Jestem tym, który kocha śmierć

"Niżyński. Zapiski z otchłani" - reż. Józef Opalski - Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Na sztukę Anny Burzyńskiej wyreżyserowaną przez Józefa Opalskiego wybrałam się z mieszanymi uczuciami. Pomysł przedstawienia dramatu geniusza tańca i baletu na deskach teatru jakoś do mnie nie przemawiał. A jednak. Prezentowany na Scenie Miniatura spektakl, wcale miniaturą nie jest. Chylę czoło przed reżyserem, któremu w pigułce niespełna 90 minut udało się pokazać biografię jednego z najwybitniejszych artystów XX wieku, a zarazem pełnię dramatu człowieka, dla którego ruch był istotą życia i artystycznego spełnienia, uwięzionego we własnym ciele przez chorobę.

Scenografia jest bardzo ascetyczna. Składa się z solidnego drewnianego stołu i czterech stołków. I taka pozostaje od pierwszej do ostatniej minuty przedstawienia. Scena jest wnętrzem pomieszczenia, które widz odbierać może nie tylko jako dosłowną arenę rozgrywających się przed nim scen, ale też jako zamknięte wnętrze Niżyńskiego, który jest osią dramatu. Ograniczenie przez reżysera liczby aktorów do czterech także przemawia za uznaniem artystycznej przestrzeni sceny za wnętrze chorego umysłu artysty projektującego obrazy znanych mu ludzi.

Cały spektakl skomponowany jest tak, by wskazać na Niżyńskiego jako jego głównego bohatera, sprowadzając pozostałe postacie tylko do roli elementów wskazujących jego aktualny stan psychiczny lub określających jego położenie w społeczno-artystycznej rzeczywistości. Taki typ konstrukcji dramatu z jednej strony jest dla widza trudny w odbiorze – wymaga bowiem ciągłego skupienia i jednoczesnego odczytywania kilku poziomów znaczeniowych artystycznego przekazu. Z drugiej strony jednak, pozwala w stosunkowo krótkim czasie pokazać i przekazać ogrom treści.

Opalskiemu, oprócz kadrów z życia artysty na wyżynach sztuki, udało się tu zmieścić początki jego choroby, dramat zapadania się w siebie oraz szukania alternatywy istnienia (piszę, jestem Bogiem) wobec niemożności bycia tancerzem, a więc i sobą. Straszliwą samotność człowieka przerażonego swoim stanem i zupełnie wobec tego stanu bezradnego, a jednocześnie podejmującego walkę o zachowanie resztek świadomości bycia sobą przez pisanie dziennika, który w realnym świecie stał się świadectwem jego choroby i walki, po trudne, pełne sprzeczności relacje z dwiema najważniejszymi bodaj w jego życiu osobami: Siergiejem Diagilewem – kochankiem i impresariem, który uczynił z niego gwiazdę baletu oraz żoną, która pozostała z nim przez 30 lat jego choroby.

Jednocześnie choreografia (Jacek Tomasik), ruchowe pobudzenia lub zastyganie przez aktora w jednej pozycji, dialogi, w których poszczególne frazy ulegają wielokrotnemu powtórzeniu, w sposób jasny i klarowny ilustrują stan schizofrenii katatonicznej, która dla geniusza baletu musiała być psychicznym koszmarem, blokując możliwość ekspresji wyrażanej ruchem, tańcem, ciałem. Dlatego zapewne tak często w ustach Niżyńskiego pojawia się fraza "taniec to śmierć", którą w kontekście zawartości dramatu rozumieć można wieloznacznie. Zwłaszcza, że obok niej padają słowa: „kocham życie, nie chcę umierać."

Mimo całkiem sporej ilości postaci pojawiających się na scenie, zaprezentowany widzom spektakl jest w zasadzie rolą dla aktora odtwarzającego postać Wacława Niżyńskiego. Jest ona trudna, wymagająca od aktora nie tylko doskonałego warsztatu, ale też dużego potencjału ekspresji przenikającej każdą wypowiedź i gest postaci, budującej zarazem narastające do końca dramatu napięcie. Wcielający się w postać Niżyńskiego Grzegorz Mielcarek świetnie się z postawionego przed nim zadania wywiązał. Stworzona przez niego kreacja przykuwa uwagę widza i wprowadza go w osobistą tragedię człowieka pozbawionego przez chorobę możliwości wypowiadania się poprzez ruch, a przy tym samotnego pośród najbliższych, zupełnie niezdolnych go zrozumieć. Na uwagę i uznanie zasługuje też Sławomir Maciejewski wcielający się w role Diagilewa i Emmy. Moje szczere uznanie wzbudziła przede wszystkim rola kobieca wyraziście skontrastowana z postacią męską oraz naturalność, z jaką aktor oddaje ruch i ekspresję kobiecego ciała.

Spektakl pozostawia widza w głębokim smutku i z dylematami, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony bowiem pokazuje dramat człowieka uwięzionego we własnym ciele i jego walkę o własne człowieczeństwo, z drugiej zaś, stawia pytania o to, jak żyć z pogrążonym w chorobie człowiekiem? Przejmująco uzmysławia ile odwagi, miłości i oddania potrzeba, by przy nim trwać.

Anna Burzyńska, „Niżyński. Zapiski z otchłani." – reżyser Józef Opalski – Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
Iwona Pięta, Dziennik Teatralny Kraków

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
9 lipca 2016
Portrety
Józef Opalski

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...