Irish rocks!

"Kamienie w kieszeniach" - reż. Alicja Stasiewicz - Lubuski Teatr w Zielonej Górze

O, wow! Majstersztyk! – to są słowa, które przychodzą mi do głowy po zakończonym spektaklu, gdy patrzę na zmęczonych, ale szczęśliwych aktorów – Aleksandra Stasiewicza i Radosława Walendę. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez niemal dwie godziny prawie cały czas wstrzymywałam oddech.

Grało ich tylko dwóch, a ja doświadczyłam pełnowymiarowej, wielogłosowej historii! Co to było? Wystawiane na deskach Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze „Kamienie w kieszeniach" w reżyserii Alicji Stasiewicz, czyli komediodramat na dwóch aktorów i piętnaście postaci.

Ale od początku. Pośrodku sielskiej scenerii soczyście zielonej trawy, okalanej płótnem z wymalowaną kwiecistą łąką, stoi stół z kilkoma krzesłami, a na nim skrzynka z gadżetami (scenografia autorstwa Edyty Zatwarnickiej). Wydaje się to niemożliwe, ale w mojej głowie przywołuje totalnie skojarzenia z kadrami filmów, w których Irlandia gra ważną rolę, jak „Oświadczyny po irlandzku" (reż. Anand Tucker, 2010), gdzie tłem wydarzeń jest między innymi urokliwa irlandzka wioska. Obraz na scenie uzupełnia utrzymana w celtyckim klimacie muzyka (autorstwa Ewy Iwanowskiej i Patryka Toporowskiego) oraz pojawienie się dwóch niemal identycznie ubranych – w kraciaste spodnie, białe koszule i kaszkiety – jegomości – Jake'a (Radosław Walenda) i Charliego (Aleksander Stasiewicz). Ich stroje to wynik tego, że pracują jako statyści przy hollywoodzkiej produkcji. Rzecz ma miejsce w maleńkiej irlandzkiej miejscowości, która jest rodzinnym miastem pierwszego z nich. Drugi bowiem przybył tutaj ze stolicy. Czy ta dwójka ma szansę się polubić? Mało prawdopodobne, a jednak tak się dzieje!

Od słowa do słowa mężczyźni poznają się coraz lepiej, opowiadając sobie o swojej przeszłości czy swoich planach i marzeniach. Poznajemy także specyfikę planu filmowego i małego irlandzkiego miasteczka, w którym wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. Wspomniana dwójka aktorów nie opowiada tej historii tylko głosem Jake'a i Charliego. Raz po raz każdy z nich zamienia się w jednego z kilkunastu innych bohaterów, wcielając się w każdego z nich po mistrzowsku. Żadna z ról nie jest tu zagrana identycznie. Każda pojawiająca się postać jest tak zindywidualizowana, że można odnieść wrażenie, iż na scenie pojawia się piętnastu aktorów, a nie dwóch.

Dzięki temu mamy absolutnie fantastyczną możliwość zobaczyć kunszt aktorstwa Aleksandra Stasiewicza, znanego już publiczności z bycia wielowymiarowym artystą. Ale też, chyba po raz pierwszy w tak wyraźny sposób, oglądamy naprawdę godne podziwu umiejętności Radosława Walendy! To świetne, że dane nam było zobaczyć go w takim wyzwaniu i podziwiać, jak kapitalnie się w nim odnalazł. Co więcej – oprócz pracy głosem, mimiką i ruchem, spektakl ten jest dla aktorów także świetną zabawą i źródłem satysfakcji, co jest widoczne od początku do końca.

Natomiast opowiedziana tu historia jest słodko-gorzkim koktajlem, którego głównymi składnikami są marzenia o sławie, wyjeździe w lepsze miejsce, czy po prostu o lepszym życiu tu, gdzie znajduje się dany bohater. Kojarzy się to w pewnym stopniu z tematyką opowiadań Jamesa Joyce'a z tomiku „Dublińczycy", gdzie właśnie pojawia się motyw chęci ucieczki i zmiany życia.

Co jednak w tym wszystkim znaczy ten dziwny tytuł? Po co komu kamienie w kieszeniach? Gdy na niego pierwszy raz spojrzałam, do głowy przyszła mi scena z filmu „Godziny" (reż. S. Daldry, 2002), w której Virginia Woolf (Nicole Kidman) wchodzi do rzeki wkładając wcześniej do kieszeni płaszcza kamienie. Czy to skojarzenie miało swoje odbicie w tym, co zobaczyłam? I czy marzenia chłopaka z prowincji i chłopaka ze stolicy mają szansę na spełnienie?

Przekonajcie się Państwo sami, jak brzmią odpowiedzi na te pytania, wybierając się do Lubuskiego Teatru na wirtuozerski aktorsko spektakl „Kamienie w kieszeniach" w reżyserii Alicji Stasiewicz.

Agata Kostrzewska
Dziennik Teatralny Zielona Góra
9 grudnia 2023

Książka tygodnia

Twórcza zdrada w teatrze. Z problemów inscenizacji prozy literackiej
Wydawnictwo Naukowe UKSW
Katarzyna Gołos-Dąbrowska

Trailer tygodnia