Już 45 lat na scenie

Portret Olgierda Łukaszewicza

- Kazimierz Kutz, który przez lata był moim przyjacielem, w "Felietonach z mojego młyna" napisał, że chociaż rozbierałem się w wielu filmach, nie stracił do mnie zaufania. Gdyby mu się zdarzyło popełnić jakieś morderstwo i znalazł się w więzieniu, chciałby, bym to ja był jego klawiszem - mówi Olgierd Łukaszewicz, prezes Związku Artystów Scen Polskich.

Poczucie humoru nie jest mu obce. Świadczy o tym chociażby wpis na blogu: - O mało bym nie zauważył, ale "Biuletyn ZASP" przypomina różne rocznice, no i padło też na mnie - 45 lat pracy artystycznej! Nie obchodzę urodzin, imienin, ale tym razem podjąłem wyzwanie losu. Tak doszło do obchodów mojego jubileuszu w Teatrze Lalka... - napisał Olgierd Łukaszewicz, po raz drugi pełniący obowiązki prezesa.

Były listy gratulacyjne, telegramy od luminarzy polskiej kultury, ale też, jak pisze pan Olgierd, "żywcem się stawili" m.in.: Janusz Majewski, Ewa Wiśniewska, Emilia Krakowska, twórca "Generała Nila" Ryszard Bugajski. Właśnie rolą Nila Łukaszewicz po latach powrócił na duży ekran.

Pędziliśmy bimber i na klatce urządzaliśmy wigilie

Stawili się sąsiedzi z osiedla Stawki, gdzie aktor mieszkał z rodziną 18 lat. - W stanie wojennym pędziliśmy bimber, przez wiele lat wspólnie na klatce schodowej urządzaliśmy sąsiedzkie wigilie. Jeden z przyjaciół, architekt, z powołania malarz, podarował mi obraz lasku brzozowego zimą, dziękując za rolę Stasia w "Brzezinie" - uchylił rąbka tajemnicy pan Olgierd.

Natomiast Teatr Polski, z którym związany jest od 2003 roku, uczcił jego jubileusz pod koniec marca. Po spektaklu "Polacy", gdzie gra kardynała Stefana Wyszyńskiego, najpierw publiczność zgotowała mu owację na stojąco, potem jubilat poddał się atmosferze chwili. Przemówił dyrektor Teatru Polskiego Andrzej Seweryn oraz Ignacy Gogolewski. Gratulowali i życzenia składali min. Andrzej Wajda i Barbara Krafftówna. Zasypano go prezentami i bukietami. Było uroczyście, miło, wzruszająco.

Na studiach ich drogi skrzyżowały się po raz wtóry

Urodził się 7 września 1946 roku w Chorzowie. Jego brat bliźniak Jerzy został operatorem filmowym ("Seksmisja", "Vabank", "Kingsajz") i reżyserem ("Faustyna"). Olo, tak zwracają się do niego rodzina i przyjaciele, skończył krakowską PWST. Tam studiowała też Grażyna Marzec. Ale poznali się wcześniej, na obozie na Węgrzech. Byli po 9. klasie. Ona reprezentowała koło teatralne z Rzeszowa, on z Katowic. Miłość przyszła wraz ze sztuką "Kaprysy Marianny" Musseta. Po studiach oboje zaangażowali się w krakowskim Teatrze Rozmaitości, ale już po 2 tygodniach pani Grażyna otrzymała propozycję z Teatru im. Jaracza w Łodzi. Grała tam 5 lat. Pan Olgierd został w Krakowie. Gdy posypały się propozycje filmowe, po 2 latach przeniósł się do Warszawy.

Kazimierz Kutz wybrał mnie na klawisza

Pamiętamy go z "Soli ziemi czarnej", "Brzeziny", "Perły w koronie", "Dziejów grzechu", "Doliny Issy", "Wiernej rzeki", "Magnata"... "Szpilki" pisały o nim: "Albo umiera, albo się rozbiera". - Kazimierz Kutz, który przez lata był moim przyjacielem, w "Felietonach z mojego młyna" napisał, że chociaż rozbierałem się w wielu filmach, nie stracił do mnie zaufania. Gdyby mu się zdarzyło popełnić jakieś morderstwo i znalazł się w więzieniu, chciałby, bym to ja był jego klawiszem.

Państwo Łukaszewiczowie mają córkę Zuzannę. Chciała być tancerką. Kontuzja przekreśliła marzenia. Pracuje w szpitalu, zajmuje się surdologopedią. Mama Hani i Adasia. Wnuczęta bez reszty zawojowały serca dziadków. - Adaś przy mnie nauczył się chodzić. W jego przedszkolu czytałem bajki. Gdy robiłem to pierwszy raz, bardzo się starałem. Patrzę, zasłaniają sobie uszy: - Za głośno, dziadku.

Witold Sadowy
Życie na Gorąco
19 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia