Intymny Dostojewski

"Szkice z Dostojewskiego" - reż. Maja Komorowska - Teatr Collegium Nobilium Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza

„Szkice z Dostojewskiego" to ostatni spektakl, jaki Maja Komorowska przygotowała z obecnymi dyplomantami Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie. Na deskach teatru Collegium Nobilium wybitna aktorka i pedagog stworzyła głęboko poruszające etiudy na podstawie „Idioty" i „Braci Karamazow" mistrza prozy psychologicznej, Fiodora Dostojewskiego.

To, co interesujące w tym spektaklu to złamanie przestrzeni oddzielającej publiczność od aktorów. Widzowie znajdują się na scenie wraz z aktorami, mają okazję z bliska przyjrzeć się bohaterom, mogą bezkarnie zajrzeć im głęboko w oczy, dzięki czemu współodczuwają skomplikowane wnętrza dostojewskich bohaterów. Ta niezwykła intymność bez wątpienia ułatwiła publiczności utożsamienie się z cierpieniami i rozterkami postaci. Pomogła też w tym ascetyczna scenografia. Jedynym stałym jej elementem była ławka, reszta rekwizytów (stoły, krzesła, kanapy) wjeżdżała na scenę w razie potrzeby. Półmrok, jaki panował przez większość przedstawienia oddał klimat powieści Dostojewskiego.

Pierwsza część spektaklu „Wokół Myszkina" poświęcona była „Idiocie". Tytułowy bohater, książę Lew Nikołajewicz Myszkin niemal cały czas znajdował się na scenie. Wymagało to od wcielającego się w tę rolę Karola Dziuby niezwykłej dyscypliny i trwania w ciągłym napięciu, jakie towarzyszyło jego bohaterowi. Od powieściowego księcia bił blask prawdy, jedynej ostoi normalności pośród zakłamanego towarzystwa, i u młodego aktora dało się wyczuć głębokie utożsamienie z graną postacią. Na uwagę zasługuje scena, w której Myszkin dostaje ataku padaczki – konwulsyjne drgania, wokół ciemność, na aktora pada słup światła – silne oddziaływanie bardzo dobrze przygotowanych środków wyrazu. Przeciwieństwem czystego i pochylającego się nad krzywdą każdego człowieka Myszkina jest bezwzględny w swym egoizmie Rogożyn, w którego rolę równie znakomicie wcielił się Julian Świeżewski. Finałowa scena, gdzie książę z Rogożynem siedzą przy martwej Nastazji (ukrytej za czarną kotarą) okazała się przejmującym zwieńczeniem psychologicznej penetracji dusz bohaterów. Ostatnią ważną dla tej części spektaklu postacią jest Nastazja Filipowna. Małgorzata Mikołajczak była taką Nastazją, jaką wyobrażałam sobie podczas lektury „Idioty". Piękna, na pozór chłodna i bezwzględna, w zranionej duszy skrzętnie skrywająca własne cierpienia. W oczach świata irracjonalna, niezrozumiała, wzbudzająca skrajne emocje - od strachu i współczucia po podziw i zazdrość. Mikołajczak w swojej roli była szczera i przekonująca. Ciekawą postacią w tej części okazał się również na pozór nieistotny kamerdyner (Kamil Mrożek), którego rozmowa z Myszkinem była sceną otwierającą przedstawienie. W niej nie tylko mamy okazję dojrzenia pierwszych cech osobowości księcia, ale i przyjrzenia się Kamilowi Mrożkowi, który w drugiej części zagra Aloszę, bohatera skrajnie przecież innego od zadzierającego nos kamerdynera w służbie generała.

Kamila Mrożka miałam okazję oglądać w przedstawieniu Teatru Syreny „Obłomow (anty)romans", gdzie zagrał ordynansa Zacharego. Utykający, małomówny, choć na scenie bywał gościem, przyciągnął moją uwagę wyrazistością, jaką stworzył w swojej postaci. Parę miesięcy później odkryłam go w zupełnie innej roli – radosnego i pełnego życia Mamiliusza z „Zimowej opowieści" w reżyserii Cezarego Morawskiego (także spektakl dyplomowy Akademii Teatralnej). Tu również zrobiła na mnie wrażenie ekspresja aktora. Dlatego z zaciekawieniem przyglądałam się Aloszy. Podobnie jak Myszkin w pierwszej części, obecny był na scenie niemal bez ustanku i jako główny bohater, i w roli narratora przedstawianych wydarzeń. Skromny, cichy, naznaczony głębokim uduchowieniem odróżniał się od reszty bohaterów. Wspaniale partnerowała mu Paulina Szostak w roli Lizy. Duet równie ciekawy i barwny, jak Myszkin z Rogożynem z pierwszej części, choć ich relacja była przecież innej natury.

„Wokół Aloszy" to etiuda zdecydowanie krótsza niż opowieść oksięciu Myszkinie. Zabrakło w tej historii Iwana. Być może wprowadzenie kolejnego z braci Karamazow wiązałoby się ze znacznym wydłużeniem spektaklu. Jest on w końcu równie skomplikowaną i niejednoznaczną postacią jak jego bracia. Za to portret Dymitra Komorowska naszkicowała równie ciekawie jak Aloszę. W roli tej Tomasz Olejnik, którego lekko jakby rozedrgany tembr głosu dobrze komponował się z kreacją Dymitra, namiętnego w miłości, zrozpaczonego w więzieniu. W jego głosie dało się wyczuć interesującą niepewność, która sprawdziła się także w roli Gani w poprzedniej etiudzie. Nie przekonała mnie jednak Katarzyna Iwanowna (w tej roli Katarzyna Leśniakiewicz). Odniosłam wrażenie, że ma w sobie pewną manierę (być może spowodowaną jej niskim i silnym głosem), która nie do końca współgra z postacią, choć zagubionej i szczerze kochającej, to przecież nadal uwodzicielskiej kokietki - Kati. Z kolei wspomniany wcześniej Julian Świeżewski, tym razem jako Rakitin, ponownie zainteresował swoją pewnością poruszania się na scenie.

„Szkice z Dostojewskiego" to pasjonująca wędrówka w prozę Dostojewskiego, dzięki której Maja Komorowska wspaniale przedstawiła dojrzałość w budowaniu postaci przez młodych aktorów. Oszczędna w środkach scenograficznych, niemal ascetyczna, za to wydobywająca na światło dzienne pełną gamę wewnętrznych nastrojów rosyjskich bohaterów. Szczerość i prawda wydobywająca się z tego przedstawienia daje nadzieję na to, że młodzi aktorzy, znakomicie przygotowani przez wybitną pedagog,staną się znaczącymi postaciami na scenach polskich teatrów.

Paulina Aleksandra Grubek
Dziennik Teatralny Warszawa
8 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia