Jak w magnetycznym transie

"Requiemaszyna" - reż. Marta Górnicka - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

"Requiemaszyna" to nic innego jak powrót do korzeni prawdziwego teatru i roli chóru, jako kluczowego elementu konstrukcji spektaklu teatralnego. I jak to z klasyką i dobrymi wzorcami bywa, reżyserce Marcie Górnickiej udaje się osiągnąć efekt imponujący poprzez "rewitalizację" techniki już nieco zapomnianej i zaniedbanej we współczesnym teatrze. Po raz kolejny stawia ona na przekaz oparty o chór jako "nośnik narracji", a muzykę/śpiew zastępuje słowem mówionym i to o tyle nietypowym, że wykorzystującym wiersze Władysława Broniewskiego, fragmenty tekstów propagandowych, listów, przemówień, dziecięcych wyliczanek...

Te rozbieżności w ciężarze gatunkowym i znaczeniu poszczególnych wersów dodają finezji całości i potęgują efekt konwencji, w jakiej utrzymany jest cały spektakl. Libretto (o tym rodzaju przekazu treści może tutaj być tylko mowa) jest tu bowiem zręczną żonglerką słowem/dźwiękiem jako plastycznym narzędziem; ta ekwilibrystyka słowna staje się bohaterem przedstawienia wcale nie mniej ważnym od każdego uczestnika chóru z osobna i chóru jako zespołu w całości. Tutaj proste słowo wypowiedziane na przykład na wdechu potrafi nagle dotrzeć do kompletnie nowego wymiaru. Dwadzieścia pięć (tym razem zarówno kobiecych, jak i męskich) głosów ubarwia i koloruje przestrzeń, eksperymentując z powtórzeniami, echem, z zaskakującą czasem intonacją i potyczkami dykcyjnymi. Co istotne, nie cierpi na tym treść, a imponująca jest wręcz w tym spektaklu równowaga między jego zawartością myślową a formą. I tak oto widz staje się świadkiem powstania projektu niebanalnego, szlachetnie prostego, a jednocześnie angażującego od A do Z. Spektakl ten wymaga niebywałej wprost precyzji i dyscypliny w zespole aktorów, a za wszystkimi twórcami stoi bezsprzecznie katorżnicza praca w osiągnięciu synergii i porozumienia, tym bardziej, że przez cały praktycznie spektakl aktorzy nie utrzymują ze sobą kontaktu wzrokowego i są wpatrzeni tylko w publiczność. Dzięki temu nie ma mowy nawet o chwilowym spadku napięcia, a kameralna widownia IT śledzi ruch sceniczny jak w magnetycznym transie, potęgowanym bodźcami dźwiękowymi. Niezaprzeczalnym walorem tego przedstawienia jest fakt, że w dzisiejszych czasach, tak mocno przeładowanych słowem, nieustannym szumem informacji w tle, w czasach nieznoszących ciszy, przy całym swoim natężeniu i skali spektakl ten nie męczy w najmniejszym nawet stopniu. Melodia słów i ich rytm są w "Requiemaszyna" dokładnie przemyślane i co najważniejsze nieprzypadkowe. Gama reakcji i równolegle prowokowanych spektaklem myśli nie ma końca. Warto doświadczyć tego wydarzenia już dla samej przyjemności obcowania ze sztuką tak oryginalną i cechującą się nietuzinkową śmiałością twórczą.

Zaraz po wyjściu z teatru przypadkowo natknąłem się na manifestację Młodzieży Wszechpolskiej w centrum Warszawy. Tam też było wiele dźwięków, zdecydowanie mniej treści; ktoś wziął sobie za punkt honoru osiągnięcie roli chóru, ktoś natężeniem dźwięku starał się wpłynąć na czyjeś emocje. Ten dysonans między muzyką słów w spektaklu, a raniącym słuch wrzaskiem i pospolitym hałasem manifestacji, uzmysłowił mi jeszcze dobitniej z jak wysublimowanym dziełem mamy do czynienia w przypadku "Requiemaszyna".

Marek Kubiak
Teatr dla Was
16 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia