Jeszcze będzie przepięknie

"Rewolucja balonowa" - reż: Sławomir Batyra - Teatr Powszechny w Warszawie

Dotąd opowiadali starsi. Oni mieli głos. Śpiewali piosenki, publikowali książki o tym, jak to z PRL-u wskoczyło się w dzisiejsze czasy. Ile to sentymentu do tamtej inności się zachowało. Teraz czas na wspomnienia kogoś, kogo dzieciństwo przypadło na lata 80., a kto dorosłe kroki stawiał w nowym tysiącleciu. Taka retrospekcja snuta jest na kameralnej scenie warszawskiego Teatru Powszechnego

Rewolucja balonowa Julii Holewińskiej została napisana specjalnie dla Katarzyny Marii Zielińskiej. Aktorka wciela się na scenie w postać Weroniki i tworzy portret przedstawicielki pierwszego pokolenia ukształtowanego w demokratycznym i kapitalistycznym kraju. Cofa się opowieściami do czasów kiedy była mała dziewczynką. Tamte wspomnienia to smak gumy balonowej, niezapomniany wyjazd do wujka do Norwegii i zachłyśnięcie się „cywilizowanym” światem, plastikowe kubki po jogurtach przerabiane na foremki,  niezawodne produkty Herbalife i wypijana litrami Coca-Cola. 

Przedstawienie zostało stworzone przez trzy głosy tego samego pokolenia. Julia Holewińska - autorka tekstu, Sławomir Batyra – reżyser przedstawienia i Katarzyna Maria Zielińska – aktorka, to troje trzydziestolatków powracających w tej realizacji do czasów swojego dzieciństwa. Unikają moralizatorskiego tonu, nie skupiają się na sferze emocjonalnej bohaterki, a próbują podsumować tamte lata i zastanowić się ile z tamtego okresu pozostało w nich. Te kalkulacje przynoszą gorzki rachunek sumienia, bo młoda Wiktoria nie rozumie zbyt wielu rzeczy, kolejnych z nich nie umie wartościować. Dla niej nie są ważne wszystkie manifesty, które obserwuje na ulicach, nie to, co się dzieje dookoła. Rewolucja zapomniała o pojedynczym dramacie tego człowieka. Rodzice zachłyśnięci zdobywaniem kolejnych dóbr i podnoszeniem poziomu życia, zapominają o dojrzewających dzieciach, rozmowie z nimi. Nie są świadomi, że córka nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca w zmieniającej się rzeczywistości.

Wszystko rozgrywa się na niemalże pustej scenie z pojedynczymi rekwizytami: lodówką, krzesłem, stolikiem, odkurzaczem. Na ścianie wyświetlane są krótkie projekcje z grafikami charakterystycznymi dla minionych czasów. Oglądamy Wojciecha Pijanowskiego i Magdę Masny w „Kole Fortuny”; twarze kojarzone z odzyskiwaniem wolności: Tadeusza Mazowieckiego, Lecha Wałęsę, Donalda Tuska, braci Kaczyńskich; zdjęcia rodzinne; teledyski Papa Dance i odcinki kultowego, amerykańskiego serialu „Dynastia”. Obrazki wywołują westchnienia i uśmiechy na twarzach tej części widowni, której najbliższa jest wyświetlana historia. Siła przekazu nie rozkłada się równomiernie – dla jednych to kawałek ich historii, dla innych czasy znane tylko z opowieści. Prezentowany na scenie sentyment jest przez to nie do końca zrozumiały.

Katarzyna Maria Zielińska dobrze radzi sobie z przedstawieniem tej historii, ale sam tekst niestety nie wydaje się być na tyle oszałamiający, aby powstał z tego spektakl bardzo dobry. Przedstawienie ma swoje tempo, sporą dawkę humoru i atrakcyjność formy. I tylko tyle. A to czyni je zaledwie przeciętnym.

Dagmara Olewińska
Teatr dla Was
16 stycznia 2012

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...