Imitacje piękna

"Kreacja" - reż: B. Suchocka-Kozakiewicz - Teatr Narodowy w Warszawie

Zaskakujące są niektóre zapiski Ireneusza Iredyńskiego, w których dość jednoznacznie autor sugeruje , że literatura ,,może jest tylko rozrywką?". Skąd ten dystans wobec twórczości, skoro dorobek pisarza jest tak imponujący? Częstym tematem jego utworów jest ujmowana wielopłaszczyznowo przemoc. Z nią bowiem wiąże się inny lejtmotyw dzieł twórcy ,,Kreacji" - stwarzanie. Iredyński, zwany ,,polskim Genetem", musiał zastanawiać się, jak przylegają do ludzi łatki, jak firmuje się zakładane z góry niesprawiedliwe sądy i opinie.

W ,,Wizycie”, wystawionej w Teatrze Telewizji przez Zbigniewa Rebzdę, pisarz Piotr (Piotr Fronczewski) opowiada o swoim życiu młodemu Doktorantowi (Piotr Dejmek). Podkreśla skalę przekłamań, do jakiej doszło w tworzeniu jego oficjalnej biografii. Pesymistyczny wizerunek skazanego na zapomnienie, brylującego artysty, oczyszczony jest z wszelkich elementów idealizmu. Demistyfikacyjne zacięcie Iredyńskiego uzupełnia się u niego zdolnością do zabawy iluzją. W tym sensie może być świetnym autorem dla najmłodszego pokolenia reżyserów, jawnie odsłaniających na scenie mechanizmy tworzenia fikcji, przy jednoczesnym zachowaniu jej elementów – wywołania wzruszenia, żonglerką oddziałującymi silnie symbolami.

,,Kreacja” należy do najczęściej granych utworów scenicznych pisarza. Ukochana przez niego forma kilku postaci prowadzących ze sobą dialog osiąga tu niebezpieczne spiętrzenie, skutkujące wciąż wstrząsającym finałem. Bożena Suchocka na scenie Studio Teatru Narodowego postanowiła zmienić tradycję teatralną dramatu. Opisany w didaskaliach Pan,  jako pięćdziesięciolatek,  jest grany teraz przez młodego Marcina Hycnara. Z kolei dwudziestoparoletni Nikt ma zmęczoną twarz Jerzego Radziwiłowicza. Wiekowo w zgodzie z tekstem pozostaje Gosia Anny Gryszkówny.

Kozikowski powiększył optycznie przestrzeń Studia. Widownia ustawiona jest wzdłuż dwóch ścian niedużego pomieszczenia. Blisko niej stoi stół, do którego dostawiono dwa krzesła. Na prawo od nich otwarte drzwi, obok których stoją wysokie metalowe schody, prowadzące na górne kulisy. W tle przesuwana brama, za którą kryje się pracownia Nikta. Jeszcze przed nią stare łóżko z wyraźnie niepraną od dawna pościelą. Całość tworzy zaniedbane mieszkanie stereotypowego artysty.

Nikt dostaje od Pana propozycję kopiowania dzieł za pieniądze. To dopiero początek wciągnięcia malarza w niejasną grę. Bo kim jest dzisiaj Pan? Dla Suchockiej to mistrz marketingu, kulturalnego PR-u. Jego młody wiek wskazuje na niedawno ukończone studia. Najnowsze pokolenie zdaje się dostrzegać wyłącznie rynkową wartość sztuki. Chociaż jednocześnie zdają się przed nim rozszerzać nowe perspektywy. Dla Pana istotne są nie tyle bowiem dzieła Nikta, co jego życie. Promuje powszechnie jego wizerunek tak, jak sobie zażyczy, od samego twórcy oczekując milczącej akceptacji. Stwarza go według określonej zasady. W pierwszym akcie nie pozwala mu pić, odsuwa mu sprzed rąk alkohol. Każdy artysta przecież najpierw musi zdobyć szczyt, by potem dopiero spektakularnie z niego upaść. Pasuje to do stereotypowego wizerunku ludzi zachłystujących się sławą, i przegrywających kolejne bitwy. Pan w pewnym sensie jest nie tyle bogiem (dwuznaczne ,,imię”), co kolejną, współczesną wersją artysty. Też jest uzależniony od alkoholu, też przeżywa załamania, zbliżone do twórczej męki, choć jedynym motorem jego działania są pieniądze, przyjemność tworzenia pojawia się później. Pozwala Niktowi na tworzenie cyklu obrazów o Drodze Krzyżowej, ciekawy, co może na tym ugrać. Nie spodziewa się przy tym czekającego go finału.

Bohater Radziwiłowicza przedstawia sobą, chciałoby się powiedzieć, ,,rasowy” image artysty. Brudny, nieogolony, inaczej niż Pan i Gosia, chodzi cały czas w jednym ubraniu, za wyjątkiem mniszej szaty w akcie szóstym. Wydaje się być reliktem nieistniejącej już rzeczywistości, wrzucony zaś w nową, całkowicie mu nieznaną, jest nieporadny, być może dlatego ostatecznie całkowicie ufa młodemu przybyszowi. Chce być orędownikiem sztuki prawdziwej, dlatego ciężko znosi konieczność malowania ,,rajskich widoczków”. W dodatku to on, chociaż powinien być głównym beneficjentem zawartej umowy, jest na niej najbardziej stratny. Z otrzymanych pieniędzy korzysta bowiem głównie jego partnerka. To ona kupuje nowy dywan, fotel i lampę. Tworzą one razem swoisty ołtarz, z którego korzysta nie Nikt, a Pan. Motywacje malarza też są dokładnie nieznane. Zdaje się lawirować między chęcią bycia wiernym powołaniu artysty, a przyziemnemu materializmowi.

Dojrzała rola Hycnara w dodatku góruje nad nieco niewiarygodnym Radziwiłowiczem. Czy jest ten Nikt naprawdę tak naiwny, i dlaczego tak łatwo daje się zmanipulować? Końcowy akt ukrzyżowania jest przez to zmarnowany, i wygląda na zwyczajny objaw szaleństwa malarza, nie wyzyskując wszystkich znaczeń tej sceny. Chociaż przed oczami i tak pozostaje brutalny obraz wiszącego, zakrwawionego Hycnara. Warto dodać, że widzowie widzą jedynie jego odbicie w zwierciadle. Bo taka wydaje się Suchockiej współczesna sztuka – jest jedynie imitacją, platońskim cieniem czegoś lepszego, co zresztą i tak  bezpowrotnie minęło. Jednak wobec tej konstatacji może zastanowić zbyt łatwe współczucie reżyserki wobec postaci niewiarygodnie apatycznego Nikta i dyskredytację sprytnego, ale przecież na swój sposób wrażliwego Pana. Gosia Gryszkówny nie jest już obiektem wzajemnej gry obu panów. Stoi nieco z boku, głównie przez nieudane nadanie psychologii poprzednim postaciom, co skutkuje niesłuszną marginalizacją bohaterki.

Wizja Suchockiej może się wydawać zbyt naturalistyczna. Świetny punkt wyjścia nie dźwiga sceny finałowej, determinującej odbiór całości. Muzyka w interludiach między aktami jest drażniąca i bardziej rozbija, niż buduje klimat. Tę partię wygrał zdecydowanie Iredyński.

Szymon Spichalski
Teatr dla Was
23 stycznia 2012

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki