Ile teatru w teatrze?

"Tango" - reż. Rafał Matusz - Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Wlkp.

W XXI zjawisko modernizacji nieuchronnie wdziera się w każdą dziedzinę życia. Jednak czy wtłoczenie wszelkich unowocześnień do teatru, przyciągnie uwagę widza, czy być może zniszczą mu one wizję postrzegania teatru jako azylu wolnego od wszechobecnej komercji? Odpowiedzi można szukać, oglądając w Teatrze J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim unowocześnioną interpretację "Tanga"

Spektakl zrealizowany został w ramach kampanii miejskiej „Obudź się” i był skierowany głównie do gorzowskich licealistów, którzy mogli nieodpłatnie go obejrzeć. Jak więc inaczej trafić do współczesnej młodzieży, jeśli nie urozmaicając dramat o elementy bliższe ich realiom...

Poczynając od bohaterów, każdy miał w swoim ubiorze jakiś nowoczesny, prowokujący akcent. Artur zaprezentował się w garniturze i trampkach, Stomil nie rozstawał się z koszulką z logiem „Solidarności”. Babcia Eugenia wystąpiła w opiętej tunice i legginsach. Edek miał na sobie skórzane spodnie. Eleonora ubrana była modnie i klasą - w szarą sukienkę i czarne kozaki, a Alicja w większości scen prawie w ogóle nie była ubrana. Jedynie wygląd Eugeniusza nie odbiegał zbytnio od pierwotnej wizji Mrożka.

Nie tylko wygląd bohaterów nadawał przedstawieniu innowacyjny charakter. Na początku spektaklu, na przedłużonym proscenium wychodzącym do środka widowni, Edek wykonał rockową piosenkę z repertuaru zespołu Coma. Jego twarz w zbliżeniu widoczna był na ekranach, umieszczonych po bokach i w tylniej części sceny. Ekrany te były wykorzystywane podczas całego spektaklu. Pokazywano na nich adekwatne do danej sceny znaki ikoniczne lub napisy. Telebimy były oryginalnym, aczkolwiek niekiedy zbędnym urozmaiceniem: np. gdy Artur - reprezentant wolnego pokolenia Jana Pawła II - wygłaszał mowę o potrzebie istnienia systemu wartości, to w tle wypisywane były różne ich nazwy, zaś gdy była mowa o ślubie, na telebimach pokazały się obrączki. Te i wiele innych, podobnych akcentów dodawały oczywistości i tak już oczywistym treściom, co sprawiało, że momentami spektakl oglądało się jak „hollywoodzki” film: miło i bez większego wysiłku umysłowego. Ciekawym zastosowaniem ekranów był moment, gdy Stomil - artysta będący żywą pamiątką rewolucji „Solidarności” - wygłaszał swoje liberalne poglądy, wówczas wyświetlone zostały archiwalne materiały obrazujące czasy stanu wojennego, a z głośników rozbrzmiewały „Mury” Jacka Kaczmarskiego. Oprócz ekranów w przedstawieniu pojawiły się też inne bliskie młodemu pokoleniu gadżety jak kamera czy telefon komórkowy.

Reżyser Rafał Matusz dodał sztuce nie tylko technologiczne wariacje. Zastosował też typowe, popularne chwyty „pod publikę”, jak sztampowe już wulgaryzmy, motyw pijaństwa oraz gesty z pogranicza erotyzmu. Nie mogło również zabraknąć aluzji politycznych i nawiązania do tematyki wyborów. W jednej ze scen pojawił się nawet program naprawy Polski (wyświetlany na ekranach) wymierzony przeciw nepotyzmowi i biurokracji, propagujący dostęp do kultury dla biednych i dialog międzypokoleniowy.

Funkcjonalne wykorzystana została przestrzeń teatru. Akcja toczyła się we wspomnianym już przedłużeniu sceny, w emporach nad sceną, wokół widowni, a nawet po za salą. Wszystko to było okraszone dymem, kolorowymi światłami i dynamicznym ruchem aktorów, którzy wchodzili w interakcję z publicznością wyciągając widzów na scenę, a także pokazując ich na ekranie.

Cały ten „happening” podobał się młodej widowni, która z pewnością nie miała czasu się nudzić. Ciekawe jednak, czy wśród tak bogatej oprawy „Tanga” młodzieży udało się odczytać właściwe przesłania Mrożka, i czy przez przypadek reżyser nie uzyskał tym czegoś w rodzaju przerostu formy nad treścią?

Podsumowując, spektakl udowodnił, że dzisiejszych czasach, aby zainteresować młodzież teatrem, trzeba sięgać po nowoczesne tricki i komercyjne chwyty. Jednak, skoro ta metoda działa, a spektakl właściwie nie przekroczył cienkiej granicy między sztuką a kiczem, to czemu z tych metod nie skorzystać?

Karolina Kobryń
Dziennik Teatralny Gorzów Wlkp.
31 grudnia 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia