Impresje na temat ulicy Wolności

"Ulice Wolności" - reż. Robert Talarczyk - Chorzowskie Centrum Kultury

Teatr Reduta Śląska to jeden z trzech najstarszych amatorskich zespołów teatralnych w Polsce. W tym roku obchodzi jubileusz 85-lecia istnienia. Obchody wpisano w 150-lecie nadania praw miejskich Królewskiej Hucie (dziś Chorzów), a jubileusz uświetniła premiera spektaklu wystawionego na deskach Chorzowskiego Centrum Kultury 2 września.

„Ulice wolności" w reżyserii Roberta Talarczyka to historia przemijania, która opowiedziana została za pomocą kilku etiud-obrazów, historii połączonych wspólnym motywem będącym wariacją na temat wspomnień związanych z chorzowską ulicą Wolności. Po trosze teatralna opowieść jest peanem na cześć dziedzictwa kulturowego, dumnej przeszłości odchodzącej powoli w zapomnienie. Najlepsze i najpiękniejsze czasy arterii przywołał z mroków zapomnienia Piotr Zaczkowski, autor tekstu. Prostą, aczkolwiek niezwykle wymowną scenografię oraz kostiumy stworzyła Ewa Satalecka, a muzykę skomponował katowicki raper Miuosh. Aktorzy, choć to amatorzy, profesjonalnie wywiązują się ze swoich zadań, a autentyczności we wcielaniu się w role może im pozazdrościć niejeden aktor.

Można odnieść wrażenie, że tekst Zaczkowskiego, chorzowianina, dyrektora instytucji kultury Katowice-Miasto Ogrodów, powstał po przewertowaniu archiwalnych zdjęć i stanowi on impresję na temat dziejów Koenigshutte, Królewskiej Huty, Chorzowa... Autor, jak sam przyznaje, swoje dzieciństwo spędził mieszkając w kamienicy znajdującej się na rogu ulic Chrobrego i Wolności, dzięki czemu sam obserwował wzloty i upadki najbardziej reprezentacyjnej arterii miejskiej. Miasto widziane oczyma Zaczkowskiego jest niczym palimpsest. Zmienia się, rozrasta, podlega nieustannej metamorfozie, stanowi żywą tkankę tworzoną przez ludzi.

Aktorzy malują słowem obraz Chorzowa sprzed lat, kiedy po wybrukowanej starówce pomiędzy XIX-wiecznymi kamienicami przechadzały się eleganckie damy, zasłaniając się przed słońcem parasolkami, a dżentelmeni szarmancko unosili rondo melonika, pozdrawiając je. Jednym słowem „Ulice Wolności" to sentymentalna podróż do przeszłości. Uczestnicząc w spektaklu, widz poznaje historię pewnego fotografa, którego zakład cieszył się olbrzymią popularnością podczas wojny, tuż po niej splajtował, a właściciel stał się ulicznym fotografem, utrwalającym ulotne chwile. Jego dzieje wspomina córka i wnuk. Mamy też troje znajomych, którzy prowadzili za młodu rozrywkowy tryb życia, wędrując po chorzowskich knajpach. I wiele innych historii, a wszystkie łączy jedna ulica. Wolności, Kaiserstraße, Adolf-Hitler-Straße, „Wolka". Ulica kultowa? Może. Z pewnością to jedna z najważniejszych arterii postindustrialnego miasta. Związane są z nich wspomnienia setek tysięcy chorzowian, a i doczekała się nawet artykułu na Wikipedii.

Jednakże w tytule spektaklu zastosowano liczbę mnogą. To zabieg celowy, wszak w każdym mieście znajduje się podobna „ulica Wolności", a w zasadzie to nawet dwie: jedna to ta realnie istniejąca, a druga – wyobrażona, której obraz tworzą mieszkańcy w swoich sercach. Może być to ulica Dworcowa, 3 Maja, czy Zwycięstwa. Główne, reprezentacyjne arterie miast i miasteczek zawsze tętniły życiem. Tak było i w Królewskiej Hucie. „Kiedyś Chorzów był tłustą gęsią" – mówi jedna z bohaterek spektaklu. A jak jest dziś? Dziś czasy jej świetności minęły – dopowiada inny bohater. Doprawdy? Pamięć ludzka jest wybiórcza i posiada tendencję do idealizowania przeszłości. Ulica ta żyje własnym życiem i nadal będzie się zmieniać, stosownie do zmieniających się czasów.

„Ulice Wolności" dla Chorzowa może nie są niczym „Korzeniec" dla Sosnowca, ale odsłaniają cząstkę historii związanej z najważniejszą arterią hutniczego miasta. Każdy z nas może dopowiedzieć swoją przypowieść do chorzowskiej opowieści. Tak jak fotografie prezentowane podczas przedstawienia są nośnikiem prawdy, tak spektakl stanowi subiektywny ogląd rzeczywistości. W finale bohaterowie zrywają z teatralnym gorsetem i opowiadają swoje historie związane z tytułową ulicą, dodając całości pierwiastek autentyczności. Wspominają restauracje, kawiarnie i bary, w których chętnie spędzali czas za młodu. We wspomnieniach pojawiają się Rozalia, Pionier, Coloseum, Goplana, Magnolia, Kocynder... miejsca – punkty na mapie zbiorowej pamięci. Bohaterowie opowieści wielokrotnie powtarzają zdanie „wspominki brzmią jak drzazgi".

I tak rzeczywiście jest.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
8 września 2018
Portrety
Robert Talarczyk

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia