Jak zatańczyć „Kopciuszka"

„Kopciuszek” - chor. Giorgio Madia - Opera Krakowska

Wszyscy byliśmy kiedyś dziećmi i kochaliśmy bajki. Mnie ta miłość pozostała. Dzisiaj odbieram i rozumiem je inaczej niż kilka dekad temu, ale ciągle mam potrzebę zanurzenia się w światy, w których dobroć, wrażliwość i zwykłe człowieczeństwo zostają nagrodzone, a ci źli ponoszą konsekwencje swojego negatywnego stosunku do świata.

Baletowa wersja „Kopciuszka", w choreografii i inscenizacji Giorgio Madii, wystawiana na deskach Opery Krakowskiej, przyciągnęła moją uwagę nie tylko dla tego, że to baśń bliska mojemu sercu, ale też dlatego, że zainteresowało mnie to, w jaki sposób i z jakim efektem opowieść opisaną słowami przełożono na język tańca.

Widowisko zaprezentowane przez Zespół Baletowy opery zrobiło na mnie duże wrażenie, a co ważniejsze przypadło też do gustu młodej publiczności licznie wypełniającej widownię. Okazało się, że dzieciom zmiana języka przekazu zupełnie nie przeszkadzała, a sądząc po komentarzach młodszych widzów, dzielących się emocjami z opiekunami, dobiegających do moich uszu podczas spektaklu, taniec, muzyka, perfekcyjne oddawanie przez aktorów emocji za pomocą ruchu (tańca i gestów) i mimiki zrobiło na nich duże wrażenie. Świetnie bawili się też dojrzali widzowie, co potwierdziła długa owacja na stojąco po zakończeniu przedstawienia.

Twórcy widowiska postawili na pokazanie głównego wątku historii życzliwej wszystkim dziewczyny, zapatrzonych w siebie samolubnych sióstr i złej macochy, zadbali jednak o to, by była ona pełna ciepła, delikatnego, budzącego śmiech publiczności humoru, który doskonale współgrał z treścią baśni znanej na wszystkich kontynentach, opowiadającej o skromności i zachłanności, dobrym sercu i braku empatii, a przy tym przekazującej istotne treści społeczne, co wcale nie jest sztuką ani prostą, ani łatwą do realizacji.

Zaprezentowana widzom opowieść o Kopciuszku była dopracowana w każdym szczególe. Realizując tę historię twórcy spójnie połączyli ze sobą elementy baletu, teatru cieni, tańca, muzyki, pantomimy i gry kolorów uzyskując ciekawy obraz, silnie oddziałujący na wrażliwość emocjonalną i wizualną patrzącego, a przy tym doskonale oddający semantyczny przekaz zaprezentowanej baśni. Warto przy tym zaznaczyć, że teatr cieni wyraźnie podzielił przekaz na dwie części. Pierwsza, ilustrowana przez cienie, jest pięknym wspomnieniem, w którym Kopciuszek (Marianna Bąk) przeżywał swoje szczęśliwe dzieciństwo z matką i ojcem. Kończy się ono wprawdzie wraz ze śmiercią ojca, ale pozostawia w samotnym dziecku uczucia, empatię wobec każdej żywej istoty, wiarę, że istnieje magia, która może zmienić rzeczywistość. Druga, będąca baletowym i tanecznym widowiskiem okraszonym śpiewem i muzyką pokazuje aktualne życie i losy dorosłego Kopciuszka.

Robi wrażenie scenografia i wkomponowane w nią stroje aktorów. Dobrym pomysłem, za który wyrazy uznania należą się Cordelii Matthes, było uszycie kostiumów Kopciuszka i Lokajów z materiału, którego wzór i kolor był taki sam jak ścian pokoju, w którym mieszkała Macocha wraz z córkami. Ten drobny, pozornie zupełnie pozbawiony znaczenia zabieg, w gruncie rzeczy jasno określił pozycję Kopciuszka w jej własnym domu. Traktowana przez Macochę jak służąca, staje się dla niej i jej córek zupełnie niewidoczna, gdy tylko spełni ich zachcianki i przestają jej potrzebować.

Równie przemyślany jest dobór strojów gości podczas balu organizowanego na zamku królewskim. Salą balową staje się zalana ciepłym światłem (Giorgio Madia) scena, na której tańczą pary w jasnych pastelowych barwach sprawiających wrażenie jednolitego tła. Na nim zaś dominują zaledwie dwa elementy: intensywnie błękitny książę bezskutecznie usiłujący wymknąć się tropiącym go między tańczącymi parami siostrom Kopciuszka i one same ubrane w krzyczące na tle pasteli intensywne żółcie. Trzecim jest tytułowa bohaterka pojawiająca się nieco później w białym stroju z jednej strony idealnie wkomponowanym w stroje pozostałych tancerzy barwą, wskazującą w jakim kręgu postaci jest jej miejsce, z drugiej zaś, dzięki jednolitej barwie stroju umieszczającym ją w grupie najintensywniej w scenie balu eksponowanej.

Świetna jest też gra samych aktorów przekazujących stan fizyczny i emocjonalny granych przez nich bohaterów wyłącznie niemal wyrazistą, pełną ekspresji pantomimą skrojoną na miarę każdej z odtwarzanych postaci. W scenie balu warto tu wspomnieć księcia (Dzmitry Prokharau), perfekcyjnie gestami rąk i całą postawą ciała wyrażającego swój popłoch podczas ucieczki i krycia się przed depczącymi mu po piętach pannami. Zachwyt budziło też zgranie tancerzy odtwarzających zbiorowe układy i dotyczy to zarówno sceny balu, jak i pozostałych epizodów, choćby tańca Lokajów, w którym każdy gest duetu jest precyzyjnie zsynchronizowany.

Fenomenalni w kobiecych rolach są Victor Korpusenko w roli Macochy oraz Adam Mośko i Yauheni Yatskevich w roli jej córek. Macocha Korpuszenki jest postawną, pełną energii matroną, twardą ręką trzymającą dom zmarłego męża i spełniającą każdy kaprys córek. Jej córki zaś, równie postawne jak matka, są wprawdzie niezgrabne, pozbawione wdzięku i empatii, niemniej jednak wpisany w te role humor, znacznie łagodzący brutalność przekazu braci Grimm został przez panów uzyskany nie tylko przez uderzający kontrast tej trójki z filigranowym Kopciuszkiem, jej wdziękiem, delikatnością i uśmiechem obecnym przez cały spektakl na twarzy Mizuki Kurosawy grającej tę postać, ale też dzięki wyraźnemu przerysowaniu niezgrabności i obcesowości ich zachowań. Osobne gratulacje należą się panom za umiejętne, pełne wyrazu i wdzięku chodzenie na obcasach. Naturalnością i budzącym śmiech widzów roztargnieniem obdarzono dobrą wróżkę (Gabriela Kubacka), dzięki której Kopciuszek dotarł na bal. I przyznać trzeba, że jest to jedna z tych postaci, które przykuwają uwagę widza, nawet wówczas, kiedy pojawiają się tylko we fragmentach.

W sumie zespołowi Opery Krakowskiej można tylko pogratulować tak fenomenalnego przedstawienia i tak precyzyjnie splecionych różnych odmian teatru w jedną, spójną, a przy tym atrakcyjną wizualnie i teściowo całość. Ciekawym pomysłem jest też pokazanie, że dosyć ponurą w oryginalnej wersji historię można pokazać zupełnie inaczej, wcale nie przekreślając jej tradycyjnego przesłania, a tylko nieco inaczej rozkładając akcenty na poszczególnych jej fragmentach i obdarzając całość odpowiednimi barwami.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
15 czerwca 2019
Portrety
Giorgio Madia

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia