Jest taka zabawa - każdy trup to kieliszek wódki

Felieton Dany Łukasińskiej

W niektórych wersjach dochodzą jeszcze kieliszki wypite przy każdym oglądanym akcie seksualnym. Zabawę wymyślili fani serialu "Gra o tron" Georga R.R. Martina. Nie ma odcinka, na koniec którego można pozostać trzeźwym. Ale warto sobie uzmysłowić, że w ilości trupów Wiliam Szekspir bije na głowę Georga R.R. Martina. Nie bójmy się powiedzieć, William był "seryjnym mordercą". Jak policzył Josh Jones - a do tego przedstawił rodzaje śmierci w specjalnym diagramie kołowym - w 37 sztukach Szekspira ginie 74 bohaterów. W 50 odcinkach "Gry o tron" "tylko" 61.

Jak na 74 śmierci stosunkowo niewielką liczbę postaci wysłał Szekspir na tamten świat poprzez samobójstwo. I zawsze były to samobójstwa udane, bo samobójców nie udało się uratować. Całe szczęście dla nich. W przeciwnym wypadku ponieśliby karę. Ekskomuniki, pozbawienia godności i majątku, a czasem nawet karę śmierci, z tym, że w bardziej okrutnym wydaniu. Zresztą Szekspir starannie dobierał samobójców i ich pochodzenie. Otello zabija się w Wenecji, po tym, jak odkrywa, że był dupkiem, a zakochani na zabój Romeo i Julia giną z rąk własnych w Weronie. Lukrecja popełnia samobójstwo w starożytnym Rzymie, a jeśli jakieś postaci w sztukach Szekspira zabijają się na terenie ojczyzny Szekspira, to są to na ogół osoby nikczemne: Goneryla zabija się w mitycznej Brytanii, a Lady Makbet w Szkocji. Nic dziwnego, że Szekspir był tak ostrożny - niemal w całej Europie w tym czasie, a w niektórych krajach aż do czasów współczesnych - samobójstwo było karane (jako akt prawny w Anglii i Walii do 1961, a w Irlandii aż do 1993r.!). Za czasów Szekspira zwłoki samobójców były wleczone, ćwiartowane, kamienowane, łamane kołem albo palone. Potem sprawiano im "ośli pochówek", grzebiąc je pod szubienicą, na rozstaju dróg albo, w geście łaski, pod ogrodzeniem cmentarza. Ciało Lady Makbet łamane pośmiertnie kołem? Do przeżycia, ale takiej Julii?

Łatwo sobie wyobrazić, że Ofelia, owładnięta szaleństwem, mogła utopić się sama z siebie - rzecz jednak w tym, że nie mogła. Po prostu Szekspir nie mógł pozwolić, by postać niewinnej dziewczyny, która już tyle wycierpiała za życia, na koniec jeszcze skazała się na wieczne potępienie. Wówczas scena pogrzebu wyglądałaby zupełnie inaczej, a grad kamieni, który wtedy musiałby spaść na ciało Ofelii, spadłby również na samego autora. Jak widać, czasem nawet Szekspir liczył się z emocjami widza.

I choć Polska, jako kraj prawie nie występuje u Szekspira (tylko kilka napomknień), to w czasach szekspirowskich była (i nadal pozostaje) wyjątkowym krajem, w którym samobójstwa nigdy nie były karane przez prawo. Być może, gdyby Szekspir o tym wiedział, wybrałby polską ziemię za miejsce akcji którejś ze swoich tragedii z bohaterem samobójcą? Szkoda, że o tym nie pomyślał. Pozbawił nas blasku, chwały i setek śledztw, czy aby na pewno był to akt śmierci samobójczej, którymi żyłyby zapewne całe pokolenia dramaturgów.

Biorąc pod uwagę fakt, że rząd naszego kraju obwołał się obrońcą wszelkiego życia, niepoczętego, poczętego, wydanego na świat bądź poronionego, to naprawdę dziwi ta utrzymująca się wiekowa samobójcza swoboda. I skoro nakazuje się nam (się) urodzić (do czego po becikowym, jak prorokują cynicy, państwo namawiać nas będzie ogłaszając "gwałcikowe"), a potem z nakazu rządu żyć, cieszyć powinna perspektywa, że póki co, wolno nam bezkarnie decydować o naszej śmierci. Ale lepiej nie rozgłaszać tego - być może ostatniego - aktu wolności, jeszcze go co poniektórzy posłowie odkryją i rzucą się na niego jak hieny cmentarne. Aż chciałoby się zakrzyknąć: ciszej nad tą trumną.

Dana Łukasińska
e-teatr.pl
12 grudnia 2016

Książka tygodnia

Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia