Jesteśmy obserwowani

„Badania ściśle tajne", reż. Norbert Rakowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Jeden miliard ludzi na świecie jest rozwiniętych i świadomych, a pozostałe miliardy tylko zużywają cenne zasoby, nie wyznając wyższych wartości. Co z takimi ludźmi zrobić i kto ma silny mandat moralny, żeby zadecydować o ich losie? Czy podjęte działania sprawią, że unikniemy katastrofy klimatycznej? I finalnie, czy w ogóle zasługujemy na uratowanie i drugą szansę? Przecież zsyłamy na świat tyle nieuzasadnionego cierpienia.

W „Badaniach ściśle tajnych" wszczęty jest alarm o stanie świata, który pokazuje sprzeczną naturę człowieka: potrafi być on naiwny i ufny, ale także, gdy nadarzy się okazja, obojętny i okrutny. „Dlaczego całe to bezmyślne, banalne okrucieństwo w ogóle się wydarza?" – zastanawia się Monika, bohaterka dramatu Iwana Wyrypajewa. Na myśl przychodzi podobne pytanie: „Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?", które postawił Martín Caparrós w „Głodzie". Caparrós i Wyrypajew nie tylko nazywają stan rzeczy, ale również zadają głębokie pytania dotyczące moralności, wolności i sumienia. Obaj twórcy poszukują sensu w tym, dlaczego choć wiemy, że tyle osób cierpi głód lub grozi im katastrofa klimatyczna, żyjemy dalej bezmyślnie i robimy niewiele, by odwrócić ten proces.

Odpowiedzi na filozoficzne pytania ukryto na całej płaszczyźnie dramatu Wyrypajewa. Niektóre z nich podawane są z encyklopedyczną starannością: „niski poziom rozwoju ewolucyjnego", brak świadomości i wartości, które „świadczą o poziomie naszego rozwoju" czy niewykorzystywanie potencjału podejścia systemowego w społeczeństwie. Jednak, gdy zajrzy się za fasadę tych sformułowań, widać pustkę - łatwiej jest postawić diagnozę problemu niż znaleźć rozwiązanie. Ma to zmienić tajne, wysoko opłacane badanie, w którym biorą udział trzej uznani naukowcy: Monika (Katarzyna Herman), jej mąż Morgan (Bartosz Woźny) i Rachel (Karolina Kuklińska).

Pojedynczo odpowiadają oni na szereg pytań dotyczących intymnego życia czy kondycji świata i człowieka, żeby pomóc wyeksploatowanej planecie. Na początku, badacze pewnie nazywają kolejne problemy, z którymi się mierzymy; sposób opisywania pokazuje, jak bardzo różnią się pod względem naukowym. Monikę najbardziej interesuje świadomość, Morgana – mózg i poszukiwanie wiary, natomiast Rachel jest młodą konformistką, która oprócz dobrze wykonywanej pracy, chce ciekawie żyć i nie myśli o przyszłych pokoleniach. Bohaterowie mówią otwarcie o swoich dokonaniach badawczych, jednak, gdy głosy z offu przeprowadzające ankietę (Joanna Osyda, Karol Kossakowski) drążą dane zagadnienia, naukowcy zawieszają się, dystansują i coraz częściej mówią „Nie wiem". Monika, Morgan i Rachel zaczynają gubić się w odpowiedziach, stają się emocjonalni. Nieoczekiwanie okazuje się, że także zachowują się niemoralnie, choć zaliczają siebie do ludzi wysoce inteligentnych.

Wraz z rozwojem akcji ujawniane są kolejne poziomy psychologicznej gry i stopniowo widać przemianę bohaterów. Szczególnie angażujący jest moment transformacji Moniki, 40-letniej uznanej psycholożki – ze stanowczej kobiety w postać pełną wątpliwości i rozchwiania. W pierwszej części Katarzyna Herman nadała Monice charakterystyczny rys pewności siebie – sprzeciwia się ona intymnym pytaniom czy patrzy się drwiąco i dumnie w przestrzeń, szukając niewidocznych rozmówców. Jednocześnie bohaterka stara się zdystansować i pokazać, że pozornie kontroluje sytuację. Dlatego dynamicznie przemierza pustą i jasną scenę. Osobowość Moniki wypełnia wtedy całą przestrzeń.

Jednak, już w początkowej scenie zauważalne są momenty niepewności i nieufności, gdy bohaterka siedzi tyłem do widza na białym, prostokątnym pufie i rusza się nerwowo. Herman nadała tej sytuacji wrażenie odizolowania i tajemnicy. Zauważamy, że kobieta przeżywa spory dyskomfort – jest całkowicie sama i słyszy tylko głosy ankieterów z zewnątrz. Wskutek coraz bardziej prywatnych i nagłych pytań o narkotyki, śmierć, seks czy zdradę, które są wymieszane z naukowymi dociekaniami o jej pracę zawodową, Monika kapituluje. W drugiej części zdejmuje z siebie maskę opanowanej kobiety – zaczyna krzyczeć, a następnie chowa głowę w dłonie. Scena, gdy siedzi tak bezradnie na pufie i oświetla ją w tym stanie tylko żółte światło, silnie porusza. Monika jest sama ze sobą, intensywnie naświetlona i doprowadzona do granicy wytrzymałości. Pod koniec „Badań ściśle tajnych" leży na podłodze skulona, bezbronna i widoczny jest jedynie kontur postaci na ekranie – jej osobowość rozmyła się.

Monika grana przez Katarzynę Herman różni się bohaterki, w którą wcieliła się Katarzyna Gruszka w Teatrze Telewizji („Badania ściśle tajne" w reżyserii Iwana Wyrypajewa, 2021). Mimo wszystko Gruszka trzymała tę postać w ryzach, wyrażając emocje w kontrolowany sposób. Tymczasem Herman nadała Monice wrażliwość i zagubienie w skomplikowanej rzeczywistości, które skrywa za maską niedostępnej, pełnej sukcesów badaczki.

Psycholożka z „Badań ściśle tajnych" przejmuje scenę opolskiego teatru, na którą składają się pusta przestrzeń z białym pufem pośrodku oraz rozsunięty jasny ekran, zamykający kompozycję. Scena jest pełna oddechu, a zarazem uniemożliwiająca osobom badanym ucieczkę. Zadaniem bohaterów jest wypełnienie tej przestrzeni swoją historią, odsunięcie od siebie myślenia, że są w pułapce. Dlatego Morgan i Rachel również intensywnie chodzą po scenie, przyglądają się niewidzialnym rozmówcom i żywo gestykulują. Poruszają ich intymne pytania – Morgan jest wzburzony, gdy zarzuca mu się zdradę, a Rachel, kiedy pyta się o jej orientację seksualną.

Mimo emocji, trójka bohaterów dramatu Wyrypajewa potrafi trafnie opisać procesy, w których uczestniczymy, na przykład niekończący się pęd donikąd. Wyraża to scena szaleńczego tańca – do Moniki, Rachel i Morgana dołącza kilkunastu performerów i zaczynają wspólnie poruszać się do rytmicznej muzyki. Potem słychać tylko ich głośne, zmęczone oddechy, a następnie osoby upadają bezsilnie na podłogę. Metafora życia w ciągłym biegu i bezmyślnej śmierci została pokazana w plastyczny i nieoczywisty sposób, tym bardziej, że w kolejnej scenie, wśród leżących postaci, Morgan nawiązuje do pracy ojca – patomorfologa.

W „Badaniach ściśle tajnych" pojawia się też wrażenie śledzenia postaci, ich gestów. Na ekranie pojawiają się niewyraźne kontury i odbicia z lotu ptaka tego, co robią na scenie Rachel, Morgan czy Monika. Podobny zabieg jest stosowany, gdy bohaterowie i tancerze-performerzy uciekają w popłochu w rytm groźnej muzyki, a na ekranie ukazane są ich cienie, jakby byli na czyimś radarze, jakby ktoś chciał się ich pozbyć. Uczucie napięcia i strachu potęguje światło, które także jest w pędzie - jest oszalałe i odbija się od kolorowych kostiumów, wywołując wrażenie mozaiki. W kierunku aktorów szybko zjeżdżają rzędy reflektorów, przypominające karabiny. Jesteśmy obserwowani i stale badani. Przekonanie to pojawia się też w pierwszej scenie, kiedy kilkanaście postaci biega niekontrolowanie, przyglądając się sobie nawzajem. Ich działaniom towarzyszy szarpane, zmieniające się światło, skanujące każdy ruch za pomocą cienkich linii.

Światło, reżyserowane przez Bogumiła Palewicza, nadaje dynamiczności poszczególnym scenom. Wyraża pęd, niepewność czy przerażenie; jest również artystyczne – poszukuje własnego głosu. Przedstawione jest to w scenie, gdy Rachel leży na pufie, a wokół niej następuje intensywne pulsowanie niebieskiego i fioletowego światła. Podobne przenikania, tym razem białego i czarnego światła mają miejsce w scenie walki, symbolizującej dobro i zło. Wtedy na ekranie pojawiają się czarno-białe kształty, przepływające pomiędzy sobą. Pełne wyrazu jest również oświetlenie jednego punktu na scenie, prostokątnego siedzenia, za pomocą żółtego lub białego światła.

Scena załamania Moniki, w której oświetla ją tylko żółte światło, jest tak namacalna, bo połączyły się w niej wszystkie elementy: nastrój, gra aktorska, oświetlenie i kostiumy, kolorystycznie wpasowujące się w przedstawianą opowieść. Krystian Szymczak wybrał dla głównych bohaterów i performerów kostiumy w różnych pastelowych odcieniach, które nie tylko wkomponowują się w jasne tło, ale odbijają się od światła, wywołując nagłe refleksy. Takie momenty spotkania są już wrażeniem pozateatralnym.

Mimo okrucieństwa, pychy, pogardy ludzie garną się do siebie, „są jednym połączonym systemem", jak to powiedział Morgan. Choć się odpychamy i nie rozumiemy zasad systemu, lgniemy do innych – ustawiamy się w różnych konfiguracjach. Zauważalne jest to w scenach grupowych, podczas których artyści biegną do siebie i tworzą konkretne skupiska. Pomimo że jesteśmy tak skomplikowani, sprzeczni, nie znamy odpowiedzi na ważne pytania, potrzebujemy siebie nawzajem w tej sytuacji bez wyjścia, w której nie są w stanie nam pomóc nawet naukowcy. Odczuwamy też potrzebę sensu – może wiary, może świadomości, może radości ze zwykłego „śniegu w lecie".

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Opole
19 stycznia 2022
Portrety
Norbert Rakowski

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia