Jak w antycznej tragedii

rozmowa z Adamem Nalepą

- Nie chcieliśmy, aby nasze pomysły kisły i starzały się w szufladach biurek. Zrealizowaliśmy kilka premier, ale przede wszystkim myślę, że ważnym wydarzeniem stał się festiwal Sopot Non-Fiction, poświęcony teatrowi dokumentalnemu. Festiwal połączony z warsztatami, którym towarzyszą czytanie sztuk, słuchowiska, wykłady, spotkania z twórcami

Z Adamem Nalepą, reżyserem sztuki "Nord-Ost", której premiera odbyła się wczoraj, podczas festiwalu Non Fiction, rozmawia Grażyna Antoniewicz:

Dlaczego wybrał Pan tę sztukę? Temat trudny, na scenie tylko trzy aktorki...

- Ten tekst chodził za mną od kilku lat. To pierwsza sztuka, którą przełożyłem na język polski z niemieckiego. Tłumaczyłem ją po to, aby samemu ją zrealizować. Urzekła mnie forma, która przypomina mój ulubiony teatr antyczny. Są tam trzy silne role dla kobiet. Torstenowi Buchsteinerowi udało się stworzyć dramat, który w przejmujący sposób balansuje na pograniczu teatralności i dokumentu.

Zainspirowały go dramatyczne wydarzenia w Moskwie sprzed 11 lat.

- To sztuka o napadzie Czeczenów na Teatr na Dubrowce. Napastnicy biorą 850 widzów jako zakładników. Ich żądanie: wycofanie się armii rosyjskiej z Czeczenii. Akcja trwa 57 godzin, 170 osób przypłaca ją życiem. Zaskakujące, jak bardzo ta sztuka jest aktualna, mimo że przypomina wydarzenia z 2002 roku. Opowiada o tym, czym jest wojna, że mężczyźni jadą walczyć, a kobiety zostają i muszą się uporać z osamotnieniem, bezsilnością, rozpaczą, zakasać rękawy i zacząć budować na gruzach nowe życie. W sztuce wspólnym mianownikiem jest to, że kobiety są wdowami.

Próby trwały zaledwie trzy tygodnie.

- Bardzo szybko w mojej głowie powstają obrazy, wiem, jak chciałbym ten tekst opowiedzieć, ale na ogół podczas prób zakreślamy olbrzymie koło, oddalamy się, szukamy innych dróg. W efekcie końcowym zawsze na ogół lądujemy w tym samym miejscu, miejscu, w którym byliśmy na początku. Teraz przez trzy tygodnie trzeba było szybko podejmować decyzje, a aktorki musiały w błyskawicznym tempie emocjonalnie wejść w role. To była piękna teatralna lekcja.

Przed dwoma laty, wspólnie z Sylwią Górą-Weber, Grzegorzem Sierzputowskim i Tomaszem Weberem, założyliście Fundację Teatru BOTO. Nie macie stałej siedziby, a jednak wiele się dzieje, o BOTO jest głośno.

- Nie chcieliśmy, aby nasze pomysły kisły i starzały się w szufladach biurek. Zrealizowaliśmy kilka premier, ale przede wszystkim myślę, że ważnym wydarzeniem stał się festiwal Sopot Non Fiction, poświęcony teatrowi dokumentalnemu. Festiwal połączony z warsztatami, którym towarzyszą czytanie sztuk, słuchowiska, wykłady, spotkania z twórcami.

Program festiwalu jest rzeczywiście bogaty i rozwija się z roku na rok.

- W tym roku oglądamy spektakle, które się narodziły podczas pierwszej edycji. Takim owocem jest interesująca sztuka "Niewierni". Na ubiegłorocznym festiwalu Piotr Ratajczak i Piotr Rowicki dyskutowali na temat apostazji i zaprezentowali wstępną wersję tekstu. "Niewiernych" zrealizował krakowski Teatr Łaźnia Nowa. Cieszę się, że udało mi się spotkać z Romanem Pawłowskim i realizować wspólnie z nim Sopot Non Fiction.

To druga odsłona festiwalu Non Fiction, znacznie bogatsza, ciekawsza.

- Na pierwszym festiwalu były problemy ze znalezieniem miejsca, w którym mogłyby się odbywać warsztaty. W tym roku mamy osiem takich miejsc - to znaczy, że miasto otwiera się teatralnie.

Ale co z siedzibą? BOTO wciąż jest bezdomne.

- Rozmawialiśmy z szefem Teatru na Plaży, jest szansa, że raz w tygodniu będziemy tam się spotykali.

Pana plany teatralne to...

- Dalsza współpraca z BOTO, realizacja małych form teatralnych. Wkrótce w Kaliszu zaczynam "Sen nocy letniej" Williama Szekspira, potem będę reżyserował w Teatrze Wybrzeże, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy z dyrektorem Orzechowskim, jaka to będzie sztuka.

Grażyna Antoniewicz
POLSKA Dziennik Bałtycki
30 sierpnia 2013
Portrety
Adam Nalepa

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia