Im szybciej, tym mniej... Witkacego

"Sonata Belzebuba" - reż. Tomasz Podsiadły - Centrum Kultury w Gdyni

Tomasz Podsiadły ponownie ujawnił się jako zapalony apologeta twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza. Tomasz Podsiadły w ostatnim okresie jest znacząco widoczny w Trójmieście. Poważył się w krótkim czasie przygotować dwie opery semi-stage w Operze Bałtyckiej i zaadaptować kolejny (w 2015 "W małym dworku") dramat Witkacego na scenę Centrum Kultury w Gdyni. "Sonata Belzebuba" realizowana z aktorami Sceny 138 okazała się zgrabnie podaną inscenizacją prawdziwego zdarzenia w Mordowarze.

Urok Witkacowskiego "zaczadzenia obłędem" w poszukiwaniu niespotykanej kreacji artystycznej mąciło drastycznie szybkie "wypluwanie" tekstów przez aktorów, co z szaleństwem (gdyby wziąć tę kategorię pod uwagę ze względu na Witkacego) nie miało nic wspólnego. Reżyserowi udało się jednak zaskakiwać widza, absurd kwitł w najlepsze, choć brakowało smakowitego surrealizmu, tak niezbędnego w tym tytule i sztuce dedykowanej Marcelemu Staroniewiczowi, lekarzowi, z którym autor "Szewców" m. in. eksperymentował narkotycznie.

Sceniczna opowieść o dziele doskonałym, sonacie, która przewyższałaby wszystkie inne, odbywała się w w iście zabójczym tempie (całość została pokazana w godzinę, nie wliczając w to dziesięciominutowej przerwy). Wszyscy aktorzy znakomicie opanowali sprawne poruszanie się po małej scenie ograniczonej zasłonami tworzącymi dodatkowe przestrzenie. To, co jest wyjątkowym osiągnięciem Tomasza Podsiadłego, to bardzo dobre przygotowanie ruchowe całego zespołu, co w połączeniu z wieloletnim doświadczeniem scenicznym niektórych z nich, buduje obraz wysokiej profesjonalizacji działań z amatorami. Przechodzenie przez poszczególne "kręgi" scen odbywało się z zachowaniem przyzwoitej dawki wyobraźni scenicznej, prowokując widza do ciągłego deszyfrowania miejsca i znaczeń. Słowa uznania należą się scenografce, Agnieszce Szewczyk za precyzyjne zarządzanie przestrzenią i wydobywanie "charakteru" poszczególnych rekwizytów, a także kostiumolożce, Karolinie Bryl, za rzetelną jakość i styl.

W zespole obsady 28 maja można wyróżnić Michała Tylickiego (Istvan Szentmichalyi) za swobodę i konsekwentną grę, Annę Górną (babcia Julia) za pomysł na urokliwą postać, Agatę Braun (baronowa Sakalyi) odgrywającą dystyngowaną matkę Hieronima czy Sylwię Ogryzek (ciotka Istvana) za dojrzałe podejście do warstwy tekstowej sztuki. Adrian Tomaszewski (Joachim Baltazar de Campos de Baleastadar) nie udźwignął roli wyrachowanego plantatora i tytułowego Belzebuba, walcząc z ogromem tekstu, który podawał zbyt niechlujnie i z pominięciem interpretacji.

Dramaty Witkacego wydają się być w dzisiejszych czasach jedyną słuszną odpowiedzią na absurdy tego świata, który ma problemy z zachowaniem umiaru i wartościowania. Rangowanie małych spraw, skłonność do intryg, kompletowanie pozorów i zagłębianie się w metafizykę własnych przyjemności nie są dzisiaj niczym innym jak wiernym naśladownictwem "domu wariatów" z utworów mistrza. "Sonata Belzebuba" koić więc może tych, którzy nie umieli sobie wyjasnić, dlaczego świat stanął na głowie.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
6 czerwca 2017

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...