Jak właściwie wygląda pchła?

"Pchła Szachrajka" - reż. Jacek Gierczak - Miejski Teatr Miniatura w Gdańśku

Twórcy inscenizacji "Pchły Szachrajki" z Teatru Miniatura (a konkretnie reżyser i autor piosenek - Jacek Gierczak, oraz autorka scenografii - Grażyna Kilarska) podjęli się nie lada zadania i myślę, że wyszli z niego obronną ręką, tworząc spektakl barwny, wciągający i zrozumiały nawet dla trzylatka

Ze wstydem muszę przyznać, że wybierając się z moim trzyletnim synem na przedstawienie „Pchła Szachrajka" do Teatru Miniatura w Gdańsku bezskutecznie próbowałam znaleźć w naszej opasłej biblioteczce klasyczny już przecież tekst Jana Brzechwy. I choć posiadamy co najmniej trzy zbiory wierszy tego wybitnego autora, nigdzie nie znalazłam „Pchły Szachrajki". Zastanawiając się, jak to możliwe, również ze wstydem doszłam do wniosku, że sama nie bardzo pamiętam ten tekst, choć obecność „Pchły..." w polskiej literaturze dziecięcej jest dla mnie równie oczywista jak fakt, że 2+2=4.

Z pomocą przyszedł jak zawsze Internet, gdzie odnalazłam pełną wersję tekstu, a w Teatrze już podczas pierwszej piosenki otwierającej spektakl, przekonałam się, że sami autorzy sztuki mieli świadomość, biorąc ten tekst na warsztat, że mierzą się z dziełem wybitnym, choć na pewno nie bardzo popularnym i trochę zapomnianym. Dlaczego? Odpowiedź znalazłam dość szybko, próbując przeczytać tekst mojemu trzyletniemu synowi (wydrukowany bez obrazków z Internetu): tekst jest długi i cały pisany wierszem, a do tego opowiada o Pchle. Kto to właściwie jest Pchła? Jak ją narysować? Biedronki mają kropki, pszczoły paski, świerszcze skrzypce, a motyle kolorowe skrzydła... a jak przedstawić pchłę?

W spektaklu odnajdujemy całą masę skrótów i symboli, które oswajają dziecko z językiem teatru, unikając jednocześnie spłaszczeń i oczywistości. Aktorzy, choć jest ich tylko ósemka, równie dobrze wcielają się w tłum owadów na balu u Trzmiela, co w całą chmarę marynarzy na statku towarowym, a bez względu na płeć, równie przekonująco odtwarzają zarówno role damskie, jak i męskie. Wyraźnie bawią się intonacją, zmieniają nie tylko kostiumy, ale także mimikę, imitują wady zgryzu i akcenty. W spektaklu słychać wiele języków obcych - niektóre pojawiają się ze względów oczywistych, jak angielski, kiedy Pchła Szachrajka udziela Kice „lekcji języka angielskiego". Inne wprowadzone są jakby dla kolorytu, nadając spektaklowi wymiaru wielokulturowego. Osobiście zauroczyły mnie dwa takie momenty: scena z żydowskim kupcem, okraszona akcentem języka jidysz i muzyką żydowską oraz scena w wagonie kolejowym, gdzie słychać nie tylko różne akcenty i gwary, ale także aktorzy sami, za pomocą ust i niewielkich instrumentów, imitują mowę pędzącego pociągu.

Scenografia jest niezwykle prosta i pozostawia przestrzeń dla wyobraźni dziecka. Podział spektaklu na wyraźne części, odpowiadające kolejnym szachrajstwom Pchły, ułatwia odbiór szczególnie najmłodszej części publiczności - dodatkowo świetne piosenki i zabawne układy choreograficzne (jak rock\'n\'roll Kiki z Kelnerem czy tańce na balu u Trzmiela) szybko i skutecznie powstrzymują jakiekolwiek objawy znudzenia.

Aby nie było zbyt różowo, wypomnę spektaklowi jedną wadę - wspólną dla większości spektakli dla dzieci, jakie w ostatnim czasie zdarzyło mi się oglądać. Jest to, moim zdaniem, zupełnie nieuzasadniona próba przypodobania się dorosłej publiczności. Kiedy mowa o paleniu fajki, aktor spontanicznie krzyczy: „dopalacze", kiedy Pchła płynie na statku, razem z Kapitanem robią figurę prosto z filmu „Titanic" Stevena Spilebrga (co podkreślone jest dodatkowo motywem muzycznym), a w jednym z tekstów piosenek pojawiają się hasła typu „śpiewać jak Doda", „gwiazdy TVN-u i Polsatu"... - to tylko niektóre z prób zaimponowania rodzicom. Pytanie, czy skuteczne i czy oby na pewno rodzić wybierając się z dzieckiem do teatru chce się mierzyć z „dorosłą tematyką". Bo nie łudźmy się - to, co rozśmiesza rodzica - budzi największą ciekawość u dzieci i to nie siebie, ale właśnie swoje pociechy rodzice muszą z tymi tematami później zmierzyć. Nie ma na szczęście takich prób zbyt wiele, a przedstawienie jest smaczne, wyważone i zabawne przede wszystkim dla najmłodszej publiczności.

Humor to zresztą zasługa zarówno świetnego tekstu, jak i fantastycznej gry aktorskiej, a w szczególności wirtuozerskiego popisu odtwórczyni tytułowej roli, Joanny Tomasik. Świetny kostium, fantastyczna interpretacja tekstu, mimika i cała „pchla" fizjonomia pani Joanny są niezwykle przekonujące. Kiedy Pchła robi „maślane oczy", miękną nam nogi; kiedy płacze i jest nieszczęśliwa, kruszy nasze serca, a kiedy knuje, robi to z takim wdziękiem, że nie dziwimy się, iż wszyscy wokoło nabierają się na jej szachrajstwa. Dzisiaj, gdy czytam synowi tekst Jana Brzechwy pt. „Pchła Szachrajka", nie mam już wątpliwości, jak wygląda tytułowa PCHŁA.

Na koniec refleksja, która może niektórych oburzyć, ale z natury staram się nie popadać w przesadę i nie ulegać presji - w tym wypadku presji przesadzonej poprawności politycznej. „Pchła Szachrajka" to moim zdaniem jednak sztuka przede wszystkim dla dziewcząt. Kobiecość, zamiłowanie do fatałaszków i babskich ploteczek tytułowej bohaterki oraz matrymonialne wątki sprawiły, że chłopcy od czasu do czasu okazywali znudzenie. A kiedy na drugi dzień po wizycie w Teatrze zapytałam mojego syna, co najbardziej podobało mu się w sztuce, odpowiedział bez wahania: „kiedy Pchłę zamknęli w więzieniu". Jednak w imię wychowania dzieci, w duchu miłości do dobrej literatury i dobrego teatru, polecam wszystkim rodzicom spotkanie z „Pchłą Szachrajką" w gdańskim Teatrze Miniatura.

Urszula Morga
Qlturka.pl
5 listopada 2010

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia