Jak złowić grubą rybę?

"Grube Ryby" - reż: Krystyna Janda - Teatr Polonia w Warszawie

"Grube ryby" Teatru Polonia z Warszawy przyciągnęły tłumy na XX Gliwickie Spotkania Teatralne. Sztuka Michała Bałuckiego napisana w 1881 roku okazała się nadal bardzo aktualna.

Mało jest sztuk, które zrobione są w tak tradycyjny sposób. Jeżeli ktoś szuka teatralnych eksperymentów, nowatorskich pomysłów i innowacyjnych rozwiązań, to w tej sztuce na pewno ich nie znajdzie. „Grube Ryby” zachwycają prostotą wykonania oraz czerpaniem z tradycyjnych wzorców.

Rzecz dzieje się w salonie państwa Ciaputkiewiczów. Dorota (Wiesława Mazurkiewicz) i Onufry (Ignacy Gogolewski) czekają na przyjazd swojej wnuczki Wandzi (Małgorzata Kocik) i jej koleżanki Helenki (Justyna Kulig). Nie zdają sobie sprawy ile zamieszania może wprowadzić ukochana wnuczka i jej rozbrykana, uparta koleżanka. Intrygi wymierzone w dwóch starych kawalerów (Cezary Żak i Artur Barciś) prowadzą do wielu zaskakujących sytuacji i częstych wybuchów śmiechu.

Wistowski i Pagatowicz, czyli tytułowe „grube ryby” twierdzą, że nigdy się nie ożenią, trzeba bowiem bronić się przed pannami, które tylko czyhają na ich majątki, „bo i pensyjka niezła i po ciotce ładna sukcesyjka” – powie jeden z nich. Ale, czy będą umieli oprzeć się urokowi dwóch młodych panien? I czy na pewno Wandzi i Helence chodzi o zamążpójście? A może to tylko drobna mistyfikacją prowadząca do osiągnięcia wyższego celu? 

Jak na dobrą komedię przystało wszystko do końca jest niewiadome, a mnogość wątków i celowe zapętlenia dają aktorom duże pole do ukazania swoich aktorskich umiejętności. Nie sposób nie wspomnieć o tytułowych bohaterach, w których wcielili się Cezary Żak i Artur Barciś. Już samo pojawienie się ich postaci na scenie wywołało spory entuzjazm. W strojach rodem z XIX wieku i świetnej charakteryzacji stworzyli bardzo dobre komiczne kreacje, które dopełniała cudowna scenografia, bogato zapełniająca przestrzeń sceniczną. Uwagę przyciągał również bardzo prosty język i dialogi jakie prowadzili bohaterowie - odpowiednio zaaranżowane spełniały funkcję, jaką powinno nieść obcowanie z tekstem komediowym. Wszystko bardzo dobrze wywarzone – bez zbędnego silenia się na żarty i gwiazdorskich popisów – lekko i przyjemnie.

Tak skrojona farsa pokazała, że warto sięgać do sprawdzonych, tradycyjnych form wystawiania sztuk, a nieco zakurzone już utwory mogą okazać się nadal bardzo aktualne i modne.

Kamila Golik
Dziennik Teatralny Łódź
22 maja 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...