"Irydion" Zygmunta Krasińskiego

"Irydion" - reż. Andrzej Seweryn - Teatr Polski w Warszawie

Wcale one tak bardzo się nie zmieniły. Przed stu laty dramat Krasińskiego uważano za niesceniczny imocno zwietrzały, a warszawską publiczność - za niezdolną przejąć się repertuarem klasycznym, zwłaszcza tragedią. Dzisiaj polska klasyka, w szczególności romantyczna, uchodzi za anachroniczną i nieatrakcyjną dla widowni złaknionej jakoby bezmyślnej rozrywki, obyczajowej prowokacji, w najlepszym wypadku -dosadnej publicystycznej tezy. Wystawienie "Irydiona" znów wymaga niemałej odwagi.

Zrozumieć Krasińskiego

Zwłaszcza wystawienie, które wydaje się programowym manifestem całkiem innego teatru niż ten, który rozparł się wygodnie na krajowych scenach. Już prolog spektaklu wyraźnie to sygnalizuje: krótka projekcja przypomina sceniczną historię "Irydiona", sytuując przedstawienie w łańcuchu teatralnej tradycji, o której dzisiaj nikt nie chce pamiętać w naiwnym mniemaniu, że indywidualnym aktem kreacji stwarza teatr od nowa.

Scenografia Magdaleny Maciejewskiej jest bardzo oszczędna -na scenie kilka prostopadłościennych brył, przepych cesarskiego dworu sugerowany jest tylko ich kolorem: czerwonym i złotym. Realia malowane są także światłem - iluzja katakumb powstaje w ciemności rozproszonej zaledwie drżącymi płomykami świec w rękach aktorów grających chrześcijan. Wnętrza przeobrażają się w otwartą przestrzeń, gdy rozświetla się panel zamykający scenę od tyłu.

W ascetycznych dekoracjach uwaga koncentruje się na słowach aktorów, uzupełnianych towarzyszącą im na żywo muzyką, która komentuje i puentuje poszczególne kwestie, buduje napięcie lub uczucie grozy. Tekst został ociosany z romantycznego wielosłowia, ale wtaki sposób, by współczesny widz musiał zmierzyć się z myślą autora, a nie z jej zmasakrowaną przez prostackie uaktualnienie wersją.

Wkręgu zła

Oto obarczony obowiązkiem rewanżu za krzywdę przodków Irydion podporządkowuje całe swoje życie - a także życie najbliższych - idei zemsty. Ona daje mu siłę, determinację i wolę działania, wyraziście zaznaczoną wkreacji Krzysztofa Kwiatkowskiego. Naprzeciw Irydiona stoi Heliogabal, może nazbyt przejaskrawiony przez Krystiana Modzelewskiego. Niezdolny poświęcić się żadnej idei, zajęty wyłącznie troską o własne bezpieczeństwo, wygodę i zmysłowe przyjemności. Wierność idei i niezłomność charakteru zapewnia Irydionowi zwycięstwo w starciu z tchórzliwą gnuśnością Heliogabala, ale ostatecznie sprowadza nań klęskę - zabija jego siostrę i ukochaną, niweczy polityczne plany. Oddany sprawie powierzonej mu przez ojca Irydion nie dostrzega, że to jego - a nie Heliogabala -nieodstępnym towarzyszem jest szatan: chłodny, powściągliwy i nieustępliwy Masynissa Jerzego Schejbala.

Dlaczego Irydion, który wyrzeka się osobistego szczęścia w imię obowiązku wobec ojczyzny okazuje się bardziej podatny na zło niż nikczemny Heliogabal -to wyjaśnia chrześcijańska historiozofia Krasińskiego, którą Seweryn mocno wyakcentował. Wizualnie: poprzez potężny krzyż dominujący scenę w końcowej części przedstawienia oraz werbalnie: słowami medytacji poetyckiej z "Dokończenia" odczytanego w finale.

Pod prąd

Inscenizacja Seweryna budzi skojarzenia z treścią sporów nurtujących współczesną Polskę, ale są to luźne asocjacje, nie prymitywne analogie czy aluzje. Nie da się łatwo wpisać tego spektaklu w aktualne podziały polityczne czy kulturowe. Jest raczej jak snop światła puszczony z boku, pod kątem innym niż zwykle. Wydobywa z ciemności nie to, co wszyscy spodziewają się zobaczyć, bo oglądają to od lat i komentują wciąż tak samo, w zgodzie z utartym nawykiem myślowym.

Jest to zatem ryzykowne przedsięwzięcie, które pozbawia jego twórcę łatwych sojuszy. Seweryn już się o tym przekonał, czytając, że jego "Irydion" świadczy o tym, iż "polski dramat romantyczny to dziś literatura obca", ponieważ nie mówi nic istotnego na temat "ekonomii czasów kryzysu".

Wszelako jest to także przedsięwzięcie ambitne. Jeśli będzie kontynuowane, Teatr Polski podejmie misję, którą polski teatr dawno porzucił, nie bacząc na to, że bywała fundamentem jego niegdysiejszej świetności.

Stanie się sceną sporu, zamiast być jego stroną. Przestrzenią dyskusji, a nie instrumentem konfliktu.

Wanda Zwinogrodzka
Gazeta Polska
21 lutego 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia