Już pora zejść z tego nagrzanego dachu

"Kotka na gorącym blaszanym dachu" - reż. Dariusz Starczewski - Teatr Bagatela w Krakowie

Bohaterowie Kotki na gorącym blaszanym dachu mierzą się z problemem wewnętrznego zakłamania człowieka. Zakłamania w momencie podejmowania decyzji i następnie wieloletniego oszukiwania się, dopóki decyzja ta nie zacznie negatywnie procentować. Życie przestaje wtedy smakować i staje się przymusowym więzieniem.

Na takie więzienie zgodziła się główna bohaterka Margaret (Magdalena Walach), która, mimo widocznej niechęci ze strony męża Bricka (Kosma Szyman) mieszka z jego rodziną, stając się częścią odpychającej układanki. Magdalena Walach przedstawiła złożoność charakteru Margaret: jej potrzebę miłości, akceptacji i dążenia do skrzywdzenia samej siebie za wszelką cenę. Przecież tylko autodestruktywna jednostka jest w stanie przespać się z najlepszym przyjacielem męża tylko po to, żeby udowodnić, że obaj są gejami. Na scenie jesteśmy zatem świadkami wachlarza sprzecznych emocji, napędzających Margaret: od specyficznej miłości do męża alkoholika, po sarkastyczną satysfakcję z tego, że nie jest on w stanie jej skrzywdzić. Chociaż w tym związku nic ich nie łączy, główna bohaterka nie ucieka z tego nagrzanego dachu. Zostaje na nim i cierpi.

Margaret mogłaby zmienić swoje życie od razu. Jest inteligentna. Świadczy o tym baczne obserwowanie i trafne analizowanie życia rodzinnego. Negatywnie ocenia brata Bricka, Goopera (Marcin Kobierski) oraz jego żonę, Maę (Kamila Klimczak). Zauważa, że ich małżeństwo sprowadza się jedynie do plotkowania, płodzenia kolejnych dzieci (nazywa je pieszczotliwie „kadłubkami") i przymilania się do Dużego Taty, ojca Bricka i Goopera (Paweł Sanakiewicz), po którym chcą odziedziczyć majątek. Od otoczenia Margaret, oprócz ironicznych uwag, odróżnia również strój. Podczas całego spektaklu nosi białą, luźną sukienkę. Wygląda w niej inaczej niż Mae'a, która ma na sobie sztywną, zapiętą pod szyję, suknię. Te dwie kobiety ukazane zostały w spektaklu na zasadzie przeciwieństw: Margaret jest wolnym duchem, a Mae – uporządkowaną, niewychodzącą poza schemat żoną i matką. Jedyne, co je łączy to dzieci: Mea posiada ich kilkoro, Margaret zaś stara się chociażby o jedno, co także jest powodem plotek w rodzinie Bricka.

W zakłamaniu żyje też najstarsze z małżeństw, występujących na scenie: Dużej Mamy (Katarzyna Litwin) i Dużego Taty. W relacji tej dominuje niespełnienie i rubaszność. Paweł Sanakiewicz prawdziwie przedstawił problem udawanej miłości, kiedy to postrzega się drugą osobę jako niewdzięczny przymus, a nie jako dopełnienie samego siebie. Przez lata Duży Tata tkwił w nieszczęśliwym związku. Z marazmu wybudza go dopiero śmiertelna choroba, z której, o czym jest przekonany, cudem wyzdrowiał. Doświadczając kruchości życia, nie zamierza już marnować czasu. W chwili szczerości zwierza się synowi Brickowi, że tak naprawdę nigdy nie kochał żony i przez cały czas miotał się pomiędzy życiem, które posiada, a marzeniem o życiu, które mógłby wieść. Wydaje się mu, że to lepsze życie jest na wyciągnięcie ręki, ale los nie pozwoli mu go doświadczyć.

Jesteśmy świadkami wewnętrznych dramatów bohaterów, którzy w porę nie stanęli w prawdzie. Zamiast tego woleli pozostać w sferze komfortu, która nie zadaje pytań, nie zmusza do zmiany. Jednak, nieprzepracowane kłamstwo wraca i ból z tym związany jest tym większy, im bardziej chciało się od tego oszustwa uciec. Wówczas świadomość więzienia, w którym wylądowało się z własnej winy, zapiera dech. W takiej sytuacji możliwe są dwie drogi: albo dogłębna przemiana, albo powolne zapadanie się w sobie i uleganie nałogom. Widoczne jest to na przykładach Dużego Taty i Bricka. Pierwszy z nich pragnie za wszelką cenę podążyć nową drogą, zaś drugi – ucieka w alkoholizm, żeby wyprzeć się prawdy, która go zadręcza.

W spektaklu skupiono się na analizie psychologicznej bohaterów. Realistycznie ukazano chciwość, pożądanie, zagubienie oraz zazdrość, które wpływają na decyzje i zachowania krewnych Bricka. Jednak, co by się wydarzyło, gdyby Mei zabrać tematy do plotek, Gooperowi uniemożliwić przejęcie spadku po ojcu, Brickowi wyrwać szklankę brandy z ręki, a Margaret uzmysłowić, że nigdy nie będzie miała dziecka? Co by było, gdyby zabrano im wszystkie nadzieje i czynności, którymi zapełniają leniwe dni i zwalczają wyrzuty sumienia? Poczuliby gigantyczną pustkę i jak najszybciej chcieliby uciec z nagrzanego, blaszanego dachu. Tak jak Duży Tata, który zamarzył o wolności, ale zrobił to za późno. Przed wieloma laty bezmyślnie zaprzepaścił swoją szansę na lepsze życie, stawiając wygodę w miejsce prawdy.

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
21 września 2018

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia