Ile kosztuje dziedzictwo narodowe

22. Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne

She She Pop, kolektyw z Giessen, oddaje publiczności pierwsze i ostatnie słowa "Oratorio" pokazanego w ramach tegorocznych Konfrontacji Teatralnych w Lublinie. Zanim ktokolwiek wejdzie na scenę, sami staniemy się bohaterami spektaklu, który otwiera i kończy projekcja z didaskaliami przeznaczonymi do odczytania przez widzów.

Początkowo mówimy wspólnym głosem, ale za chwilę jednorodny chór publiczności dzieli się na wiele grup jak odrębne osoby dramatu. Mówią samotne matki, emeryci, feministki, młodzi mężczyźni bez stałego zatrudnienia, wykluczeni i ci, którzy należą do większości, wieloletni mieszkańcy Lublina, ci, którzy przyjechali na Konfrontacje z daleka, ci, którzy przyszli tu z nudów, a wreszcie ci, którzy wierzą, że może dojść między nami do rzeczywistego spotkania i porozumienia. Na końcu mówią sceptycy. Nie patrzymy sobie w twarz, wszyscy jesteśmy zwróceni w stronę sceny, ale przecież podglądamy, przyłapujemy tych, którzy mówili razem z nami na zabieraniu głosu, kiedy my milczymy. To, co nas łączy i to, co dzieli zostaje wystawione na widok publiczny, stając się przedmiotem wspólnych badań.

Obiektem zainteresowania She She Pop w "Oratorio" jest własność - jej wpływ na świadomość oraz powstawanie i rozpad wspólnot. Prapremiery kolejnych wersji przygotowane są w Lublinie, Hanowerze i Sofii wraz z miejscowymi ochotnikami wyłanianymi na zasadzie open call ("chórem delegatów lokalnych"). Mają stanowić one początkowe etapy pracy nad spektaklem, który z Sofii wyruszy na tournée po Europie, aby kontynuować spotkania z publicznością funkcjonującą w różnorodnych uwarunkowaniach ekonomicznych. Publiczność Konfrontacji stała się więc uczestnikiem artystycznego procesu badań nad własnością, nie zaś zamkniętego produktu teatralnego.

Performerzy wychodzą na scenę, niosąc sztandary zszyte z przypadkowych skrawków ubrań. Zatknięcie flagi na ziemi niczyjej stanowi przecież symboliczne oznaczenie własności. Niektóre z chorągwi nawiązują do barw narodowych, ideologicznych lub religijnych, inne to po prostu dżins zszyty z flanelą i koronką, jednak wszystkie noszone są z dumą, która przypomina o dynamicznej relacji między symbolem i tożsamością. Poczucie przynależności pierwotnie nadało znaczenie przypadkowym barwom, jednak przywiązanie do sztandaru może być trwalsze niż sama przynależność. "Oratorio" demonstruje proces tymczasowego utożsamienia ze wspólnotami społeczno-ekonomicznymi, które szybko porzucamy na rzecz innych. Przez chwilę możemy poczuć się częścią międzynarodowej wspólnoty zarabiających mniej niż wynosi średnia krajowa, jednak proporcje wynagrodzenia i cen produktów w poszczególnych krajach podzielą nas błyskawicznie na nowe grupy. W obliczu tej płynności symbole i barwy mogą stać się najtrwalszym punktem odniesienia, ale też niebezpiecznym uproszczeniem myślowym.

She She Pop sięga po proste ćwiczenie improwizacyjne, żeby skonfrontować doświadczenia niemieckich i polskich performerów związane z własnością. Dwie grupy, siedząc naprzeciw siebie, zadają we własnych językach tłumaczone konsekutywnie pytania ("kim jesteś?", "co posiadasz?", "czego się boisz?"), które stają się punktem wyjścia do wymiany intuicji i doświadczeń ("co to jest dziedzictwo narodowe i ile kosztuje?"), ale też strachów, uprzedzeń i stereotypów ("czy reparacje wojenne będą wypłacane w euro?", "ile zarobiliście na uchodźcach?"). Pytania szybko przestają wyłaniać jedynie różnice narodowe; delegaci siadają z tymi członkami kolektywu, którzy też są zadłużeni, polscy właściciele macbooków mieszają się z niemieckimi. Odpowiedź na każde pytanie powołuje do życia chwilową wspólnotę doświadczeń, która natychmiast odchodzi w niepamięć, ustępując kolejnej. Te tymczasowe społeczności markują złowrogą jednomyślność wspólnot, które nie uznają w swoim obrębie różnych myśli i głosów - członkowie grup mechanicznie powtarzają chórem ostatnie słowa każdego zdania. W następnej chwili prezentowana jest jednak ich faktyczna różnorodność - na kłopotliwe pytania performerzy udzielą własnych odpowiedzi, gorączkowo mówiąc jeden przez drugiego. Z chóru głosów trudno wyłonić pojedyncze stanowiska, słyszymy tylko strzępki wypowiedzi tych, którzy przez chwilę trzymają mikrofon. Poprzez zadawanie pytań performerzy prowadzą między sobą nieustanne rokowania - negocjują swoją tożsamość, pozycję i rolę w społeczeństwie. Poczucie przynależności kształtuje się podczas konfrontacji, kiedy na chwilę uda się przekonać pozostałych negocjatorów, że wszyscy dzielą ten sam los. Zaraz potem znika, podważone przez wzajemne różnice i zastąpione wspólnotą na nowym polu. Tożsamość zbiorowa, która rodzi się z potrzeby bycia podobnym, nieodmiennie kończy się rozczarowaniem.

Improwizacja w "Oratorio" dotyka niekiedy wstydliwych przestrzeni związanych z własnością, jednak samej metodzie zadawania pytań brakuje wiarygodności komunikacyjnej. Dwie grupy ludzi, którzy widzą się po raz pierwszy, nie zaczynają interakcji od patetycznego pytania "kim jesteś?". Starają się raczej uzyskać na nie odpowiedź podczas dłuższego procesu, wychodząc choćby od prostego "jak minął lot?". Ta teatralizowana droga na skróty sprawia, że improwizacja niekiedy grzęźnie w wielkich słowach, do których performerzy starają się zdystansować, operując stereotypami i doraźnymi żartami politycznymi. Ostatecznie w najciekawszy sposób "Oratorio" dotyka nie problemu własności, ale niezmiennego przedmiotu zainteresowania She She Pop wyłaniającego się przede wszystkim z technik działania kolektywnego stosowanych przez grupę, a mianowicie testowania granic komunikacji. Efekty uboczne improwizacji mogą być równie ciekawe, co materiał zgromadzony na podstawie wzajemnego sondowania. Gorliwość Jana Sobolewskiego ("delegat lokalny"), żeby być pierwszym, który podniesie rękę do odpowiedzi, odwraca uwagę od badań nad własnością, jednak przypadkowo rzuca światło na mechanizmy rozpadu wspólnoty. Zainteresowanie widzów przenosi się na realność samej improwizacji; młody, piekielnie zdolny performer staje naprzeciwko grupy reprezentującej strategię teatralną, która go fascynuje (magisterkę Sobolewski pisał z Gob Squad reprezentującego te same tradycje Instytutu Teatrologii Stosowanej w Giessen co She She Pop) i próbuje zabłysnąć, przecząc podstawowemu założeniu tej strategii - pracy zespołowej. Forma eksperymentu teatralnego karmi się jednak tą nadgorliwością, zamieniając w materiał do badań nad wspólnotą, który podważa jej istnienie i odsłania mechanizmy rozpadu.

Stosowana w "Oratorio" figura chóru - performerów, widzów, poszczególnych grup ekonomicznych - przywołuje na myśl teatr chóralny Einara Schleefa, w którym podstawową zasadą funkcjonowania wspólnoty był permanentny konflikt między jednostką a zbiorowością. "Wróg-Chór to wcale nie miliony nie-białych, umierających hien cmentarnych czy azylantów, ale każdy inaczej myślący, a przede wszystkim ten, kto mówi własnym językiem" pisze Schleef w książce "Narkotyk Faust Parsifal". Podobnie chóry powoływane do życia w "Oratorio" są niejednorodne, spierają się wewnątrz nich głosy grup o sprzecznych interesach, które tworzą osoby myślące odmiennie i mówiące własnymi językami. Ich wspólnota jest tymczasowa. Chór widzów nie mówi nawet własnym głosem, skoro odczytuje tekst narzucony z góry i napisany dla niego przez niemiecki kolektyw. Niekończące się napięcie między potrzebą przynależności a trudem emancypacji jest najbardziej fascynującym tematem "Oratorio". Spektakl kończy się wspólnym, narastającym pomrukiem widzów - zaczynają ci, którzy wierzą w możliwość wzajemnego zrozumienia, dołączają sceptycy, monochromatyczny dźwięk narasta, aż zamienia się w wołanie stęsknionych za tym, czego nie można mieć na stałe, ale co czasem przypadkowo wydarza się między nami.

Anna Majewska
e-teatr.pl
21 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia