Jestem rzecznikiem kobiet

Rozmowa z Jackiem Schoenem

Ten dramat wybrałem po pierwsze dlatego, że wiem, iż problem zdrady zawsze będzie dotyczył kobiet, a ja jestem ich wielkim rzecznikiem. Kobiety nawet jak nie przeżywają zdrady realnie, to zawsze się jej instynktownie boją. To jest tabu, które wisi prawie nad każdym małżeństwem.

Z Jackiem Schoenem, reżyserem spektaklu "Prawda" realizowanym w Teatrze Bagatela w Krakowie rozmawia Magdalena Furdyna.

Magdalena Furdyna: - Autor „Prawdy", Florian Zeller, sztukę opatrzył cytatem z Voltaire'a: „Kłamstwo jest cnotą, jeśli pozwala uniknąć cierpienia. Kłamcie drogie panie... Bądźcie cnotliwe... Odwzajemnię się wam przy okazji". Kłamstwo jest zatem cnotą?


Jacek Schoen: - Kłamstwo jest powodem ogromnego cierpienia. Zawsze. Najświeższe informacje prasowe z Paryża donoszą, że wieloletnia partnerka prezydenta Francji znalazła się w szpitalu, ponieważ doznała szoku na skutek wiadomości, że François Hollande ją zdradza.

- Ale gdyby prawda nie wyszła na jaw, to nieszczęścia by nie było...

- Myśl Zellera, za którą konsekwentnie podążam, realizując tę sztukę, jest taka, że dramatem jest wplątywanie się w jakieś wielopiętrowe kłamstwa. I wcale nie zawężam tego osądu tylko do damsko-męskich relacji. Uważam, że łatwiej, przyjemniej i uczciwiej żyje się w czystych sytuacjach, choć cały świat zbudowany jest z pokus. A to nęcą cudze żony czy mężowie, a to nęcą pieniądze, a to władza nęci. To wszystko zaś opiera się na tym, że kłamstwo nam bardzo łatwo przychodzi. Najpierw to polega na delikatnym mijaniu się z prawdą, przepisami i normami, a potem brnie się coraz mocniej i głębiej w kłamstwa. Bardzo szybko można odejść od prawdy, która jest ogromną wartością w życiu człowieka. Kiedy się już poprzekracza te moralne Rubikony, trudno jest zawrócić.
Dla mnie życie w prawdzie jest jedną z najjaśniejszych cnót i należy tę wartość w sobie pielęgnować. Trzeba się starać, żeby otaczać się jasną aurą, którą daje prawda.

- Sarkastyczny Zeller ustami jednego z bohaterów mówi: „przysięgam, że będę lepiej kłamał".

- Niezwykła ironia tej sztuki doprowadzona jest do poziomu piętrowego absurdu, tak by w efekcie gloryfikować prawdę i czystość, która jest ponad wszelkie przyjemności.

- Barwny, pełen niuansów język komedii Zellera w doskonałym tłumaczeniu Barbary Grzegorzewskiej wydaje się być stworzonym do tego, by okpiwać bohaterów sztuki.

- Mam wrażenie, że w ogóle język francuski jest stworzony, by w nim flirtować. Nasączony subtelnymi niedomówieniami, pozwala na kamuflaż zarówno uczuć, prawdy, jak i kłamstwa, bowiem wielość odcieni i półtonów daje niesłychane możliwości. Zeller, wykorzystując tę plastyczność swego języka, nakreślił cztery pełnokrwiste postaci, które zdradzają się nie tylko na scenach we Francji. Zdradzają się w teatrach całej Europy.

- W trakcie piastowania od lat stanowiska Dyrektora Naczelnego i Artystycznego Teatru Bagatela przeczytał pan niezliczoną ilość sztuk. Przez piętnaście lat nigdy pan nie trafił na tekst, który skłoniłby go do reżyserowania?

- Decyzja o tym, by reżyserować, bardzo długo we mnie dojrzewała. Obejmując stanowisko dyrektora, uzgodniłem sam ze sobą, że przez 10 lat nie będę tego robił. Wyszedłem z założenia, że – delikatnie rzecz ujmując – nie byłaby to zręczna sytuacja. Obserwując dyrektorów-reżyserów widziałem, że w momencie, kiedy dyrektor reżyseruje, zawsze wkrada się element rywalizacji pomiędzy nim a innymi reżyserami.
Między innymi w związku z tym nałożyłem na siebie dziesięcioletnią kwarantannę. Kiedy udało nam się w Bagateli zebrać bukiet znakomitych i doświadczonych reżyserów, stwierdziłem, że kwarantanna może mnie przestać obowiązywać. Potem czas trochę pobiegł za szybko i nagle się okazało, że to nie dziesięć, a piętnaście lat minęło. Pomyślałam, że to już najwyższy czas, by zrobić sobie niespodziankę i przyjemność, pracując jako reżyser.
Ten dramat wybrałem po pierwsze dlatego, że wiem, iż problem zdrady zawsze będzie dotyczył kobiet, a ja jestem ich wielkim rzecznikiem. Kobiety nawet jak nie przeżywają zdrady realnie, to zawsze się jej instynktownie boją. To jest tabu, które wisi prawie nad każdym małżeństwem.
Ponieważ z badań wynika, że o pójściu do teatru w dziewięćdziesięciu procentach decydują kobiety, doszedłem do wniosku, że wyreżyseruję taką sztukę, która będzie dla nich. To drugi powód.
A trzecim powodem wyboru „Prawdy" są świetnie napisane role. Każda z postaci ma znakomicie nakreśloną linię przemiany, co zawsze jest idealnym pretekstem do stworzenia dobrej kreacji aktorskiej. Inteligentne, lekkie dialogi dają ogromne możliwości wprowadzania tak korzystnych do zagrania na scenie wieloznaczności.
Dla reżysera to frajda pracować nad takim tekstem z kapitalnym zespołem. Świadomość możności zaproszenia i wprowadzenia widza do świata zaproponowanego przez Zellera była dla mnie wyzwaniem.

- W spektaklu mamy podwójną obsadę.

- Reżyserowanie to prawie matematyczny proces. Nastawia się swoje zmysły na taką wrażliwość, by rozumieć i czuć duszę wszystkich. Aktor gra jedną postać, reżyser musi ogarnąć wielu bohaterów; ich historie i doświadczenia. Powinien znać całą „story" występujących w spektaklu osób: i tę zapisaną w dramacie, i tę spoza niego.
Wcale nie chodzi mi o to, by zbyt wiele nadbudować sobie w głowie, a potem wymądrzać się przed aktorami, niemniej zależało mi na tym, by stworzyć dla każdej postaci pewien korytarz możliwości.
Pracując z podwójną obsadą, wyznaczając po kolei każdemu ów korytarz, wiedziałem, że w ramach narzuconych osobowości poszczególna rola musi być trochę inaczej poprowadzona, bo po prostu aktorzy różnią się od siebie. Mam nadzieję, że udało nam się stworzyć sztukę zaludnioną przez prawdziwe, pełnokrwiste osoby. Chciałabym, by wszyscy mieli poczucie, że ta „Prawda" jest prawdziwa.

Co jest ważne podczas reżyserowania?

- Bardzo mało osób zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo ważne jest analizowanie dominacji postaci. Często zapominamy, że podczas każdej rozmowy następuje właśnie ten proces. Widać to na przykład w momencie, kiedy osoba, która jest dominowana, w ramach tembru swojego głosu zaczyna mówić i wyżej, i w rytmie znacznie przyspieszonym. Pamiętając o tych codziennych niuansach, warto je wykorzystywać w trakcie pracy nad spektaklem. I na przykład podkręcenie tych zachowań, które widać przy dominacji, buduje efekt komizmu.
Największą frajdą, jaką odczułem przy pracy nad komedią Zellera, było takie dogłębne poznanie aktorów, z którymi pracuję od lat. Będąc Dyrektorem najczęściej oglądam ostatnie próby, a więc już wynik cudzej pracy reżyserskiej i aktorskiej.
Teraz przekonałem się, że wszyscy aktorzy, z którymi przyszło się spotykać podczas prób, są w optymalnym momencie swojego rozwoju zawodowego. Nieprawdopodobnie zdolni i rozgimnastykowani tworzą świetne kreacje.

Magdalena Furdyna
Materiał Teatru
14 lutego 2014

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...