuthbert w adaptacji „Ani z Zielonego Wzgórza”. Anię Shirley grałam u progu swojej kariery w 1964 roku.

Choć pani Alicja z taką czułością opowiada o swoich „dojrzałych” rolach, to trzeba jej „wypomnieć” i te bardziej frywolne. Na pewno taką była główna, a zarazem tytułowa Pepsie w spektaklu reżyserowanym przez M. Górkiewicza. Spektakl grany dopiero o 22.00 przyciągał całe rzesze widzów, bo Scena Nocna w Bagateli i pełna pikanterii rola Pepsie to było wydarzenie.

Natomiast za rolę Very trudniącej się, jak tytuł sztuki wskazuje, zawodem starym jak świat w „Najstarszej profesji” w reż. Janusza Szydłowskiego, Alicja Kobielska zdobyła w 2001 roku nagrodę za wybitną kreację aktorską na Festiwalu Komedii Talia w Tarnowie.

Był taki moment, gdzieś w połowie lat 90. – wspomina pani Alicja Kobielska – że myślałam, a może już sobie pójdę na tę wcześniejszą emeryturę? Nie bardzo widziałam przed sobą atrakcyjne aktorskie perspektywy. I w tym właśnie czasie, za dyrekcji Krzysztofa Orzechowskiego, dostałam propozycję, by zagrać Kulkę w „Kosmosie” Gombrowicza w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza.

Śmiało mogę powiedzieć, że wtedy zaczął się nowy etap mojej drogi artystycznej. Spotkanie z Waldemarem Śmigasiewiczem otworzyło mi na powrót teatralne światy. Bardzo cenię i lubię jego pracę z aktorem.

Od czasu dyrekcji Henryka Jacka Schoena zagrałam u Śmigasiewicza jeszcze w dwóch inscenizacjach Gombrowicza: Matkę w „Ślubie” i Ciotkę Hurlecką w „Hulajgębie” wg „Ferdydurke”, a także Panią Grubach w „Procesie” Kafki i ostatnio Marię Wojnicką w „Wujaszku Wani” Czechowa.

Praca ze Śmigasiewiczem przypomina mi rodzaj zaangażowania, jakie prezentował Mieczysław Górkiewicz. Po prostu każda rola, jaką u niego gram, jest dobrze nakreślona, opowiedziana i wymyślona. Na koniec zostawiłam Lekarza z „Nocy Walpurgii” Jerofiejewa. Wiąże się bowiem z tą postacią anegdota. Po którymś ze spektakli dotarła do mnie opinia widza na temat mojej roli, którą przekazał mi reżyser: „a tę babę w futrze , co grała Lekarza, to chciałem zabić”. Bardzo mi ten komplement odpowiada. Oj bardzo!

Gdyby pomysł pójścia na wcześniejszą emeryturę został zrealizowany, Alicja Kobielska nie obchodziłaby dziś pięknego Jubileuszu. Widzów nie śmieszyłaby brawurowa rola Pokojówki w farsie „Okno na parlament”, nie drażniła jako notariusz Patrycja Szyszka w komedii „Siostrzyczki biorą wszystko”. A i kto by wywoływał duchy jako Babcia Eugenia w mrożkowskim „Tangu”?

Pani Alicjo – 100 lat od nas wszystkich!

Magdalena Furdyna
Materiały Teatru
19 października 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia