Inteligenci i muzułmany

"Muzułmany" - reż. Piotr Ratajczak - Teatr Śląski w Katowicach; "Inteligenci" - reż. Robert Talarczyk - Teatr Śląski w Katowicach

"Inteligenci" Marka Modzelewskiego /(premiera 8 lutego br.) oraz "Muzułmany" [na zdjęciu] Artura Pałygi (premiera w maju 2017) to spektakle bardzo sobie bliskie, pokrewne. Nie tylko dlatego, że grane na Scenie Kameralnej rozpisane są na czterech aktorów; przede wszystkim ze względu na tematykę. Przedstawiają Polaka w zetknięciu ze światem współczesnym, czy też - wolę takie określenie - z lewicową rewolucją kulturową. Otwarcie na tzw. "multikulti", przyjęcie (zalew) imigrantów, ruchy LGBT (ofensywę homoseksualizmu w przestrzeni publicznej), postulaty "wolności wyboru" kobiet (zabijanie dzieci nienarodzonych). Celowo używam podwójnych określeń - ponieważ współcześni Polacy, w zależności od światopoglądu te same zjawiska i rzeczy nazywają zupełnie innymi słowami.

Zacznijmy od spraw podstawowych - oba przedstawienia bazują na świetnych tekstach teatralnych. "Muzułmany" to bodaj najlepsza sztuka Pałygi od czasów "Żyda" (bodaj - bo nie znam wszystkich tekstów tego płodnego dramaturga); podobnie "Inteligentów" Modzelewskiego śmiało można zestawić z jego "Koronacją". Do tego bardzo dobra gra aktorska - nieco bardziej kameralna w "Muzułmanach" i brawurowy koncert w "Inteligentach" ze świetnymi rolami Katarzyny Brzoski i Mieczysława Neinerta. To równoprawny duet ze wskazaniem na Brzoskę, a wypaść w tekście bądź co bądź komediowym lepiej od Neinerta to już najwyższa szkoła jazdy.

Inni są bohaterowie. W "Muzułmanach" to czworo pracowników galerii handlowej w Katowicach. Współcześni "galernicy" (bo galeria przypomina galerę), prekariusze, zatrudnieni na umowach śmieciowych. Czworo: Stary i Stara, Młody i Młoda - mieszkająca z matką, samotnie wychowująca syna. Na lidera tej grupki wyrasta Stary (dobra kreacja Andrzeja Dopierały) - bo on ma świat poukładany i poglądy logicznie tłumaczące sytuację całej czwórki. Oto wszystkiemu winne są muzułmany, lewaki, ruscy, no może jeszcze i Żydzi. Muzułmany nas wykończą, ale w sumie są narzędziem, bo to lewacy ich wpuszczają, gdyż sami nienawidzą tradycyjnych wartości i chcą je rękami muzułmanów zniszczyć. Jedyne otwarte pytanie - czy lewakami z kolei sterują Ruscy, czy też Żydzi? Wydawałoby się - oto nieco skarykaturyzowany pogląd czytelnika prawicowej prasy typu "Warszawskiej Gazety" jednak Stary czyta... "Wściekłość i dumę" Oriany Fallaci i to właśnie z tej lektury wywodzi swoje poglądy. Nic dziwnego, że Orianę zaczyna czytać też Młoda...

Na plus Pałydze, autorowi bądź co bądź o lewicującej proweniencji, należy zapisać, że nie wyśmiał, nie wykpił, nie zgnoił wprost światopoglądu tej czwórki, która przecież dla jakiejś części polskiego społeczeństwa jest reprezentatywna. Raczej przedstawił, zobrazował, lekko ironicznie, ale to ironia delikatna, bez propagandowego walenia siekierą.

Bohaterami "Inteligentów" jest z kolei inteligencka rodzina. On - dziennikarz (kiedyś sam Michnik dłoń mu ściskał), ona - redaktorka w wydawnictwie. Poznajemy ich w dniu pierwszej komunii młodszego syna. Tyle, że ona - irytuje się i wścieka, dlaczego posyłają dziecko do pierwszej komunii, skoro oboje są niewierzący (problem wypisz, wymaluj z "Gazety Wyborczej" - i to dosłownie; kilkanaście dni temu czytałem tam reportaż o takich właśnie rodzinach i sytuacjach). Starszy syn z całonocnej imprezy wraca z podbitym okiem. Koniec końców okazuje się, że wraz z grupą kolegów brał udział w pobiciu i upokorzeniu czarnoskórego rówieśnika, który "ślinił się" na widok ich koleżanki. Matka jest wstrząśnięta - krzyczy, że nie tak go wychowywali, że całe życie uczyła go szacunku dla mniejszości, dla gejów i tak dalej... Aż syn wreszcie jej wykrzyczy - że pedałów nikt nie lubi, że czarni nienawidzą białych, że na Zachodzie czarni gwałcą białe kobiety, więc trzeba ich ukrócić, żeby i tutaj do tego nie doszło. I że tego właśnie uczyła go matka - żeby myślał samodzielnie, miał swoje poglądy, żeby nie bał się o nich głośno mówić, żeby o nie walczył - więc on ma swoje poglądy, mówi o nich i walczy...

Nie o dalszy rozwój fabuły tu chodzi, choć tekst - jak już powiedzieliśmy - jest znakomity, rasowo komediowy, ale w pewnym momencie zmieniający na moment ton na przejmujący. Twórcy przedstawienia - autor tekstu i reżyser Robert Talarczyk chcieli przedstawić polską inteligencję w pewnej chwili. W jakiejś chwili? Klęski? Zagrożenia?

W tym momencie pozwolę sobie już nie tyle na pisanie o samym, skądinąd świetnym, wartym polecenia spektaklu, ale o jego idei. Dziennikarz grany przez Neinerta w pewnym momencie, pod koniec czyta Żonie fragment swego kolejnego felietonu. Pisze o tym, że w najbardziej liberalnej i lewicowej w Europie Szwecji jest najwięcej przypadków obrzezania dziewczynek i ślubów dzieci, a władze na to pozwalają w imię tolerancji dla innej kultury i religii. Proste stwierdzenie faktu, bez komentarza. "Przesuwasz się w prawo" -odpowiada Żona i to jedyna jej refleksja, jedyny komentarz, na jaki ją stać.

A ja sądzę, że Talarczyk z Modzelewskim przesunęli się w lewo i próbują inteligencję zawłaszczyć oraz ograniczyć. Ograniczyć - czyli za inteligenta uznają jedynie przedstawiciela pewnej post-PRL-owskiej w gruncie rzeczy (choć gdzieś u korzeni mającej sprzeciw wobec PRL-u) formacji intelektualnej. Taki inteligent do 1989 roku czytał "Politykę" i ewentualnie "Tygodnik Powszechny", zaś po 89 - czyta "Gazetę Wyborczą", głosował na Unię Wolności, zaś dziś sympatyzuje z partiami tzw. Koalicji Obywatelskiej, uważa że konstytucja jest łamana, chodzi (albo przynajmniej popiera w duchu) protesty w obronie wolnych sądów i Trybunału Konstytucyjnego. A ja powiem - zakładacie sobie klapki na oczy, panowie. Otóż można być przedstawicielem inteligencji i od dawna czytać "Frondę", kiedyś "Gazetę Polską", a dziś "Do Rzeczy" Od samego początku głosować na Prawo i Sprawiedliwość, z sympatią patrzeć na niektóre inicjatywy Ruchu Narodowego, uważać Donalda Tuska za szkodnika, a Platformę Obywatelską za formację źle służącą Polsce i być sceptycznym wobec większości postulatów - nazwijmy rzecz skrótowo "multikulti". Ja polski inteligent, absolwent kulturoznawstwa - teatrologii to zaświadczam. No, chyba że zechcecie mnie z grona "inteligencji" wykluczyć.

Bo - czas to zrozumieć - dzisiejszy spór, jaki się toczy w Polsce nie jest dyskursem szlachty (intelektualnej) spod znaku Michnika i Sorosa z chamami spod znaku ciemnogrodu, Kaczyńskiego i pełzającej faszyzacji. To spór o Polskę, o naszą dalszą drogę cywilizacyjną - spór dwóch równoprawnych stron, z których każda ma za sobą ważne racje i argumenty. Im prędzej obie strony to zrozumieją i zaczną ze sobą rozmawiać bez nienawiści - tym lepiej.

Marcin Hałaś
Śląsk
15 maja 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...