Ile razy można oglądać Upiora?

Rozmowa z Henryką Jabłońską

Henryka Jabłońska na stałe mieszka w Szkocji. 10 lat czemu przeżyła ciężki wypadek. Wyjazdy do Polski do teatru czy opery są dla niej „odskocznią od choroby, zapomnieniem o problemach i kłopotach”. Twierdzi, że partie z musicalu wszech czasów Andrew Lloyda Webbera „ma zakodowane w głowie i w uszach”. Jej wnuk w ramach prezentu urodzinowego ostatnio zaśpiewał jej właśnie piosnkę z „Upiora w operze”. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz przyjadę do Białegostoku by obejrzeć ten musical - mówi Pani Henryka.

Dorota Sawicka: Ile razy można oglądać 'Upiora w operze?

Henryka Jabłońska: Moim zdaniem dużo, nawet bardzo razy.... Ja oglądałam w Romie w Warszawie 65 razy, tylko. W Białymstoku ok. 10, tak mi się wydaje. Musiałabym bilety sprawdzić, ile ich mam, bo zatrzymuję na pamiątkę

D.S.: A co jest takiego w „Upiorze", że oglądała go Pani prawie 80 razy?

H.J.: Przede wszystkim muzyka, wspaniałe głosy. Właściwie oglądałam ten musical znacznie więcej razy, ponieważ mam płyty z nagraniami spektakli. Mam angielską wersję „Upiora" z Gerardem Butlerem. I też dosyć często oglądam i tę wersję angielską. Po prostu głosy są tak nieprzeciętnie piękne, że mogłabym bez końca słuchać. No i akcja...!

D.S.: No właśnie, o czym jest dla Pani ten musical Andrew Lloyda Webbera?

H.J.: To opowieść o miłości okaleczonego człowieka do pięknej młodej dziewczyny. To opowieść o muzyce, o tworzeniu muzyki. Ujmujące jest to, że Erik (Upiór) na koniec, mimo że bardzo kocha Christine oddaje ją w zasadzie Raulowi, rezygnuje z niej w imię swojego uczucia do niej, dla jej bezpieczeństwa.

D.S.: Pani zna już na pamięć „Upiora"...

H.J.: Tak, znam na pamięć. Będąc na spektaklu w Londynie, nie oglądałam go, tylko słuchałam. Miałam zamknięte oczy, ale w głowie brzmiała mi polska wersja.

D.S.: A czy się różni ta wersja białostocka od tej wersji warszawskiej?

H.J.: Inaczej spada żyrandol, inaczej brzmi orkiestra, która jest większa. Organy są na żywo. Inaczej to brzmi. Ale przede wszystkim aktorzy. Dla mnie Raoul to zawsze będzie Marcin Mroziński, jego głos, jego uśmiech, ruchy. Chociaż Rafał Supiński jest w 99% bardzo podobny właśnie do Marcina Mrozińskiego. Ale to jednak Marcin będzie tym Raoulem, którego na zawsze zapamiętam. A Upiór to dla mnie Damian Aleksander i Gerard Butler.

D.S.: Wiem, że gdy gra Damian Aleksander zawsze dostaje od Pani bukiet kwiatów...

H.J.: A tak. Kilka lat temu w Romie przy okazji jednego ze spotkań pospektaklowych Damian Aleksander powiedział, że chciałby dostać chociaż raz taki bukiet róż, jak dostał Lloyd Webber, po premierze w Romie. I dostaje te róże. Tak jak tamtych było 50, tak on dostaje 50.

D.S.: 18 maja pożegnanie „Upiora" na deskach Opery i Filharmonii Podlaskiej. Przyjedzie Pani?

H.J.: Oczywiście. Ja już mam bilet do Opery, mam bilety na samolot, mam zarezerwowany hotel. Na stałe mieszkam w Szkocji.

D.S.: I przylatuje Pani ze Szkocji do Białegostoku, by obejrzeć „Upiora w operze"?

H.J.: No nie tylko „Upiora". Widziałam musical „Korczak". Mam wykupione bilety na operę Giuseppe Verdiego „Traviata".

D.S.: A czy jeszcze cokolwiek jest Panią w stanie zaskoczyć na scenie?

H.J.: Raczej nie. Ostatnio nabrałam bardzo brzydkiego zwyczaju wyłapywania błędów aktorów, co mi się dawniej nie zdarzało.... Zawsze po każdym spektaklu np. Damian Aleksander pyta: Jak było dzisiaj. Zawsze muszę coś odpowiedzieć. Ale to nie jest tak, że tylko siedzę i słucham. Przeżywam ten spektakl. Trzeba też pamiętać, że to już 6 lat minęło od premiery w Polsce w Teatrze Muzycznym Roma. Aktorzy są dojrzalsi. Głosy się pozmieniały. Poza tym Damian Aleksander jako Upiór moim zdaniem jest nie jest już tak łagodny w stosunku do Christine. Zmieniły się też glosy Edyty Krzemień i Pauliny Janczak.

D.S.: „Upiór" jest dojrzalszy....

H.J.: Jest bardziej dojrzały i Upiór, i dziewczyny. Dlatego wiele świeżości wprowadza Rafał Supiński swoim głosem, jest wspaniały.

D.S.: 18 maja pożegnalny tort dla Upiora szykuje Pani. Na co teraz będzie Pani przyjeżdżać do Białegostoku?

H.J.: Z pewnością będę chciała zobaczyć musical „Skrzypek na dachu". Na pewno operę „Czarodziejski flet". Mam nadzieję, że wzruszający „Korczak" będzie powracał. Za mało było jednak moim zdaniem „Upiora" w Białymstoku. Do Romy przylatywałam co dwa tygodnie. Tu mogłabym w zasadzie też. Zdrowie pozwala mi na loty, dla mnie jeszcze jeden sezon mógłby być z „Upiorem".

Musical Andrew Lloyda Webbera w Operze i Filharmonii Podlaskiej tylko do 18 maja 2014.

Dorota Sawicka
Materiał OiFP
22 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia