Inkszo strona świata

"Piąta strona świata" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

Przeniesienie "Piątej strony świata" Kazimierza Kutza na teatralne deski musiało być zadaniem karkołomnym, bo jak w dwóch aktach zmieścić obejmującą kilka pokoleń karuzelową opowieść o ludziach, "którym świat przestał się zgadzać"? Najwyraźniej jednak na deskach Teatru Śląskiego sprawdziły się adaptacyjne i reżyserskie wizje Roberta Talarczyka: gęstą od postaci, anegdot, emocji i ludzkich dramatów historię oklaskiwał sam Kazimierz Kutz.

Kto po na wskroś śląskim przedstawieniu spodziewa się poczciwego bifyja i kuchennych makatek, ten będzie musiał przyzwyczaić się do opustoszałej przestrzeni sceny, którą swoimi wspomnieniami zapełniać będzie grany przez Dariusza Chojnackiego Bohater. W jego śląskich opowieściach z przeszłości dominują ludzie, których co do jednego można posądzać o nieprzeciętność. Bo czy znajdzie się jeszcze gdzieś ktoś podobny do Albina Lompy, który opętany pytaniami kosmogonicznymi pod osłoną nocy uwalniał gospodarskie zwierzęta? Albo drugi Wincenty Lebel, którego pęd za marzeniem zaprowadził aż do konduktu pogrzebowego, gdzie najbardziej osobliwym elementem był wystający z pudła kudłaty ogon? Każdy z mieszkańców Szopienic czy Roździenia, których Bohater na nowo przywołuje do życia, jest wyjątkowy, inny. Je inkszy.

Aby dokładniej poznać Bohatera, najlepiej przyjrzeć się jego najbliższym: obok starszego brata ze wspomnień wyłaniają się też zaradna matka i żyjący powstańczymi wspomnieniami ojciec, którego mentalności bliżej do świata synów wchodzących w dorosłość niż do roli autorytarnego pana domu. W niedopasowaniu ojca do życia pobrzmiewają echa burzliwych losów tajemniczego dziadka Wawrzka (Bernard Krawczyk), którego w głębi sceny czujna babka Halźbieta (Alina Chechelska) próbuje ochronić przed natarczywymi duchami przeszłości, odganiając je szmatą jak osobliwy śląski guślarz. Najbliżsi to jednak nie tylko rodzina, lecz także koledzy, bliscy niezależnie od tego, czy pochodzili z rodzin sanacyjnych czy komunistycznych, czy wpływ na nich miały azteckie korzenie czy powstańcze ideały. Bohaterowi najbliżej było do prostolinijnego Lucjana i nieco nieobecnego Alojza (Artur Święs i Bartłomiej Błaszczyński), domorosłych myślicieli i intelektualistów, których literatura i filozofia interesowały bardziej niż sytuacja na Ostfroncie. To wokół ich tragicznych w finale życiorysów najintensywniej krążą wspomnienia Bohatera. Dzięki temu obserwujemy nie tylko godną podziwu konsekwencję Lucjana w dążeniu do życia zgodnie z lekarskim powołaniem, lecz także rozwój znajomości z uroczą Adelą (Agnieszka Radzikowska), bardziej przypominający handlowy kontrakt matek niż swatanie. Równie ciekawa jest oparta na setkach listów skomplikowana relacja Alojza z bratem Karlikiem, który w oderwaniu od śląskich korzeni próbuje poukładać sobie życie na czarnym kontynencie.

Niestety, żadnemu z przyjaciół nie było dane wyjść bez szwanku z przetaczających się nad głowami okrutnych dziejów XX wieku, rozbijających rodziny i łamiących życiorysy. W "Piątej stronie świata" historia sączy się niemal z każdej sceny: czający się z nabitymi karabinami młodzi chłopcy podczas powstania i ułamki sekund, które decydują o ich losie; irytująco zadowolony z siebie polski policjant Suchanek (Andrzej Warcaba), który nijak nie rozumie miejscowej specyfiki; zawsze błędny wybór opcji na Volksliście i poważne zarzuty o niepewność narodową. "Z wyroków historii bliżej nam do mułu niż do lustra wody" - choć te słowa powieści nie przeszły adaptacyjnego sita i nie padają ze sceny, to wiele mówią o atmosferze, która otacza bohaterów, coraz bardziej świadomych czającego się nieustannego zagrożenia. Ktoś kończy więc w jednym bucie w domu dla obłąkanych, po kimś innym zostaje tylko płaszcz, jeszcze kogoś dotkliwie pobili na Szabelni tak, że odechciało się mu żyć.

I choć temat jest śmiertelnie poważny, a cień niespokojnego stulecia jest w "Piątej stronie świata" stale obecny, nie brakuje w spektaklu powodów by się uśmiechnąć: króluje tu scena, w której matka (Barbara Lubos) i synowie próbują przymusić błaznującego ojca do nauki alfabetu Morse'a i fantazyjny egzamin przed zawiadowcą stacji. Równie przekonująco wypadają: matczyny duet, czyli świetna "Jałta celtyckich wdów" (Grażyna Bułka i Ewa Leśniak) i przedślubne zobowiązania zapieczętowane nie do końca chcianym "mamlaszeniem", a także argumentacja, że mordowanie kogokolwiek w spodniokach to wstyd na cały familok (Andrzej Dopierała świetny w każdej scenie). Bardziej nostalgiczne momenty podkreślone zostały niebanalną choreografią: niknący w wielkich płatkach śniegu kondukt na pogrzebie Kundzi, mijające się przepełnione pociągi, na jednym torze z Żydami, na drugim - z żołnierzami zmierzającymi na front czy weselny taniec, który duchy nieobecnych potrafią spowolnić i przytłumić to sceny, które robią ogromne wrażenie i pozostają w pamięci.

Wszystko to udało się zrealizować w ascetycznej scenografii Ewy Sataleckiej, z niemal całkowitym pominięciem rekwizytów, jedynie w towarzystwie wyświetlanych, często czarno-białych rysunków i animacji, w których pojawiają się kominy i palmy, małpy i lwy, robale i górnicze czako. Nie sposób pominąć scenograficznego rozwiązania pozwalającego na wynurzenie na powierzchnię sceny wielkiego łoża, na którym dziadka Wawrzka odwiedza Rebeka, a które zmienia się w ołtarz czy w bramę wejściową do familoka, gdzie o zmierzchu na Wallotka czeka piękna Ema. Rozsypana talia kart, fruwające listy, których nikt nigdy nie przeczyta czy traktowany z nabożną czcią niewielki radioodbiornik przykuwają uwagę lepiej niż niejedna potężna scenografia. Całości dopełnia muzyka Przemysława Sokoła, w którego etnicznych aranżacjach pobrzmiewają charakterystyczne i charakterne instrumenty dęte.

"Piąta strona świata" jest spektaklem ważnym, odważnym i potrzebnym. W czasie, gdy temat szeroko pojętego Śląska coraz częściej i coraz chętniej podejmowany jest w literaturze, filmie, teatrze i w zwykłych rozmowach, lecz także w polityce, spektakl ten ma realne szanse stać się głosem w społecznej debacie o śląskiej tożsamości, historii i przyszłości. Ten wymiar potraktujmy jednak jako wartość dodatkową, bo "Piąta strona świata" jest przede wszystkim udanym przeniesieniem arcyciekawej powieści na deski najważniejszego teatru w aglomeracji śląskiej. Dzięki pomysłowej adaptacji i konsekwentnej reżyserii Roberta Talarczyka powstało monumentalne, wciągające i równe aktorsko przedstawienie o "ludziach niezwykłych, to znaczy żyjących świadomie, u których wszystko jest szczególniejsze i jakby wyraźne, a rodzaj śmierci przylega dokładnie do ich życia".

Julia Korus
Teatr dla Was
19 lutego 2013

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia