Jeszcze nie jest za późno

rozmowa z Andrzejem Biegunem

Andrzej Biegun zaprasza w "Podróż zimową" do słów Barańczaka i muzyki Schuberta, czyli na premierę w Operze Krakowskiej

Ile razy śpiewał Pan już cykl pieśni Schuberta "Podróż zimowa"?

Kilka. Wszystkie cykle pieśni Schuberta mam w repertuarze. "Podróż zimową" przygotowałem jako ostatni cykl dopiero kilkanaście lat temu. Dziś zastanawiam się, czy nie było to dla mnie za wcześnie.

Za wcześnie?

Bo to jest cykl, który wymaga sporego doświadczenia. Nie można się w nim oprzeć jedynie na wrażliwości i wyobraźni. Do dobrego wykonania jest potrzebny bank ludzkich przeżyć, doświadczeń i sporo dystansu do siebie i świata. Tu nie można sobie wyobrażać, jak bym się zachował w danej sytuacji. Tu trzeba doświadczyć emocji, dotknąć życia. To trudne. I im później interpretuje się "Podróż zimową", tym będzie bardziej autentyczna.

Niektórzy śpiewacy wręcz mówią, że aby wykonywać Schuberta, trzeba być "nawiedzonym".

To dość trafne określenie. Nie da się oddać całej prawdy w tych pieśniach, nie ocierając się o odwagę pójścia w najgłębsze emocje. Często, wręcz podświadomie, bronimy się przed obnażaniem duszy; obnażanie ciała jest łatwiejsze, trwa raptem chwilę. W duszy natomiast mamy kawałek naszej prywatności, do którego bronimy innym dostępu. A Schubert tymi pieśniami każe nam wpuścić innych; całkowicie się przed nimi odsłonić. I może dlatego jest to tak trudne.

Schubert napisał "Podróż zimową", cykl 24 pieśni, do słów romantycznego poety Wilhelma Müllera. Przedstawienie w Operze Krakowskiej zostało jednak oparte na tekstach Stanisława Barańczaka, które napisał on specjalnie do tego cyklu.

Teksty Barańczaka są niezwykle trudne. Poeta niemal żongluje słowami, także ich znaczeniami i skojarzeniami. Od wielu dni ciągle tkwię w świecie Barańczaka. "Oceaniczne bryzy wiejcie w nas, nawet w snach zamiera wdech", ale już w następnych wersach: "nawet w snach zapiera dech". Albo "śpiewamy dźwięczny hymn", ale też: "śpiewamy wdzięczni hymn". To powoduje, że cały czas trzeba być niezwykle skupionym. Kiedyś podczas próby na moment przed pieśnią X pomyślałem, że muszę wykonać gest. I to spowodowało zerwanie nici, jaka jest między pieśniami; wszystko się posypało niczym kostki domina.

Kiedy pierwszy raz zetknął się Pan z tymi tekstami Barańczka?

Jeszcze w latach 90. Pomyślałem wtedy, że to bardzo trudne wiersze napisane do muzyki Schuberta. Nawet chciałem spróbować przymierzyć się do nich... Ponad rok temu Józef Opalski zapytał mnie, czy śpiewałem kiedyś "Podróż zimową"? Spotkaliśmy się i poczuliśmy, że pomysł zaczyna się materializować. Wróciłem do tekstów Barańczaka, zacząłem je czytać, podkładać pod muzykę; niektóre z pieśni dostały inne tempa poprzez dramaturgię całego spektaklu.

Muzyka nie wyciągała z pamięci fraz niemieckiego oryginału?


Tak, zwłaszcza na początku. Pewnie łatwiej by mi było, gdybym nie znał oryginału, bo trudno uniknąć porównywania.

W spektaklu wyreżyserowanym przez Józefa Opalskiego muzyka będzie grana nie tylko na fortepianie, ale także na instrumentach elektronicznych.

Muzyka Schuberta jest w stu procentach zachowana, realizuje ją na fortepianie Olha Tsymbalyuk, zaś to, co na instrumentach elektronicznych przedstawia Konrad Mastyło, jest pewnego rodzaju ubarwieniem, współczesnym dopowiedzeniem.

Będzie Pan śpiewał przez mikrofon.


Mikroport został tu celowo użyty, nie z konieczności. Akustyka sali kameralnej nie jest najlepsza, poza tym chodziło o możliwość przejścia w inną barwę, aby przedstawić czasem coś na pograniczu śpiewu i mowy, aby dodać pieśniom zupełnie innej emocji, ekspresji. Elektronika i mikrofon powodują, że dźwięki stają się przestrzenne, że wirują wkoło nas. Mamy świadomość, że "wyznawcy" Schuberta mogą nie być zadowoleni. Ale cóż, w sztuce trzeba mieć odwagę.

Jaka zatem będzie "Podróż zimowa", w którą nas Pan zabierze wraz z muzykami i tancerzami już dziś?

To najtrudniejsze pytanie. Może najsensowniejszą odpowiedzią będzie: nie wiem. Podejrzewam, że dla każdego będzie to inna podróż. I to jest największa siła tego przedstawienia. Trzeba zobaczyć i usłyszeć. Tym bardziej, że jest to podróż, która da nam nadzieję, pokaże, że jeszcze nie jest za późno.

Za późno na co?

Na dostrzeżenie tego, czego do tej pory nie zauważaliśmy.

Agnieszka Malatynska-Stankiewicz
Dziennik Polski
11 lutego 2011

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia