Jak legendy słowińskie trafiły na plan teatralno-filmowy

Rozmowa z Michałem Tramerem - dyrektorem Teatru Lalki „Tęcza" w Słupsku

Dla Michała Tramera, dyrektora Teatru Lalki „Tęcza" w Słupsku, Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach okazało się naturalną scenerią do zrealizowania kilku filmów, nie tylko dla dzieci, na podstawie legend słowińskich. I w taki oto sposób, Michał Tramer, znany ze swych oryginalnych i fantastycznych pomysłów inscenizacyjnych, zadebiutował jako reżyser filmowy.

 Aktorzy teatru doskonale wpisali się w role postaci występujących w spektaklach. Animacja lalkami świadczy o ich znakomitym warsztacie. Samo zaś muzeum zamieniło się prawdziwy plan filmowy. Scenografią zajęła się Lucja Svobodová, która też zaprojektowała lalki. Warto tu podkreślić, że zostały one wykonane z przeogromną precyzją i plastycznym wyczuciem w pracowni teatru „Tęcza".

Muzykę, skomponował Maciej Rychły i Mateusz Rychły. Adaptacją legend zajął się Michał Tramer. A zdjęcia i cały proces postprodukcji powierzone zostały Tomaszowi Giczewskiemu. I trzeba przyznać, że ujęcia kamery w dużym stopniu uatrakcyjniają legendy. Ileż emocji budzą sceny pomiędzy Stolemem a dziewczyną, którą postanowił porwać. Ustawienie kamery w scenie, w której olbrzym trzyma w rękach filigranową dziewczynę, urealniają pomiędzy nimi proporcje i silnie działają na wyobraźnię małego widza. Także i odpowiednia reżyseria świateł sprawia, że opowiadane legendy otacza mgła tajemnicy, w której nie brakuje i elementów budzących strach. Tak jak opowieść o upiornej księżniczce żyjącej w Klukach, którą nazywano „Wieszcza", wywiera stosowne emocje u dzieci, ale nie u pewnego śmiałka. Jest też legenda o krasnoludkach nazywanych „dremne", czyli drobne. Wyglądem przypominały ludzi, ale były znacznie mniejsze i zazwyczaj mieszkały pod podłogą. Warto jeszcze kilka słów powiedzieć o samych adaptacjach słowińskich legend. Tłumaczą one w ciekawy sposób jak powstawały wydmy oraz kto przesadzał lasy. Podobno robiły to pomorskie olbrzymy, które nazywano stolemami.

I tak powstały filmy, w których realizatorzy wykorzystują mnóstwo technik teatru lalkowego. Jest też teatr cieni dodający takiego klimatu, jaki w teatrze lubią dzieci. Wielkie brawa dla wszystkich!

Na szczęście dyrektor Michał Tramer znalazł kilka chwil dla Dziennika Teatralnego i odpowiedział na pytania związane z tym multimedialnym projektem.

Ilona Słojewska - Jak narodził się pomysł inscenizacji legend kaszubskich i zrealizowanie ich w formie filmów? Co pana najbardziej zaciekawiło w legendach?

Michał Tramer - Autorką pomysłu jest Małgosia Dubasiewicz, koordynatorka projektu „Kluki z bliska – wirtualny spacer po muzeum i okolicy", realizowanego przez skansen w Klukach i Stowarzyszenie Promocji Regionu Słowińskiego „Kluka". To ona wymyśliła, żeby wirtualny spacer okrasić kilkoma scenkami. Zwróciła się do naszego teatru z pytaniem, czy podjęlibyśmy się tego zadania, jeszcze na etapie tworzenia projektu. Chętnie przyjęliśmy tę propozycję. Wkrótce okazało się że projekt uzyskał wsparcie w ramach programu „Kultura w sieci", więc mogliśmy brać się do dzieła.
Początkowo miały to być sfilmowane cztery proste scenki, ale kiedy zacząłem drążyć temat i zobaczyłem potencjał, jaki tkwi w pomorskiej demonologii postanowiłem, że zrobimy pełnowartościowe filmy krótkometrażowe. Sfilmowania podjął się Tomasz Giczewski, z którym mieliśmy już okazję współpracować, a do zaprojektowania i częściowo wykonania scenografii zaprosiliśmy Lucię Svobodovą – słowacką lalkarkę, mieszkającą w Czechach. Ja podjąłem się adaptacji słowińskich legend i reżyserii.

- Z jakimi wyzwaniami na planie teatralnym, a szczególnie zdjęciowym, spotkał się pan podczas pracy?

- Wyzwań było mnóstwo. Przede wszystkim skromny budżet, bo nie planowaliśmy tak dużej produkcji. Poza tym gonił nas czas – po pandemicznym przestoju mieliśmy swoistą „klęskę urodzaju". Domykaliśmy projekt „Śnieżka – komiks musical" oraz realizowaliśmy zaległą premierę „Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek". Musieliśmy nakręcić cały materiał w ciągu tygodnia. To było przede wszystkim ogromne wyzwanie organizacyjne. Mieliśmy każde ujęcie zaplanowane co do godziny. Dzięki temu udało nam się zmieścić w czasie – mieliśmy tylko jeden dzień opóźnienia z powodu złej pogody.
Dla mnie, osobiście, dużym wyzwaniem był sam scenariusz – legendy stanowią niezwykle ciekawy materiał, ale trudny do adaptacji, zwłaszcza legenda o powstaniu Kluk, która, sama w sobie, pozbawiona jest ciągłości fabularnej. Stąd zrodził się pomysł na postać dziadka, który opowiadając historię wnukowi, pełni role narratora.

Muzykę skomponował Maciej Rychły – legenda Kwartetu Jorgi, oryginalnego muzyka wplatającego do kompozycji muzyczne pierwiastki celtyckie i słowiańskie

- Tym razem Maciej, wraz z synem, stworzył muzykę opierając się na tradycji kaszubskiej. Na potrzeby całego projektu „Kluki w sieci" nagrali oni kilkadziesiąt utworów, z których mogliśmy do woli korzystać tworząc film. Na szczęście operator – Tomek Giczewski jest także muzykiem i znakomicie dopasował muzykę Rychłych do naszych filmów.

Jak pracuje się panu oraz całemu zespołowi podczas tego trudnego czasu? Co zmieniło się w pana artystycznym spojrzeniu na znaczenie teatru, a przede wszystkim obecności w nim widzów?

- Tutaj powinna się zacząć litania skarg i narzekań. Ale na poważnie – o tym, że czas jest trudny, już chyba nie trzeba mówić. Istotą teatru jest bezpośredni kontakt z widzem – bez widza teatr przestaje być teatrem. Oczywiście, staramy się wykorzystać nowoczesne środki przekazu, udzielając się w Internecie – lajki i komentarze na Facebooku stają się substytutem braw i podziękowań. To ciekawe zjawisko, ale nie zastąpi żywego kontaktu. Poza tym, wiadomo, dochodzą straty finansowe – dotacja „Tęczy" zaledwie pokrywa podstawowe koszty jej utrzymania, więc brak przychodów jest bardzo odczuwalny, szczególnie dla aktorów. Ale o tym mówiło się już wiele. Ja wierzę, że z największego kryzysu można wyciągnąć korzyść, tylko czasem jej efekty będą widoczne dopiero po jakimś czasie. Podobnie jest w obecnej sytuacji – wyjście ze strefy komfortu ma swoje plusy, zmusza nas do podjęcia zupełnie nowych działań i co za tym idzie rozwoju. Zaczynamy robić rzeczy, na które dotąd nie było czasu i stale przekonujemy się, jak wielki potencjał tkwi w naszym zespole. Czy w innych okolicznościach mielibyśmy okazję nakręcić legendy pomorskie? Czy powstałby pomysł na „Szaloną kuchnię Niedźwiedzia i Maszy"? Otworzyliśmy się na zupełnie nowe przestrzenie. Kiedyś pandemia się skończy, wrócimy do normalnej pracy, ale te doświadczenia i umiejętności nam pozostaną i pozostanie wiara w nasz ogromny potencjał.
Tak naprawdę to głównym problemem jest nie sama pandemia, ale chaotyczne decyzje ze strony władz. Decyzje o zamrażaniu lub otwieraniu teatrów zapadają z dnia na dzień, na miesiąc – to uniemożliwia jakiekolwiek planowanie. Gdyby minister kultury powiedział nam „dobra, zamykamy was na pół roku – radźcie sobie" to, jestem przekonany, poradzilibyśmy sobie. Wiemy już, że potrafimy być elastyczni, ale w tej sytuacji działamy w jakimś dziwnym stanie zawieszenia.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Wszystkie filmy zostały umieszczone na kanale YouTube:

„Dremne" https://www.youtube.com/watch?v=sSoe_zaVD-M&t=441s
„Jak powstały kluki" https://www.youtube.com/watch?v=CrXJ5-6FEEg&t=3s
„Wieszcza..." https://www.youtube.com/watch?v=zI7BFkRZ6o4
„Stolem" https://www.youtube.com/watch?v=EatrdTVzCxs&t=3s

Centrum Kultury w ramach programu „Kultura w sieci".

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
3 grudnia 2020
Portrety
Michał Tramer

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

WIELKIE GORĄCE SZYBKIE...
Zapowiedź reżysera.
W jaki sposób powstał wszechświat i c...