Jak powiew świeżego powietrza

"Bajadera" - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Wreszcie można było obejrzeć spektakl, w którym człowiek nie jest zbrukany, nie jest zdegradowany do roli marnego robaka, nie jest uprzedmiotowiony, a jego ciało nie zostało zohydzone. Przeciwnie, tutaj pokazano piękno wyrażone przy pomocy ludzkiego ciała.

 Bo jeśli sztuka ma wyrażać piękno, dobro i prawdę, to taka właśnie jest "Bajadera" - trzyaktowy balet romantyczny zrealizowany przez Natalię Makarową według klasycznej wersji choreograficznej Mariusa Petipy. Pośród zwulgaryzowanego w języku i obrazie bełkotu wypełniającego dzisiejsze sceny spektakl w Operze Narodowej jest jak świeży oddech powietrza. W dużej mierze dzięki wspaniałym kreacjom głównych bohaterów, ale nie tylko. 


Libretto baletu (autorstwa Mariusa Petipy i Siergieja Chudiekowa) utrzymane w romantycznej stylistyce stanowi baśniową opowieść o sile miłości, która jest w stanie pokonać nawet śmierć. Akcja toczy się w Indiach. Piękna Nikija, świątynna tancerka, tytułowa bajadera, zakochała się z wzajemnością w młodym, dzielnym wojowniku Solorze. Ale niestety, radża postanowił ożenić Solora ze swoją urodziwą córką Gamzatti. Ten broni się przed tym małżeństwem, lecz starania Gamzatti i jej uroda sprawiają, że młodzieniec skłania się coraz bardziej ku małżeństwu z córką radży i porzuca Nikiję. Ale kiedy Nikija na wezwanie przybywa do pałacu radży, by zatańczyć na zaręczynach jego córki z wojownikiem, odżywa w Solorze uczucie do tancerki. Zazdrosna Gamzatti każe służącej podarować Nikii kwiaty z ukrytym w nich jadowitym wężem. Otruta jadem tancerka umiera. Tęskniący za nią Solor widzi bajaderę w swoich snach (to widowiskowe i zarazem poetyckie sceny). Pragnie podążyć za ukochaną. W finale zło zostaje ukarane, a zakochani Nikija i Solor będą odtąd już razem w Królestwie Cieni. Naiwność libretta, charakterystyczna dla romantycznego gatunku baśniowego, została znakomicie przełożona na taniec już 133 lata temu. I mimo upływu czasu "Bajadera" wciąż sprawia wielką przyjemność publiczności. Oczywiście, jeżeli jest to balet w dobrym wykonaniu. Inaczej nie ma o czym mówić.

Wydarzeniem w warszawskiej "Bajaderze" miał być występ sławnej rosyjskiej primabaleriny Swietłany Zacharowej, uważanej dziś za jedną z największych tancerek w skali światowej, zwłaszcza jeśli chodzi o repertuar klasyczny. Ale ze względu na kontuzję stopy, artystka odwołała swój występ w Warszawie i zamiast niej w tytułowej partii bajadery wystąpiła pierwsza solistka Teatru Maryjskiego w Petersburgu - Alina Somova. To młoda i ogromnie utalentowana artystka. Mówi się o niej, iż jest następczynią Zacharowej. Po tym, co zobaczyliśmy, można śmiało powiedzieć, że czeka ją wielka światowa kariera.

Alina Somova o eterycznej, "kruchoroślinnej" sylwetce i dziewczęcej urodzie bezbłędnie wykonuje piruety i skoki z siłą godną mężczyzny. Przy tym zachwyca precyzją techniki i poezją ruchu. Kiedy tańczy, można odnieść wrażenie, że jej bohaterka - Nikija, nie stąpa po ziemi, lecz płynie nad sceną, nie dotykając podłogi. Ta płynność ruchu układa się w melodię. To jest tak, jakby swoim ciałem, całą sylwetką śpiewała pieśń miłości, a potem cierpienia i smutku. Każdy gest, każdy krok to harmonia ruchu z muzyką. Orkiestra sprawnie prowadzona przez Tadeusza Kozłowskiego uwyraźnia ową spójność choreografii i muzyki.

Wspaniała synchronizacja ruchu i muzyki wynika także z partytury muzycznej, gdzie wyraźnie zaznaczony jest każdy ruch, każda ewolucja taneczna. Tutaj materia muzyczna została napisana do układów choreograficznych i wyraźnie im podporządkowana. Na przykładzie partytury widać doskonałe porozumienie autora muzyki Ludwiga Minkusa i choreografa Mariusa Petipy. Tak napisana partytura harmonijnie splata się z ewolucjami tanecznymi artysty, oczywiście, jeśli tancerz temu sprosta.

Ową harmonijną synchronizację tańca i muzyki wspaniale widać też u znakomitego tancerza Denisa Matvienki kreującego postać indyjskiego wojownika - Solora. Matvienko - podobnie jak Alina Somova - jest pierwszym solistą Baletu Teatru Maryjskiego w Petersburgu. Klasę tancerza widać już w pierwszym akcie, w znakomitym pas de deux jego bohatera - Solora, z Nikiją, a potem z Gamzatti (dobra rola Magdaleny Ciechowicz). Ale najbardziej efektowne są u niego piruety i ciąg skoków (jeden po drugim) brawurowo wykonanych i zaraz potem łagodnie przechodzących w spokojniejszy ruch. Doskonale opanowane rzemiosło, czystość techniczna, elegancja ruchu i dbałość o każdy detal, a do tego stosowna mimika aktorska ukazują charakter bohatera i budują w pełni wiarygodną postać Solora.

Nie można nie zwrócić uwagi na dobre role drugoplanowe, jak na przykład świetnie zatańczoną przez Pawła Koncewoja postać Złotego Bożka, czy na role charakterystyczne z zadaniami aktorskimi, które współbudują specyficzny klimat spektaklu. Taką postacią jest Aja, służąca Gamzatti, wyraziście poprowadzona przez Anitę Kuskowską.

Także ważnym elementem przedstawienia są piękne wizualnie sceny z corps de ballet, które tworzą wspaniały, widowiskowy plan spektaklu. A ukoronowaniem urody i poetyckości "Bajadery" jest obraz "Królestwo Cieni" o stylistyce nawiązującej do innego, najsłynniejszego baletu Petipy - "Jeziora łabędziego". Ta część bywa też inscenizowana przez choreografów jako byt autonomiczny, zasadzający się głównie na urodzie plastycznej baletu.

Galowe przedstawienie wznowionej po długiej przerwie "Bajadery" (premiera odbyła się w 2004 r.) spowodowane jest specjalną okazją, mianowicie, w tym roku w lipcu minie 100 lat od śmierci Mariusa Petipy, wybitnego artysty, tancerza, choreografa uważanego za ojca baletu klasycznego. Wśród choreografii do około pięćdziesięciu baletów znajdują się takie arcydzieła sztuki choreograficznej, jak "Don Kichot", "Jezioro łabędzie" czy "Bajadera". To wielka klasyka. Jej wartość - mimo upływu czasu i zmiany mód - nie przemija. Bo prawdziwa sztuka niesie wartości ponadczasowe i zawsze w centrum stawia człowieka w jego rozlicznych uwarunkowaniach i nigdy go nie uprzedmiotawia. W przeciwieństwie do sztuki dzisiaj tworzonej, która w większości nie tylko odbiera człowiekowi godność osoby ludzkiej, ale jest zaprzeczeniem istoty sztuki, istoty tworzenia, istoty artyzmu.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
3 lutego 2010

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia