Jak dotrzeć do młodych

"Herosi transformacji vol. II. Wielki Transformator" - reż. Michał Walczak - Pożar w Burdelu

Festiwal "Wyłącz system" to radosna tradycja wspólnego obywatelskiego Święta Wolności, odbywająca się dla uczczenia wyborów 4 czerwca 1989 roku, kiedy to całe społeczeństwo podczas głosowania solidarnie powiedziało "nie" systemowi i dosłownie skreśliło komunistów.

Na zakończenie festiwalu teatralna trupa "Pożar w burdelu" pokazała w czwartek 4 czerwca w Teatrze WARSawy kolejne przedstawienie (w ramach cyklu liczącego już dwadzieścia trzy "odcinki") - spektakl pt. "Herosi transformacji II - wielki transformator". Każdy odcinek trupy Macieja Łubieńskiego i Michała Walczaka jest odrębną całością, a zarazem stanowi jeden z rozdziałów losów stałych postaci, czyli specyficznych mieszkańców Warszawy. Tym razem w przedstawieniu mamy tajemniczą śmierć, brawurowe śledztwo, podróże w czasie i wirtualną rzeczywistość kawiarni "Niespodzianka", śmiech antysystemu i łzy Balcero...

Założyciele trupy to historyk, varsavianista i dziennikarz - Maciej Łubieński, człowiek omnibus, który na scenie zaskakuje swoją wszechstronnością. Gra w zespole muzycznym, tańczy i śpiewa. Pomaga mu dramaturg, Michał Walczak, dziś prawie klasyk, którego sztuki grane są w Teatrze Narodowym, w Teatrze Telewizji, a także przez studentów w Akademii Teatralnej. Panowie stworzyli razem kabaret, który świetnie opowiada o naszych czasach, o Warszawie i Polakach.

Na świąteczne przedstawienie do Teatru WarSawy przyszło wielu radosnych ludzi, zadowolonych, że udało im się zdobyć wejściówkę i zająć jakiekolwiek miejsce. Przyszedł nawet pan z wiolonczelą oraz turysta dźwigający wielki plecak. Oskar Hamerski rozpoczął przedstawienie i zapytał publiczność o wiek, stan matrymonialny i przekonania polityczne, by na koniec stwierdzić, że mają od 30 do 100 lat. Zapytał, gdzie są młodzi widzowie, którzy swoimi wyborami kreują obecną rzeczywistość polityczną. Czy ich brak wynikał tylko ze zbyt wygórowanej ceny biletów wstępu?

"Pożar w burdelu" nawiązuje do najlepszych tradycji polskiego kabaretu literackiego. Osoba prowadząca, autorzy tekstów i własna muzyka kojarzą się nam z najlepszymi latami "Piwnicy pod barami". Nadpobudliwy Andrzej Konopka jako burdeltata przypominał wiecznie zabieganego w trakcie spektaklu Piotra Skrzyneckiego. Swoją osobowością i umiejętnością reagowania na wpadki (słynne "dziury" w piwnicy) wspomagał go Oskar Hamerski, który umiejętnie łatał pomyłki kolegów. Świetnie wyszedł z sytuacji, gdy artystka pomyliła nazwisko aktora Błacha z grających niegdyś Bluszczem. I kiedy później dalej myliła ich imiona, potrafił umiejętnie zatuszować wpadkę...

Andrzej Konopka ma w programie swój stały, aktualizowany numer, czyli kazanie księdza Marka Sowy - duszpasterza hipsterów. Rewelacyjny monolog pełen jest odnośników do aktualnej sytuacji politycznej, wypowiadany hipsterską nowomową rozbawia publiczność do łez.

Mimo że aktualności można traktować z przymrużeniem oka, to jednak pytanie O. Hamerskiego, kto głosował na Komorowskiego, zostało przyjęte przez widzów śmiertelnie poważnie i podnoszono rękę do góry, ale jakby ze wstydem. Pewne tematy kabaretu były poważne, zwłaszcza te dotyczące opuszczania Polski przez młodych emigrantów. Młodziutka Karolina Czarnecka, nierozumiejąca kłótni dorosłych, opuszcza ich i zostawia w dusznej atmosferze trwającej transformacji ustrojowej. Monika Babula, która dosłownie wcieliła się w postać Joanny Szczepkowskiej, stanowi przykład aktorskiej interpretacji osoby publicznej. Tomasz Drabek w podwójnej roli Balcerowicza - obecnego i tego sprzed 26 lat - przedstawił znakomitą etiudę o przeistaczaniu wiekowym polityków. Co do wieku - w porywającej formie śpiewała Maria Maj, której reinterpretacja słynnego songu w spolszczonej wersji "Born in PRL" porwała publiczność do wspólnego tańca i śpiewu. Przedstawienie było interaktywne. Widzowie rozmawiali z aktorami, tańczyli i śpiewali, a także pili wino przy scenie. O. Hamerski zaprosił do tańca Waszego recenzenta i wzbudził przy tym śmiech publiczności.

Dwugodzinne show zakończono tym razem, podobno wyjątkowo, bisami typu "The best of Pożar w burdelu". Pytanie, która z tych piosenek zostanie wielkim przebojem na miarę słynnej "Taka głupia to ja już nie jestem", znanej z wykonania piwnicznego Krystyny Zachwatowicz? Nie wiemy. Jednak warto podkreślić - Karolina Czarnecka ma 16 mln wejść na piosenkę "Hera, koka, hasz, lsd", a jej interpretacja burdelowej piosenki "Warszawskie anioły" to wzruszająca perełka aktorskiej interpretacji piosenki literackiej. Podobnie chwyta za serce Monika Babula i jej wykonanie "Szczurów w klatce". Oskar Hamerski, bardzo zdystansowany do swojego emploi amanta, przebojowo zaśpiewał "Pałac kultury Polakiem", a liryczna i mocna w wyrazie artystycznym Lena Piękniewska przypomniała wszystkim, jak w Polsce traktowana jest "kultura". Mariusz Laskowski, który jak żywo kojarzy się wszystkim z jednym z braci Marks, na bis zaśpiewał niezwykle aktualną piosenkę pod tytułem "Podpalacz tęczy".

Specjalnie wymieniam tytuły tych piosenek, aby zostały zapamiętane i aby je można było łatwo odszukać w wyszukiwarce muzycznej Youtube. Mają dziś one po około 12 tys. udostępnień, a nie jest to mało zważywszy na niszowość zjawiska, jakim jest "Pożar w burdelu". Brak informacji o artystycznych dokonaniach trupy teatralnej Łubieńskiego i Walczaka w mainstreamowych mediach na pewno nie stanie na przeszkodzie upowszechnianiu poszczególnych skeczy i piosenek. Andrzej Konopka jako duszpasterz hipsterów jest cytowany w kawiarniach na Placu Zbawiciela i nie tylko. Wszystko dzięki przeglądarce internetowej. Szkoda, że zdobycie biletu na kolejne przedstawienia "Pożaru w burdelu" praktycznie graniczy z cudem.

Wojciech Giczkowski
Teatr dla Was
13 sierpnia 2015

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia