Ja to po prostu lubię robić

Rozmowa z Wiesławem Hołdysem

Przez bramę zazwyczaj przechodzimy i nie zatrzymujemy się. Pomyślałem: „Co by było, gdybyśmy zatrzymali się w bramie? Co by było, gdyby świat: Niebo, Piekło, Ziemię zbudować na małej przestrzeni w bramie, gdzie zwykle ludzie się mijają?".

Z okazji premiery spektaklu Teatru Mumerus „Historyja barzo cudna. Bunt upadłych aniołów", z reżyserem  Wiesławem Hołdysem rozmawia Monika Morusiewicz.

Monika Morusiewicz: W przyszłym roku Teatr Mumerus obchodzi 20-lecie pracy artystycznej. Dzisiejszy spektakl jest początkiem podsumowań?

Wiesław Hołdys: Niczego nie będę podsumowywał, dlatego że wolę patrzeć w przyszłość, a ostatecznego podsumowania i tak dokona los. Ale rzeczywiście Teatr Mumerus działa od blisko dwudziestu lat, a ja jako reżyser pracuję zawodowo od 30 lat. Natomiast temat dzisiejszego spektaklu chodził mi po głowie już od ponad 20 lat. Zresztą jestem pasjonatem literatury staropolskiej. Bardzo lubię ją czytać, ma olbrzymi urok.

Ma urok w języku czy w czymś innym?

W wielu rzeczach. W języku, który ma urok czegoś bardzo prostego - czegoś, co właśnie się stwarza. W początkowym okresie jego rozwoju nie ma w nim na przykład zbyt wielu zapożyczeń z innych języków (makaronizmy pojawiły się później), które tak jak współczesne anglicyzmy używane w nadmiarze psują polszczyznę. Szczególnie lubię literaturę nurtu plebejskiego, na przykład sowizdrzalską. Ta literatura musiała nazywać rzeczy wprost po imieniu, nazywać rzeczy dobitnie i często dosadnie, tak jak w tym dwuwierszu o babach: "O gomółkę serwatczaną jedna drugiej łaje / Czasem ich siedm załeb idą o mizerne jaje".

Staropolski język może pobudzić wyobraźnię?

Zdecydowanie tak. Czytam na głos, słucham i domyślam się przeróżnych znaczeń.

Wydawać by się mogło, że teksty staropolskie to teksty nieliterackie, niezrozumiałe, a jednak Pan wyciąga z nich pewną esencję.

Tak, te teksty mają nie tylko wartość semantyczną, znaczeniową, ale mają też wartość na przykład muzyczną. Pięknie brzmią, te słowa są bardzo dźwięczne.

Słychać to było w spektaklu. Idealnie wykorzystał też Pan w nim przestrzeń.

Z Muzeum Archeologicznym współpracujemy od lat, wykorzystując do naszych działań różne tutejsze przestrzenie. Tym razem pierwszy raz zagraliśmy w bramie. To jest takie miejsce przejściowe, tak jak Ziemia w adaptowanych do spektaklu tekstach apokryfów. Przez bramę zazwyczaj przechodzimy i nie zatrzymujemy się. Pomyślałem: „Co by było, gdybyśmy zatrzymali się w bramie? Co by było, gdyby świat: Niebo, Piekło, Ziemię zbudować na małej przestrzeni w bramie, gdzie zwykle ludzie się mijają?".

W tej bramie publiczność siedzi bardzo blisko siebie. Nie każdy wytrzymuje próbę ciszy.

Ta przestrzeń mówi. Bywa nieobliczalna. Nie wiemy, czy z zewnątrz nie usłyszymy głośniej muzyki albo innych dźwięków. Od czasu do czasu odzywają się wawelskie dzwony. Słychać dzieci bawiące się na położonym nieopodal placu zabaw. Aktorzy muszą być bardzo czujni na to, co się dzieje wokół nich. Staramy się, żeby widz miał wrażenie, że nasz spektakl jest rodzajem wyspy w otaczającej nas rzeczywistości.

Wiele było prób, żeby poczuć tę otaczającą przestrzeń?

Ponad 40. Nad spektaklem pracowaliśmy około 2 miesięcy, co jak na Teatr Mumerus jest tempem ekspresowym.

Planuje Pan kolejne spektakle?

"Historyja barzo cudna" będzie miała dwa wcielenia, ponieważ najprawdopodobniej w listopadzie odbędzie się premiera drugiej wersji w Teatrze Zależnym. W październiku będzie nowa premiera: „Zmora", przedstawienia oparte na trzech rozdziałach „Braci Karamazow" Dostojewskiego. Z tych trzech rozdziałów centralnym, najważniejszym jest rozmowa z tytułową zmorą czyli diabłem.

Jest to kontynuacja dzisiejszego spektaklu?

Te historie zazębiają się. Dwójka aktorów grających dzisiaj wystąpi też w „Zmorze". To też jest taki temat, który od lat chodził mi po głowie.

Długo zajmuje Panu wymyślanie koncepcji spektaklu?

Ostatnie przedstawienia są realizacjami, o których myślałem latami. Jak długo piszę scenariusz (który zresztą wielokrotnie zmienia się w trakcie realizacji przedstawienia)? Różnie, na przykład scenariusz do dzisiejszego spektaklu pisałem blisko pół roku. Musiałem wyciągnąć esencję z adaptowanych tekstów literackich. Scenariusz, a w konsekwencji przedstawienie nie może być przegadane. Czasami z akapitu należy wybrać jedno lub dwa zdania. Jest to pracochłonne. Ale ja to po prostu lubię robić.

___

Wiesław Hołdys (1958) – reżyser teatralny, założyciel krakowskiego Teatru Mumerus. Jest absolwentem teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (1984) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (1988). Zrealizował blisko sześćdziesiąt przedstawień, głównie w oparciu o własne autorskie scenariusze. Dwukrotny stypendysta Ministerstwa Kultury. W latach 2001-2005 był członkiem Komitetu Zarządzającego projektu teatralnego Unii Europejskiej pod nazwą "The Magic - Net". Pełni funkcję sekretarza zarządu Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STeN w Krakowie.

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
2 sierpnia 2018
Portrety
Wiesław Hołdys

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia