Jonasz Kofta znany i nieznany

"Noc poety, wiersze i piosenki Jonasza Kofty" - reż. Zespół Bez Jacka +ALIAS - Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie

Co poecie siedzi w głowie? Co sprawia, że potrafi złożyć słowa w zachwycającą całość? Na te pytania odpowiedzi szukali aktorzy Bałtyckiego Teatru Dramatycznego.

Drugi tydzień nowego sezonu artystycznego w BTD przyniósł drugą premierę. Kolektyw aktorski, który nazwał się Zespołem Bez Jacka, podjął się wspólnej reżyserii i wykonania spektaklu muzycznego "Noc poety, wiersze i piosenki Jonasza Kofry". Dokładnie pięcioro koszalińskich aktorów - Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Katarzyna Ulicka-Pyda, Piotr Krótki, Wojciech Rogowski i Jacek Zdrojewski (choć inicjatywa w nazwie zapewnia, że jest "Bez Jacka").

Otwarte okno, może drzwi tarasu - scenografia sugeruje, że będziemy coś odkrywać. Wnikniemy, wejdziemy i zobaczymy myśli niepokorne. Jonasza Koftę (Jacek Zdrojewski) wręcz atakują te pomysły. Idee szalone, fruwające, nieposkładane, dziwne. Każdą z nich jest jeden z aktorów. To oni ukazują, co dzieje się bądź co dziać się mogło w głowie artysty.

Na początku chóralnie aktorzy zapewniają, że "śpiewać

każdy może". I robią to zupełnie inaczej niż Jerzy Stuhr. Przekuli satyrę na profesjonalizm.

Przerwy między piosenkami pokazują wyrywki z życia Kofty. Szuka swojego nazwiska w encyklopedii. Przedstawia siebie słowami swoich utworów, które dla wielu z nas z pewnością mogą być swego rodzaju lustrem. "Nie jest mi dobrze, nie jest mi źle, cholera wie, czego ja chcę" - zastanawia się. Ma żal do losu, że jest w życiu ta prawdziwa miłość i jej właśnie tak bardzo pragnie. Walczy z demonami -z alkoholem.

W spektaklu są momenty wzruszające. Jak na przykład piosenka "Jej portret" zamieniona na "Jego portret" i rewelacyjne wykonanie Katarzyny Ulickiej-Pydy. Jest zabawnie, kiedy Kofta tłumaczy, czym są drinki. Otóż są to kulturalne mieszaniny, którymi człowiek nie upije się, jak... świnia.

Podczas spektaklu zawsze obserwuję publiczność. Temperatura na widowni jest wyznacznikiem tego, czy sztuka trafia do ludzi. "Pamiętajcie o ogrodach", kiedy refren śpiewali niemal wszyscy to dowód, że się podobało. Szczególnie tym, dla których utwory Kofry mają wymiar emocjonalny i zafundowały ponad godzinę wspomnień lat młodości, piosenek, przy których przetańczyło się niejeden dancing. Kiedy Wojciech Rogowski rozpoczął "Song o ciszy", a było to jedno z lepszych wykonań, publiczność nie potrzebowała już zachęty, by wraz z nim śpiewać "a gdy się milczy, milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy". Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska niesamowicie zinterpretowała "Sambę przed rozstaniem". Psychopatka z nożem, napięte mięśnie, szaleństwo w oczach. Aż ciarki po plecach przechodziły. I kontrast - śmiech kiedy Katarzyna Ulicka-Pyda w autobusie śpiewa "Do łezki łezka". Za to wykonanie wielkie brawa.

Na spektakl warto się wybrać, by odkurzyć nieco znane i lubiane piosenki. Aranżacje muzyczne Jarosława Barowa, czasem zaskakujące, są naprawdę ciekawe. Można posłuchać, powspominać, pośmiać się. I przypomnieć sobie poezję, która "sprzedaje" nam mądrości. Na przykład że warto "przeciw szujom i kołtunom przeżyć życie" - mówi na koniec Kofta. I jak się z tym nie zgodzić?

Joanna Krężelewska
Głos Koszaliński
2 października 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia