Jak Wojowniczka ratowała książki

"Wojowniczka" - reż. Judyta Berłowska - Teatr im. W. Bogusławskiego w Kaliszu

"Wojowniczka" według Marine Carteron w reżyserii Judyty Berłowskiej to najnowszy spektakl kaliskiego teatru. Jym razem jest to przedsięwzięcie adresowane do młodzieży.

Premiera "Wojowniczki" odbyła się nietypowo, bo pomiędzy świętami Bożego Narodzenia a sylwestrem, a dokładniej w minioną sobotę. Jako fabularny punkt wyjścia autorom spektaklu posłużyła powieść dla młodzieży pt. "Moja siostra wojowniczka". Określili oni nawet przedział wiekowy potencjalnych widzów - od 13. do 17. roku życia. Czy trafią tym widowiskiem do serc nastolatków? Odpowiedź na to pytanie wydaje się kluczowa.

Cieszy wyraźne i pozytywne przesłanie. Młodzi bohaterowie starają się uratować książki zagrożone przez tajemniczą organizację czy sektę dążącą do stopniowego zniszczenia wszelkiej literatury. Taka oś fabularna pociąga za sobą konieczność zastanowienia się nad rolą słowa pisanego w naszym życiu. W przeszłości bywało już ono zagrożone przez różnej maści totalitaryzmy, a dziś do tych zagrożeń dochodzi jeszcze jedno - rosnąca siła kultury obrazkowej i wypieranie tradycyjnej książki przez różnego rodzaj u nowinki technologiczne.

Dwie kluczowe role, Cezaryny i Augusta, grane są przez młodych aktorów pracujących w kaliskim teatrze dopiero od niedawna - Aleksandrę Pałkę i Jakuba Łopatkę. Młoda, bo urodzona w 1989 r., jest również reżyserka Judyta Berłowska, absolwentka warszawskiej Akademii Teatralnej i krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Czy to wystarczy, by przekonać młodych widzów, że to "ich" teatr? Jeśli nie, to w spektaklu mamy jeszcze prezentacje multimedialne, dźwięki latających helikopterów, odgłosy wystrzałów i postać wzorowaną na Lordzie Vaderze. A oprócz tego mnóstwo książek na półkach, co jest zasadniczym elementem scenografii. Rozczarowuje nieco muzyka, bo podobno jest, a jakoby jej nie było. Odpowiednio dobrana i zaakcentowana mogłaby być ważnym atutem tego spektaklu i kolejnym wabikiem.

Tymczasem w "Wojowniczce" jest tak dyskretna, że można przegapić jej istnienie. Spektakl trwa nieco ponad godzinę^na wartkąakcję i chyba nie nudzi. Kłopot w tym, że w sobotni wieczór 30 grudnia na widowni zasiedli głównie ludzie mający znacznie więcej niż 17 lat, nie mówiąc już o dolnej granicy wiekowej określonej przez autorów spektaklu.

Jak zareaguje na "Wojowniczkę" prawdziwa młodzież? Tego nadal nie wiemy.

Robert Kordes
Życie Kalisza
13 stycznia 2018

Książka tygodnia

Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Maria Rostworowska

Trailer tygodnia