Jestem mewa, trzeba mnie zabić

"Mewa" - reż. Gabriel Gietzky - Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach - XV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje:

12 marca w Teatrze Śląskim w ramach XV Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" wystawiono "Mewę" w reż. Gabriela Gietzky'ego. Choć spektakl Teatru Śląskiego na scenie gości już niemal rok, jest jedną ze świeższych realizacji prezentowanych w tegorocznym konkursie Interpreteacji.

Sztuka podejmuje temat ludzkiego nieszczęścia, życiowego niespełnienia i niemocy działania. Jeśli za symbol szczęścia i spełnionych marzeń przyjąć tytułową mewę, stan bohaterów trafnie ujmują słowa podające ze sceny: „Jestem mewa, trzeba mnie zabić". Bohaterowie trwają bowiem w zawieszeniu, nie mając siły woli w walce o własne szczęśliwe życie. Istotny jest także poruszany temat teatralnych konwencji, roli sztuki i artystów. Reżyser nie zadaje jednak nowych pytań - próbuje raczej odpowiedzieć na te zadane juz przez Czechowa.

W śląskiej realizacji dzieła Czechowa nakładają się na siebie różne teatralne konwencje przy równoczesnym ukazywaniu dążeń i tęsknot bohaterów. Równolegle toczą się więc rozważania na temat sztuki i człowieka.

Siedząc niemal z brzegu rzędu, nie zauważyłam nawet, że lekko spóźniony starszy pan siedzący obok mnie, nie jest zwykłym widzem. Chwilę później był już na scenie przedstawiając się z imienia i nazwiska (prawdziwego) oraz informując, jaką rolę będzie grał w spektaklu. To próba zatarcia granic między aktorem, a widzem, ale także – między realnością, a grą aktorską. To również wyraźne przypomnienie, że jesteśmy w teatrze, a wszystko co stanie się na scenie – nie będzie prawdziwe.

W pierwszych zdaniach wypowiadanych ze sceny słyszymy z ust Kostka (Bartłomiej Błaszczyński), młodego niespełnionego artysty, że teatrowi potrzeba nowych form, innych od rutyniarskiego i anachronicznego realizmu, który pokazuje świat jedynie takim jakim jest. Sztuka jest krajobrazem, filozofia – poezją. Teatr nie może zatem pokazywać świata realnego. Wyobraźnia widza nie może pozostać obojętna, musi współdziałać z aktem kreacyjnym aktorów. Jednak dyskusja o kondycji teatru, inspirowana fragmentami z Hegla, Arystotelesa, Kołakowskiego, Artauda i Schopenhauera, zakończona zostaje stwierdzeniem Kostka, że to wszystko „bez sensu". Reżyser sygnalizuje przeżytek dotychczasowych form, ale także to, że każda nowa forma szybko staje się starą i już niewystarczającą. Sygnalizuje – lecz sam nie znajduje środków by w tym bezsensie znaleźć sens.

W tle burzliwych zdań wypowiadanych przez Kostka słychać kojące dźwięki utworów Lou Reeda i Armstronga. Łagodnie śpiewają o tym, że świat jest piękny, a nasze dni – wspaniałe. Być może to sygnal, że ponad życiowymi „burzami i naporami" świat jest spokojny i dobry. Bardziej prawdopodobna jest jednak lekka kpina wpleciona w tym miejscu przez Gietzky'ego.

Bohaterowie sztuki są nieszczęśliwi świadomie, jak Masza (Ewa Kutynia), nosząca żałobę po własnym życiu, lub - nie do końca świadomie, jak doktor, który nie widzi szansy na zmiany w swoim życiu – wszak to za późno bo ma już.. 55 lat! Pisarz Trigorin (Dariusz Chojnacki) jest nieszczęśliwy, bo wciąż jest poganiany aby pisać, nie potrafi poradzić sobie z ubieraniem w słowa obrazów własnej wyobraźni. Nina (Karina Grabowska) także jest nieszczęśliwa, ponieważ pragnie zostać aktorką. Deklaruje, że mogłaby cierpieć biedę byle tylko być artystką. Gdy już nią zostaje – wcale nie jest tak jak sobie wymarzyła - dostaje przeciętne role w przeciętnych teatrach, stwierdzając na koniec, że każdy musi przecież nieść swój krzyż, a najważniejsze to być wytrwałym w cierpieniach życia. Kostek nie może odnaleźć się w świecie jako artysta. Początkowo jego nowatorska sztuka nie zostaje przez nikogo zrozumiana, a jego idee przemiany teatru nie są akceptowane. Gdy po dwóch latach staje się sławnym pisarzem, dochodzi do wniosku, że jednak nowa forma sztuki, za którą dotychczas gonił, nie jest najważniejsza. Istotny jest tylko zapis stanu duszy twórcy.

Niemoc, brak woli życia i tchórzostwo w działaniu, to coś co wszystkich bohaterów łączy. Żadne z nich nie zadaje sobie trudu, aby walczyć o własne marzenia i własne szczęście.Na wszystkie dolegliwości i życiowe cierpienia przepisywana jest im przez doktora.. waleriana.

Ciekawym elementem spektaklu jest scenografia Marii Kanigowskiej. Konstrukcje sceniczne są zaprojektowane z wyobraźnią, a jednocześnie wspaniale służą aktorom. Równocześnie są „chwytliwe" i atrakcyjne dla widza – padający deszcz, woda i śnieg na scenie wyglądają imponująco, sygnalizując przy tym zmiany pór roku i przemiany zachodzące w życiu bohaterów.W pamięci pozostanie na pewno świst ogromnej wędki, od którego wzdrygają się wszyscy na scenie, powiewające białe płachty materiału podczas scenicznej jesieni, majestatycznie sunący w czerwonej sukni Kostek, czy samo ustawienie na scenie zakurzonych teatralnych foteli, sygnalizujące grę w teatr w teatrze. Na uwagę zasługują też bardzo dobrze przemyślane pod względem wizualnym zmiany wprowadzane w scenografii.Widzimy tylko cienie osób synchronicznie zmieniających elementy scenografii.

Spektakl kończy się obrazem zupełnie innym niż te zagrane przed przerwą. Jest nim zima tocząca się na scenie i.. w samych bohaterach. Podkreślana przez wolniejszy rytm, oszczędne i stonowane wypowiedzi, zimne światło, rzępoloną na skrzypcach „Cichą noc", a wreszcie – przez padający śnieg - dopada ich, stawiając pod osąd zmiany (a raczej- ich brak!), które dokonały się w ich historiach.

Dzieło Gietzky'ego zachęca do dyskusji i porusza wrażliwość widzów - to już wielki sukces tej realizacji. „Mewa" prowokuje pytania o dzisiejszy teatr – czy młodzi twórcy nie gubią się w pogoni za łamaniem starych konwencji tworząc nowe - równie szybko starzejące się.

Agnieszka Bednarz
Dziennk Teatralny Katowice
18 marca 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...