Jak rozmawiać o uczuciach i nie dać się zwariować

"Emocjałki" - reż. Adam Biernacki - Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Edukacyjna bajka zakończyła się trudną do opanowania bitwą na poduszki. Na premierowym pokazie bezduszna dziecięca publiczność od naprawdę wartościowej treści wolała bezmyślną zabawę. Dlaczego?

Nie od dziś wiadomo, że dzieci to najtrudniejsza widownia. Najbardziej wymagająca, wyczulona na blef, bezwzględna. Najlepszym tego przykładem była publiczność na premierze "Emocjałek" w Teatrze Dramatycznym. Świetne w swojej koncepcji przedstawienie - które powstało na podstawie "Wielkiej księgi uczuć" Grzegorza Kasdepke -dosłownie rozniosły. Jedyne co mogły wynieść z tej wizyty to pyszna, w mniemaniu najmłodszych, zabawa. Bo któż z nas nie chciałby bezkarnie rzucać w dorosłych poduszkami obserwując ich narastającą frustrację i bezsilność? Tym bardziej że rodzice czy opiekunowie nawet nie próbowali uspokoić rozentuzjazmowanych pociech. Nieliczni zaczęli reagować kiedy było już zdecydowanie za późno.

Zachowanie dzieci, nierzadko dość agresywne, dziwi tym bardziej że fabuła sztuki, którą wyreżyserował Adam Biernacki jest naprawdę interesująca. Zawadiacki Bodzio (Rafał Olszewski), urocza Rozalka (Justyna Godlewska-Kruczkowska), a także przesłodka Pani Miłka (Dorota Białkowska) dziecięcym językiem próbują nazwać różne uczucia. Jest tu radość i gniew, odwaga i strach, miłość i zazdrość, nuda i smutek. By zrozumieć czym jest wstręt można przypomnieć sobie o paskudnym duecie, czyli marchewce i groszku. Tęsknotę poczują ci, którzy zgubią swoją ukochaną zabawkę. Są też ciekawe wierszyki, melodyjne piosenki i uwielbiane przez najmłodszych animacje wykonane z dziecięcych rysunków. Niestety, tych atrakcji publiczność zebrana na premierze nie zarejestrowała.

Być może premiera była wyjątkowo pechowa, ale nie da się ukryć, że twórcy popełnili kilka błędów. Za mocno zawierzyli konieczności interakcji z publicznością, nie wyznaczyli też wyraźnych granic między sceną a widownią. I, niestety, nie zaciekawili dzieci. Bezdyskusyjnie maluchom zabrakło chociażby karcącego wzroku dorosłych, ale w przedstawieniu od początku nie było odpowiedniego wciągnięcia w tę inscenizację.

Szkoda twórców, którzy napracowali się przy tej realizacji. Żal też dzieci, którym umknęła okazja obejrzenia zabawnej historii. Zanim "Emoq'ałki" wyruszą w tournee po szkołach i przedszkolach w regionie trzeba je dopracować i skrócić.

Anna Kopeć
Kurier Poranny
4 listopada 2015

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia