Jak w zwierciadle

1. Festiwal Debiutantów Pierwszy Kontakt

Mocnym akcentem rozpoczął się Festiwal Debiutantów "Pierwszy kontakt" w Toruniu, będący teatralnym spotkaniem pracujących po raz pierwszy na scenie reżyserów i aktorów, który zainaugurowany został prezentacją spektaklu z Teatru Współczesnego z Warszawy

Wypełniona po brzegi widownia Teatru im. Wilama Horzycy wraz jurorami – Anna R. Burzyńska, Krzysztof Globisz, Piotr Kruszczyński – obejrzała „Sztukę bez tytułu” Antoniego Czechowa, w tłumaczeniu Adama Tarna i Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej, w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Debiutantem w tym przedstawieniu był Grzegorz Daukszewicz, absolwent Akademii Teatralnej, wcielający się w  postać Sergiusza.

O spektaklu „Sztuka bez tytułu”, której premiera odbyła się w Teatrze Współczesnym w Warszawie 19 grudnia 2009 roku, napisano już bardzo wiele. Również rankingi, podsumowujące sezon artystyczny 2009/2010 w polskich teatrach,  nie pominęły realizatorów i wykonawców tego naprawdę znakomitego przedstawienia: Agnieszki Glińskiej (najlepsze opracowanie tekstu, reżyseria), Borysa Szyca (rola Płatonowa), Moniki Krzywkowskiej (rola Generałowej), Dominiki Kluźniak (rola Saszy), Janusza Michałowskiego (rola Tryleckiego), Andrzeja Zielińskiego (rola Osipa) i Grzegorza Daukszewicza (najciekawszy debiut).

Toruński pokaz „Płatonowa”, bo pod takim tytułem najczęściej gra się ten dramat Czechowa, potwierdził tylko klasę tej inscenizacji, zarówno w warstwie pomysłów reżysersko-interpretacyjnych, jak i w rewelacyjnym wypełnieniu poszczególnych zadań aktorskich. Agnieszka Glińska przede wszystkim uwierzyła w tekst, o czym świadczy choćby niewielka ilość skreśleń i zachowanie wielowątkowości,  dlatego nie „przepisuje” i nie dekonstruuje  dramatu jak Maja Kleczewska w bydgoskiej realizacji tworząc w konsekwencji bardziej wariacje na temat Czechowowskich bohaterów, lecz świadomie stawia na linearność opowiadanej historii, na fabularną atrakcyjność i wieloznaczność ujawniającą się w bogactwie  ludzkich charakterów. Nie znaczy to wcale, że reżyserka  idzie utartymi ścieżkami teatralnych konwencji. Bo o jednorodności stylistycznej raczej trudno w tym przypadku mówić.  Spektakl zaskakuje już od pierwszego aktu, kiedy oglądamy aktorów siedzących w rzędzie krzeseł i wypowiadających  kwestie wprost do publiczności.

Podobnie jest w części trzeciej, kiedy zamiast dwójkowych scen kochanek z Płatonowem, oglądamy wszystkie panie siedzące na jednej kanapie i niemalże równocześnie próbujące rozliczać Płatonowa z jego haniebnych czynów. Taki sposób prowadzenia opowieści tworzy ciekawą konstrukcję teatralną, która stawia jakby w nawias wszystko to, co na scenie słyszymy i widzimy. Każde działanie, słowo i jednocześnie każdy portret ludzki. Idąc taką drogą Agnieszka Glińska próbuje odkleić się od czystego realizmu (ten jest obecny w akcie drugim, podczas zabawy w ogrodzie Anny Wojnicew i wtedy aktorzy mają cały czas ze sobą kontakt), od bebechowatej, pustej emocjonalności i psychologizowania tworzonego  metodą Stanisławskiego, podążając kierunku teatralnej umowności i budowania dystansu nie pozbawionego błazeńsko-ironicznego postscriptum. Takie założenia konstrukcyjne pozwalają na ukazanie całej złożoności charakterów ludzkich, przede wszystkim  od strony ich prowincjonalności, małostkowości, bezsilności  i przyziemności,  objawiających się nieprzyzwoitością, egocentryzmem, interesownością, zaborczością,  brakiem aspiracji oraz  wyższych życiowych celów; wartości, które mogłyby porządkować  nieposkładany, skrachowany świat Czechowowskich rozbitków. Takie pomysły sceniczno-reżyserskie, czerpiące pełnymi garściami z różnych konwencji i stylistyk, zawierających obok elementów czysto komediowych również te rodem z farsy i wyciskających łzy harlequinów, a obok realizmu  metafizyczno-oniryczny sposób obrazowania, dały również możliwość  zastosowania  ciekawych rozwiązań w potraktowaniu postaci dramatu przez aktorów.

„Sztuka bez tytułu” to bez wątpienia spektakl na bardzo wysokim poziomie aktorskim. I to zarówno wśród młodego pokolenia aktorów, jak i tych starszej generacji. Tutaj niezwykle barwne, pełnokrwiste i wiarygodne  postaci tworzą zarówno Damian Damięcki (Pietrin), Piotr Garlicki (Szczerbuk), Leon Charewicz (Głagoliew), jak i Wojciech Żołądkiewicz (Mikołaj), Katarzyna Dąbrowska (Sonia) czy Monika Pikuła (Maria Grekow). W zasadzie każda z ról zagranych w przedstawieniu Glińskiej zasługuje na osobne omówienie, bo nie ma tutaj postaci zagranej jedną kreską od początku do końca. Wszyscy bohaterowie są wielowymiarowi. Oczywiście, że najbardziej efektowne sceny należą do Borysa Szyca, najpierw podczas pierwszej rozmowy z Osipem, później w finale, kiedy aktor genialnie oddaje całą gamę emocjonalnego rozdygotania i pomimo wszystko wzrusza, choć sytuuje przecież tak naprawdę  swojego bohatera w przestrzeni tragiczno-komicznej. Ta tragikomiczna  perspektywa wybrzmiewa w interpretacji Agnieszki Glińskiej i aktorów teatru Macieja Englerta szalenie współcześnie,  oddaje naszą dzisiejszą wrażliwość i stawia przed nami zwierciadło, w którym możemy się przejrzeć.

Wiesław Kowalski
Teatr dla Was
23 maja 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia