I ty możesz zostać aktorem [DT]

"Szalone nożyczki" - reż. Jerzy Bończak - Teatr Powszechny w Radomiu

Kiedy pół wieku temu Paul Partner, niemiecki pisarz, tłumacz, wydawca, reżyser i szef teatralnej grupy napisał "Scherenschnitt oder der Mörder sind sie" komedię, znaną w Polsce jako "Szalone nożyczki", zapewne w najśmielszych marzeniach nie marzył, że sztuka ta odniesie tak ogromny, światowy, a przede wszystkim frekwencyjny, sukces.

Pörtner jako jeden z pierwszych na taką skalę wprowadził do teatru interakcję pomiędzy sceną a widownią. „Szalone nożyczki” bowiem są oczywiście spektaklem ale przede wszystkim – poprzez swoją interaktywność – spełniają rolę czegoś na kształt dzisiejszej gry komputerowej, w której podstawowym elementem jest właśnie uczestnictwo odbiorcy w precyzyjnie wymyślonej akcji.

Schemat samej kryminalnej historii jest prosty. Mieszkająca nad zakładem fryzjerskim pianistka, właścicielka nieruchomości, zostaje zamordowana. Zabójcą jest najprawdopodobniej ktoś z pracowników lub klientów zakładu, wśród których znajduje się dwóch funkcjonariuszy policji. Policjanci natychmiast rozpoczynają śledztwo, analizując wraz z publicznością (!) zachowanie podejrzanych. Mimo „powagi sytuacji” wszystko odbywa się w konwencji teatralnej farsy z tą różnicą, że widzowie mogą, a nawet powinni, dzielić się (co zazwyczaj bardzo chętnie czynią) swymi spostrzeżeniami z inspektorem policji prowadzącym dochodzenie. Na koniec odbywa się głosowanie nad tym, który z podejrzanych powinien być nazwany mordercą. Autor nie pozostawia oczywiście niczego przypadkowi. Scenariusz przewiduje bowiem kilka wersji poprowadzenia „śledztwa” i wykreowania jego rezultatów. Do tego stopnia, iż w zależności od woli aktora prowadzącego, który pełni rolę śledczego, każde z tych zakończeń jest w konkretnym spektaklu możliwe do zastosowania.

Mimo tak kuszących możliwości, jakie w teatrze daje interakcja z widzami, to do tej pory nie powstało podobne przedstawienie, które wywołałoby duże zainteresowanie twórców i pragnących nieskomplikowanej rozrywki widzów. Właściwie od czasów teatru elżbietańskiego, którego jedną z najistotniejszych cech było porozumienie i kontakt z publicznością, a także wyjąwszy niektóre spektakle uliczne, przedstawienia dla dzieci, albo zabiegi polegające na włączaniu do akcji wybranej z widowni osoby i używania jej do jako jednej z postaci spektaklu - we współczesnym repertuarze nie są znane podobne dramaty tak precyzyjnie wpisujące się w oczekiwania, jednocześnie umiejętnie i intensywnie wykorzystujące chęć wzięcia udziału w spektaklu większości widzów.

W Polsce prapremiera „Szalonych nożyczek” odbyła się głównie za sprawą Elżbiety Woźniak, tłumaczki, specjalistki od wszelkiej maści dramatów w tym komedii, fars, dreszczowców itp. oraz jej znakomitego przekładu. Refleksem wykazał się i wykorzystał jako pierwszy Teatr Powszechny w Łodzi reżyserowanie powierzając Marcinowi Sławińskiemu, który musiał obowiązkowo odbyć specjalny kurs reżyserowania tego przedstawienia na Broadway’u.

Ta i wszystkie następne inscenizacje okazały się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Każdy trzynastu już zrealizowanych spektakli wywoływał wielkie zainteresowanie i przyciągał tłumy, podekscytowanych możliwością uczestniczenia w tej kryminalnej zabawie, widzów.

Zbigniew Rybka, prowadzący od ponad trzech lat, z powodzeniem i znajomością swojej widowni teatr radomski, postanowił także wystawić tę superfarsę powierzając jej reżyserię doświadczonemu już w produkcji wielu spektakli tego gatunku Jerzemu Bończakowi. Co prawda z „Szalonymi nożyczkami” zmierzył się Bończak po raz pierwszy, ale doświadczenie jakie nabył w związku z wcześniejszymi produkcjami miało podstawowe znaczenie dla jakości współpracy z radomskim zespołem i w konsekwencji dla końcowego efektu. Charakter tego spektaklu wymaga bowiem specyficznych predyspozycji aktorskich, jak m.in. umiejętność błyskawicznego i celnego ripostowania czy łatwość nawiązywania kontaktu z publicznością, dlatego też obsada musiała być dobrana również pod takim kątem.

Wszystko jednak poszło gładko i już na przedpremierowych przedstawieniach aktywność publiczności przekraczała wszystkie teatralne standardy. Najtrudniejsze zadanie miał oczywiście Jarosław Rabenda, który wcielił się w prowadzącego śledztwo oficera policji. Ale ponieważ jest to inteligentny, błyskotliwy i doświadczony aktor, to nie miał on większych problemów wpierw z rozgrzaniem publiczności, a potem z utrzymaniem jej w scenariuszowych ryzach. Pozostali aktorzy, oprócz wyczucia klimatu, wykazali się dobrym refleksem dowcipnie reagując na czasami dość zaskakujące i szczegółowe pytania widzów. Bardzo dobrym posunięciem reżysera było zaproszenie do udziału najbardziej doświadczonego w „Szalonych nożyczkach” aktora, Jacka Łuczaka, który od polskiej prapremiery w 1999 roku w Teatrze Powszechnym w Łodzi ma za sobą zagranych już kilkaset przedstawień zawsze wzbudzając szczery śmiech oraz ogromną sympatię publiczności. Jest on też reżyserem tego tytułu w Teatrze w Słupsku w 2007 roku.

Od aktorów zależy też tempo i aktywność publiczności, której nieczęstym przecież przywilejem jest nie tylko bycie jedną z ważnych postaci spektaklu, ale także „realny” wpływ na przebieg śledztwa i wskazanie mordercy.

Wbrew opinii niektórych malkontentów „Szalone nożyczki” są komedią oryginalną i mimo swojego farsowego charakteru ogląda się ją z zainteresowaniem i dużą przyjemnością. Jej znaczącym atutem jest niepowtarzalność – co prawda przewidziane są trzy rozwiązania, ale sam spektakl za każdym razem może toczyć się inaczej. Tym bardziej, że w treść każdej z inscenizacji są wplatane lokalnie znane żarty i aktualne przykłady miejscowych zdarzeń i zachowań.

„Szalone nożyczki” to także ciekawa artystyczna przestrzeń, dla której każdy teatr powinien zarezerwować miejsce w swoim repertuarze, ponieważ spektakl zaciera granicę pomiędzy sceną i widownią, daje rzadką możliwość skonfrontowania się aktorów z bezpośrednią reakcją publiczności. Także dlatego, że ich wystawienie jest właściwie równoznaczne z gwarantowanym frekwencyjnym sukcesem, a radomska inscenizacja na taki sukces nie tylko może, ale nawet powinna liczyć.

Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
21 stycznia 2012

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...