Jeśli masz przesłanie, to wyślij list. Otwarcie MFT „Kontaktu"

23. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Kontakt

„Po dzisiejszym spotkaniu, was tu w Toruniu zapamiętam dlatego, że nie mówiliście o bieżącej sytuacji politycznej w Polsce." – powiedział dziś Thomas Ostermeier, reżyser spektaklu otwierającego MFT „Kontakt" w Toruniu.

Istotnie, nie mówiliśmy o naszej sytuacji, a była po temu okazja i to podczas spektaklu. Bowiem w zaprezentowanym dziś „Wrogu ludu" Ostermeiera, miejsce obecnej w dramacie Ibsena ciżby, zajęliśmy my – publiczność. Zaproponowana przez niemiecki zespół forma interakcji, nie była chwytem samym w sobie, obliczonym wyłącznie na urozmaicenie czy spotęgowanie uwagi. Rzadko się zdarza, by między dwoma stronami sceny wywiązała się regularna i konkluzywna dyskusja.. Wymianę zdań, do której doszło tym razem, komentowano jeszcze długo po spektaklu we foyer Toruńskiego Teatru wraz z twórcami.

Miała to być rozmowa, która obnaży mechanizmy funkcjonowania prawdy w obiegu publicznym; te mechanizmy pokazano nam, stawiając przed nami zwierciadło i zmuszając do tego, byśmy się w nim przejrzeli. Pisuje się nagminnie, że nie można było na to i tamto pozostać obojętnym. Otóż, właśnie na to nie można było. Staranność z jaką przeprowadzono prowokację, jej celność i skuteczność znajduje przełożenie na całą sztukę, w której nie ma miejsca na elementy zbędne (ani na antrakt).

Ibsenowski „Wróg ludu" został zaadaptowany z wielkim wyczuciem i przy zachowaniu ducha oryginalnego dramatu. Stockmann (Christoph Gawenda) jest młodym naukowcem, odkrycie którego dokonuje jest tyleż wyrazem ambicji, co idealizmu, który niebawem przerodzi się w radykalizm, by następnie wypalić się całkiem i zwietrzeć. Nie ma tu postaci jednoznacznych, są te, którym kłamstwo idzie lepiej i gorzej. Na scenie panuje co najmniej relatywizm moralny i panuje niepodzielnie. Jest to nieprzyjemne, choć otrzeźwiające – nikt nie ma monopolu na prawdę. Ani ze Stockamanna Prometeusz, ani z jego oponentów prawdziwe demony. Co najwyżej tanie, dobrze znane, obłaskawione. Stockmann jest nonkonformistą, ale tylko do czasu i chyba na skutek własnych zranionych ambicji. Występuje w imieniu prawdy, ale czy sam jej wreszcie nie pogwałci, gdy zniknie motyw, by o nią walczyć? Czy nie znajdzie się okoliczność, w której i on zacznie przy prawdzie manipulować? Czy tylko politycy mijają się z prawdą i czy rzeczywiście jest ona domeną tzw. większości? Czy czasami wszyscy sobie na prawdzie nie używamy? Tego się od Ostermeiera nie dowiemy, bowiem nie jest on tak naiwny, by udzielać odpowiedzi. Jego bohater nie wsiądzie na łódkę i nie podryfuje z idealistyczną negacją zastanego porządku na ustach. Jego bohater to bohater z krwi i kości, czyli nie-do-końca-bohater. Jest on tylko człowiekiem.

Pewien dziennikarz na spotkaniu z twórcami postawił reżyserowi pytanie banalne a zabarwione wyrzutem: czy jego teatr jeszcze o coś walczy? W odpowiedzi, Ostermeier powiedział: „Teatr to coś większego niż polityka. Jak mawia Woody Allen: jeśli masz przesłanie, wyślij list." Otóż to, „Wróg ludu" problemu nie rozwiązuje, ale stawia pewien problemat i nim obraca. To ma do siebie wielka lub przynajmniej rozsądna sztuka, że jątrzy, ale nie wygłupia się z propozycjami rozwiązań.

 

Paulina Żebrowska
Dziennik Teatralny
23 maja 2016

Książka tygodnia

Za kulisami
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Dorota Jarząbek-Wasyl

Trailer tygodnia

XXIV Bydgoski Festiwal...