Jak Toni Kaczer z Poznania dyrektorem teatru został

o najdłużej w Polsce urzędującym dyrektorze

Antoni Kończal nominację na dyrektora naczelnego Poznańskiego Teatru Lalki i Aktora Marcinek otrzymał 1 stycznia 1980 roku. Namaściła sama Leokadia Serafinowicz. Wcześniej przez dziesięć lat obserwując go bacznie jako inspicjenta, aktora i zastępcę dyrektora.

Ojciec Antoniego Kończala robił wszystko, aby jego syn nie został artystą. Chociaż, co jakiś czas w życiu Antosia pojawiała się jakaś "teatralna kłoda". Zgodnie z wolą ojca nie został artystą, tylko dyrektorem naczelnym teatru. 

Pierwszy raz teatr stanął na jego drodze, kiedy skończył trzy lata i został zaangażowany do Opery Poznańskiej.

O godz. 20 dziecko ma spać

- Mój wujek był dyrektorem administracyjnych za dyrekcji Waleriana Bierdiajewa - wspomina Antoni Kończal. - Potrzebowali chłopczyka do "Madame Butterfly". Rodzice początkowo się zgodzili, ale po trzech spektaklach ojciec się zbuntował i stwierdził, że tak być dłużej nie może, bo dziecko o godzinie 20 powinno być już w łóżku, a nie na scenie. Nieco później na mój talent zwrócił uwagę mój drugi wujek, sławny na całą Polskę kontrabasista ABC, czyli Adam Bronisław Ciechański. Spotykaliśmy się niemal w każdą niedzielę u babci po południu na kawie i placku. Wujek wystukiwał mi rytm i kazał odgadywać piosenki. Byłem w tym dobry. Zaproponował, aby rodzice zapisali mnie do chóru Stefana Stuligro-sza. Ale znowu na przeszkodzie stanął ojciec. Kazał mi się uczyć, choć z tą nauką było różnie.

Wiadomo, że z czasem wpływ rodziców maleje. Antoni Koń-czal w czasach studenckich (studiował polonistykę) najpierw zaczął statystować w operze, a potem przystał do Teatru Nurt. - To było bardzo ważne doświadczenie - zauważa dyrektor Teatru Animacji. - Nam się wszystkim wtedy chciało, chociaż wszyscy mieliśmy po równo, wszyscy byliśmy biedni. Występowało się dla satysfakcji. Kasa się nie liczyła. W swoich papierach zachowałem pierwszą recenzję, w której wymienił mnie Ryszard Danecki: "Coś w tym Tonim zauważyłem. Może to nie jest do końca artysta, ale ma jakiś dar". Wtedy, co zrozumiałe, byłem Toni Kaczer, a nie zwykły Antoni Kończal.

Antoni Kończal nie ukrywa, że doświadczenia ze studenckiego Teatru Nurt procentują. Tam guru był Janusz Nyczak. - Jak on coś powiedział, to była świętość. Przecież wszystko, co robił, robił dla naszego dobra. Umiał nas przekonać, zjednać do swoich pomysłów. Coś mi z Janusza zostało. W teatrze musi być decydent, ale zanim postawi on kropkę nad i, to musi dyskutować, rozmawiać - uważa.

To jest moja droga

Lata mijały, a ojciec domagał się, by jego syn przyjął porządną posadę, a nie jakieś kabarety, teatry, kluby studenckie. W Wod-Rolu wytrzymał jednak zaledwie pół roku. I wtedy koleżanka powiedziała mu o tym, że Leokadia Serafinowicz szuka inspicjenta w popularnym Teatrze Marcinek na Świętym Marcinie. Poszedł na spotkanie, ale nie liczył na wiele. Tymczasem po półgodzinnej rozmowie z panią Leokadią dostał pracę. Rozpoczął 1 września 1970 roku. Początkowo śmieszyli go dorośli udający za parawanem dzieci. Z czasem zaczął zauważać piękne role. Zaczęło go to wciągać. To jest moja droga - pomyślał. Ale po próbie wieczornej w Marcinku biegał na próby do Teatru Nurt w Maskach, gdzie przygotowywali legendarną premierę "Operetki" Witolda Gombrowicza w reżyserii Janusza Nyczaka. Z czasem do obowiązków inspicjenta doszły nowe. Antoni Kończal grał w przedstawieniach jako aktor. W 1976 roku został zastępcą dyrektora do spraw administracyjnych. Zdaje się, że już wtedy Leokadia Serafinowicz i jej następca Wojciech Wieczorkiewicz dostrzegli w Kończalu przyszłego sukcesora na dyrektorskim stołku.

- Oni mieli "nosa" do ludzi - opowiada Kończal. - Oni odkryli dla teatru dla dzieci Jana Berdyszaka, Krzysztofa Pendereckiego, Jerzego Miliana I pewnie szukali kogoś, kto nie zmarnuje tego wszystkiego, co zrobili. Odchodząc w 1980 roku, zostawili nam świetny teatr. Z myślą o nich i Janie Berdyszaku powstała Rada Programowa, co dla nas nieopierzonych szefów, było bardzo ważne. Moim zastępcą do spraw artystycznych został Alojzy Zwierzyński. Trochę mi żal tego okresu. Kiedyś wychowywało się następców. Proszę sobie wyobrazić, jaki autorytet mieli wtedy ustępujący dyrektorzy, że wskazywali, kto ma ich zastąpić. A przecież miał jeszcze swoją pozycję Komitet Wojewódzki PZPR. No tak, ale pani Leokadii wszyscy słuchali. Kiedy jej i Wojtka Wieczorkiewicza zabrakło, było mi bardzo trudno. Na dodatek Aleks został w Niemczech, bo - jak napisał w liście do władz - nie mógł się odnaleźć w polskiej rzeczywistości. Po nim przez sezon szefem artystycznym był Maciej Lejman. Na następne dwa sezony dyrektorem artystycznym został Andrzej Bieżan, kompozytor. Zginął w wypadku. Po _nim przyszedł Maciej Tondera, ale nie został zaakceptowany przez Poznań. Nie było łatwo. Po odejściu Macieja na festiwalu w Białymstoku zobaczyłem przedstawienie Janusza Ryl-Krystianowskiego. Nie znałem go osobiście. Wiedziałem tylko, że prowadzi teatr w Jeleniej Górze, że jego wuj zakładał Teatr Arlekin w Łodzi, a ojciec pracował w krakowskiej Grotesce. Poszedłem do Wydziału Kultury i powiedziałem, że jest w Jeleniej Górze człowiek, który robi świetny teatr. Pojechaliśmy na premierę, porozmawialiśmy z nim, a on przyjął zaproszenie. Pracujemy razem 20 lat.

Nie w środę, _to w czwartek

Teatr Animacji (taką nazwę przyjął Teatr Marcinek po _przyjściu do Poznania Janusza Ryl-Krystianowskiego) uchodzi za bardzo ważny teatr dla dzieci i młodzieży w Polsce. Mówi się, że panuje w nim niespotykana gdzie indziej atmosfera. Rządzą nim dwie silne i oryginalne osobowości. Janusz Ryl-Krystianowski i Antoni Kończal - świetnie się uzupełniają. Antoni Kończal pytany o receptę na dyrektorski sukces, odpowiada: _- Można ułożyć dekalog dyrektora (patrz ramka), ale jeśli ktoś nie kocha tego, co robi, to nie powinien się za tę robotę brać. Bardzo często dyrektorowi naczelnemu wydaje się, że jest mądrzejszy od artysty. Tymczasem dyrektor artystyczny jest po to - zabrzmi banalnie - aby kierował sprawami artystycznymi. W obecnym układzie z Januszem Ryl-Krystianowskim jesteśmy spod tego samego znaku, ba, urodziliśmy się tego samego dnia i miesiąca tylko innego roku. Dwa Barany, co nie znaczy, że my nie robimy nic innego, tylko siedzimy i patrzymy sobie w oczy. My się bardzo często spieramy. Ale to nie wychodzi poza cztery ściany naszego gabinetu. Dlatego mówi się, że my mówimy jednym głosem. Tylko dzięki temu możemy kierować zespołem. Nasi koledzy z zespołu nie mogą zauważyć, że między nami jest coś nie tak. Poza tym może być szaro, niedobrze, źle, jeśli człowiek nie wierzy, że jutro zaświeci słońce, to w zasadzie nie żyje. Z tym trzeba się urodzić albo nauczyć. Pamiętam z dzieciństwa taki wierszyk, który opowiadała mi w szpitalu jakaś pani, chyba śpiewaczka operetkowa:

Choćbyś miał ze szczytu_ spaść na samo dno,
choćby ci jak po gruzach wszystko szło, 
ty uśmiechaj się i wierz, że zdobędziesz to, co chcesz, 
zawsze więc zapamiętaj _sobie to: 
zawsze w sercu noś pogodę, 
miej rozpromienioną twarz 
nie udało się we środę, 
to przed sobą czwartek masz. 

Teatr Animacji w Poznaniu sprawia wrażenie wielkiej szczęśliwej rodziny, na czele której stoją dwaj panowie. Antoni Kończal nie twierdzi, że są grupą aniołów i dodaje natychmiast: - Widziałem wiele rozpadających się teatrów. W teatrach albo się wierzy dyrektorowi, albo nie. Jeśli się komuś nie podoba lider, to musi odejść, poszukać sobie nowego miejsca. Jeśli przyjmujemy kogoś nowego, to patrzymy nie tylko na jego talent, ale i na to, czy on wejdzie w ten zespół, czy się zaaklimatyzuje. U nas do pracy wszyscy przychodzą uśmiechnięci, bo jak widzę, że ktoś jest w gorszym humorze, to albo schodzę mu z drogi, albo staram się go rozweselić. Kiedy robi mi się samemu smutno, przypominam sobie arię z jakiejś operetki: "Uśmiech na ustach choć w sercu jest ból, to najcudowniejsza z życiowych jest ról".

Dekalog długoletniego dyrektora _ jednego teatru wg Antoniego Kończala

1. Najważniejsza jest pasja.
2. Znać swoje miejsce w szeregu. 
3. Bronić swoich racji. 
4. Umieć przyznać się do błędu.
5. Zaufanie pracowników.
6. Nie można być pamiętliwym.
7. Wieczny optymizm.
8. Uśmiech na ustach.
9. Świetna atmosfera w domu, bo to się udziela.
10. Pozytywny stosunek do władz.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
6 stycznia 2010

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia